Temperatura w ostatnich dniach w Katarze poszybowała mocno do góry. Jest około 30 stopni, a pierwszy niedzielny mecz rozegrano w prażącym słońcu.

Przydała się więc klimatyzacja na Ahmad bin Ali Stadium. Japońska jedenastka samurajów, wspierana przez tysiące kibiców ze swojego kraju obecnych w Katarze, zaczęła inaczej niż z Niemcami, zdecydowanie bardziej ofensywnie, ale konkretnych sytuacji przed bramką Keylora Navasa nie miała.

Dodajmy, że miejsce w wyjściowym składzie „Samurajów” wywalczył sobie strzelec jednej z dwóch bramek w sensacyjnie wygranym spotkaniu z Niemcami Ritsu Doan. Inny z bohaterów zwycięskiego meczu z naszym zachodnim sąsiadem Takuma Asano pełnił rolę super rezerwowego.

Czytaj więcej

Argentyna wraca do gry. Leo Messi na ratunek

Japończycy próbowali prostopadłych zagrań, celował w tym dobrze grający Daichi Kamada, ale niewiele z tego wychodziło. Przez dwa kwadranse na swoim koncie mieli jeden niecelny strzał, rywal żadnego. Dopiero w 35 minucie próbował najlepszy w ich zespole Joel Campbell, ale bez powodzenia. Do przerwy, w tym tocznym w wolnym tempie spotkaniu, w ogóle nie oglądaliśmy celnego uderzenia na jedną czy drugą bramkę, a jedyne godne odnotowania był żółte kartki dla Anthony Contrerasa z jednej i Miki Yamane z drugiej strony.

W trzy minuty po przerwie drużyna z Azji zrobiła więcej, niż przez całą I połowę. Zaraz po wznowieniu dobrze uderzył Hidemasa Morita, ale Navas świetnie interweniował. W chwilę później celnie głową uderzał Asano, który pojawił się na murawie, ale i tym razem bramkarz PSG był na miejscu. Potem jeszcze piłkę po strzałach japońskich graczy blokowali obrońcy zepchniętej do głębokiej obrony Kostaryki. Niewiele to dało. W 64 minucie przymierzył z wolnego skrzydłowy Yuki Soma, ale za wysoko, żeby pokonać bramkarza rywala. W takiej samej sytuacji kilka minut później Kamada trafił w mur.

„Los Ticos” nawet nie próbowali kontratakować, ustawiając się na swojej połowie czy przed swoim polem karnym i szczelnie broniąc dostępu do swojej bramki. W końcówce stało się coś, co nie miała się prawa w teorii wydarzyć. Japończycy stracili piłkę przed polem karnym, Yeltsin Tejada zagrał d Keyshera Fullera, który ładnym technicznym uderzeniem zaskoczył bezradnego Shuichi Dondę. 1:0 dla Kostaryki! Potem zespół z Ameryki ratował znakomitą interwencją Navas po strzale Kamady.

Po dwóch seriach gier i Japonia i Kostaryka mają na swoim koncie po 3 punkty.

Japonia – Kostaryka 0:1 (0:0)

0:1 – Fuller, 81 min

Japonia: Gonda – Yamane (62. Mitoma), Itakura, Yoshida, Nagatomo (46.
H.Ito) – Doan (67. J.Ito), Kamada, Endo, Morita, Soma (82. Minamino) –
Ueda (46. Asano). Trener Hajime MORIYASU.

Kostaryka: Navas – Waston, O. Duarte, Calvo, Oviedo – Fuller, Borges
(89. Salas), Tejeda, G. Torres (65. Aguilera)– Campbell (90+3. Chacon),
Contreras (65. Bennette). Trener Luis SUAREZ.
 
Sędziował Michael Olivier
(Anglia).

Widzów: 41479.

Żółte kartki: Yamane, Itakura, Endo -
Contreras, Borges Calvo.