Korespondencja z Kataru

Polacy już w niedzielę zagrają z Trójkolorowymi o awans do ćwierćfinału mundialu.  Dzień po przegranym meczu z Tunezją (0:1) w tamtejszym obozie trwają jeszcze rozliczenia: czy sędzia nie powinien aby uznać gola z ostatniej minuty meczu, kto spośród rezerwowych zdał egzamin i jak czuje się Benjamin Pavard, który wraca do zdrowia po urazie, więc nie zagrał w dwóch ostatnich meczach.

Niedzielny mecz bardziej interesuje dziennikarzy niż samych zawodników. Randal Kolo Muani zapewnia, że spotkanie naszej drużyny z Argentyńczykami oglądał, ale trudno mu wierzyć, kiedy mówi: - Polska to silny zespół z wieloma mocnymi punktami. Musimy być gotowi na bitwę.

Czytaj więcej

Historia pojedynków Polska-Francja. Jak orzeł z kogutem

Bardziej uczciwy jest Coman, który przyznał, że Francuzi nad grą Polaków będą się dopiero pochylać. - Często mierzymy się z takimi ekipami, które mają silną obronę i stawiają na kontratak. Będziemy musieli dać z siebie wszystko, aby zwyciężyć. Mówimy przecież o meczu mistrzostw świata. Status faworyta nie daje nam żadnego gola przewagi - podkreśla piłkarz Bayernu Monachium.

Obaj gracze chwalą Lewandowskiego. - Jest dla mnie inspiracją - podkreśla Muani. - Świetnie porusza się po boisku i nadzwyczajnie wykańcza akcje. Najlepiej, żeby w ogóle nie dostawał podań. Jeśli pozbawimy go piłki, wyjdzie nam to na dobre - dodaje Coman.

Francuscy dziennikarze przyznają, że w kraju nie ma euforii, ale czują się przed niedzielnym meczem faworytem. Niepowodzenie będzie klęską. Sen z powiek spędza im tylko jedno: dokładnie tak samo myśleli rok temu, kiedy po rzutach karnych ich piłkarze odpadli w 1/8 finału Euro 2020 ze Szwajcarami. Teraz nikt nie chce powtórki. Piłkarze będą uważni i skoncentrowani.