Korespondencja z Kataru

Poczuł pan ulgę, że piłka wreszcie wpadła do bramki na mundialu?

To spełnienie marzeń, nie ulga. Asysta wywołuje zadowolenie, ale bramka… Zdaję sobie sprawę z tego, że dla kapitana dobro drużyny powinno być na pierwszym miejscu, ale z tyłu głowy napastnika zawsze jest, żeby zaznaczyć swoją pozycję strzeleniem gola. Spełniło się.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Obowiązkowe zwycięstwo

Chciałby pan komuś tego gola zadedykować?

Zawsze pierwsze bramki dedykuję tacie. Pamiętam też o rodzinie. Wiedzą, ile to dla mnie znaczyło. Tylko oni widzą, jak czasem jest mi ciężko.

Widać po panu emocje…

Poczułem je już w trakcie hymnu. Zastanawiałem się: dlaczego w takim momencie, dlaczego tak wcześnie? Chyba im jestem starszy, tym bardziej emocjonalny. Zawsze na koniec muszę jednak wyjść na boisko i zostawić emocje z boku. Skupić się na tym, co potrafię robić najlepiej.

Czytaj więcej

Cierpliwi i skuteczni. Polacy wygrali z Arabią!

Pierwszy raz po strzelonym golu pojawiły się w pana oczach łzy?

Czułem od początku, że ten mecz jest jakiś inny. To podsumowanie całej mojej kariery. Nie tylko zagrałem na mundialu, ale także strzeliłem gola. Wiem, jaki był ważny. Czuję radość, spełnienie. Chwała należy też się chłopakom, Wojtek Szczęsny obronił przecież karnego. Zastanawiam się jednak, jak sędzia w ogóle mógł go podyktować. Pokazaliśmy, że można grać, atakować,  wrzucać…

A więc nie tylko „laga na Roberta”?

Pierwszy mecz zawsze jest ryzykowany. Głupio przegrasz, jesteś poza turniejem. Zdawaliśmy sobie sprawę z rangi spotkania z Meksykiem. Teraz od początku zakładaliśmy, że musimy grać, atakować i stwarzać sytuacje. Wiedzieliśmy, jakie są przestrzenie, gdzie mogą się pojawić szanse. Człowiek na taki mecz wychodzi z innym nastawieniem.

Jak zagramy z Argentyną?

Musimy zachować balans: grać bardzo dobrze w ofensywie, ale także próbować ataków. Widzimy, jak podczas tego mundialu wiele słabszych drużyn ryzykuje i to się im opłaca. Trzeba być czujnym, ale samą defensywą nie wygramy. To spotkanie z Arabią Saudyjską dało nam przekonanie, że wiele może się jeszcze wydarzyć. Musimy teraz jednak wrócić na ziemię i skupić się na kolejnym meczu.