Marokańczycy jako pierwsza drużyna z Afryki zdobyli punkt w finałach mistrzostw świata, remisując na meksykańskim mundialu w 1970 roku z Bułgarią 1:1.

16 lat później, na drugich mistrzostwach w Meksyku było jeszcze lepiej. Drużyna z takimi zawodnikami w składzie, jak doskonały bramkarz Badou Zaki czy napastnik Krimau wygrała grupę F przed Anglią, Polską i Portugalią, żeby w walce o ćwierćfinał – po zażartym meczu - polec z późniejszym wicemistrzem świata RFN 0:1, po golu strzelonym przez Lothara Matthaeusa w samej końcówce.

Marokańczycy co dwa lata są dyżurnym kandydatem do czołowych lokat w Pucharze Narodów Afryki, ale zwykle zawodzą. Mistrzem swojego kontynentu byli tylko raz, i to lata temu, bo w 1976 roku. Zdolnych piłkarzy nigdy tam nie brakowało, ale nikt ich talentów nie potrafił scalić, żeby tworzyli silny zespół. Nie udało się to naszemu Henrykowi Kasperczakowi lata temu. Nie wyszło też takiemu specjaliście od pracy z reprezentacjami z Afryki jak Herve Renard. Tym, który miał wszystko poukładać, był Bośniak Vahid Halilhodzić. W 2014 roku z Algierią w dobrym stylu awansował do 1/8 brazylijskich MŚ, a Maroko objął trzy lata temu. Awansował do katarskiego mundialu, a na ostatnim Pucharze Narodów zimą tego roku w Kamerunie doszedł do ćwierćfinału. W dalszej pracy przeszkodziła mu wojna z marokańską gwiazdą Hakimem Ziyechem.

Afrykańskie sukcesy w MŚ

Ćwierćfinały:
Kamerun (1990), Senegal (2002), Ghana (2010).

1/8 turnieju:
Maroko (1986), Nigeria (1994, 1998), Ghana (2006), Algieria (2014), Senegal (2022).

Doświadczony, ale też uznawany za mocno kontrowersyjnego trenera Halilhodzić nie powoływał gwiazdora Chelsea na kolejne mecze. Zarzucał mu lenistwo i brak odpowiedniego podejścia. Nie zabrał go na ostatni Puchar Narodów Afryki. W marcu Marokańczycy w grze o mundial pokonali Demokratyczną Republikę Konga (1:1 i 4:1), po czym Halilhodzić… stracił pracę. Stało się to w sierpniu, a więc na trzy miesiące przed turniejem w Katarze. Wcześniej taka sytuacja przydarzyła mu się, gdy trenował Wybrzeże Kości Słoniowej (został zwolniony na cztery miesiące przed MŚ 2010) oraz Japonię w 2018, tam został zwolniony dwa miesiące przed turniejem w Rosji.

Po zdymisjonowaniu Halilhodzicia marokańska federacja postawiła na byłego 45-krotnego reprezentanta kraju Walida Regragui. To były obrońca klubów we Francji, urodzony zresztą, jak wielu Marokańczyków w tym kraju. Trener reprezentacji Belgii Robert Martinez, mówiąc o meczu z „Lwami Atlasu”, który odbył się w ostatnią niedzielę, wspomniał, że spotkanie to będą takie małe derby. Jednak po zwycięstwie Maroka kibice pochodzący z tego kraju awanturowali się na ulicach Brukseli, co bardzo popsuło atmosferę w belgijskiej stolicy.

Czytaj więcej

Cnota porządku po japońsku. Podopieczni trenera Moriyasu w świetle reflektorów

Wielu graczy Maroka pochodzi z Belgii, arabscy kibice z tego kraju przyjechali na mundial w Katarze wspierać „Lwy Atlasu”. W dwóch meczach Marokańczycy grali więcej niż dobrze. Na początek był bezbramkowy remis w starciu z wicemistrzami świata Chorwatami, a potem zwycięstwo nad Belgią 2:0 po kapitalnym spotkaniu. Teraz przed ekipą trenera Regraguiego starcie z teoretycznie najsłabszą w grupie F Kanadą. 

– Mamy wielką generację piłkarzy, którzy grają w największych klubach. Kibice w Maroku są dumni, że mogą oglądać swoich piłkarzy w Bayernie Monachium, Chelsea czy Paris Saint-Germain. Nasz cel w katarskich finałach? Chcemy, by rodacy byli dumni z naszego występu, ale żadnych obietnic nie chcę składać. Dotychczas tylko raz w 1986 roku udało nam się wejść do fazy pucharowej, jeżeli teraz byłoby podobnie, to turniej w Katarze uznalibyśmy za udany – podkreśla selekcjoner Walid Regragui.