Po sensacyjnym zwycięstwie nad Argentyną miliony Saudyjczyków nie poszły następnego dnia do pracy i szkoły. Król ogłosił środę świętem państwowym.

Zasugerował mu to następca tronu, książę Mohammed bin Salman – wielki kibic futbolu, właściciel Newcastle United, który na otwarciu mundialu siedział w jednym rzędzie z szefem Światowej Federacji (FIFA) Giannim Infantino i emirem Kataru Tamimem bin Hamadem al-Thanim.

Czytaj więcej

Nawet porażka z Arabią Saudyjską nie pozbawi Polski szans na wyjście z grupy

W internecie krąży nagranie, na którym widać radość grupy kibiców oglądających mecz z Argentyną w domu przed telewizorem. Kiedy Arabia strzela drugiego gola, wybucha szaleństwo, jeden z fetujących wygraną w przypływie euforii wychodzi na zewnątrz razem z drzwiami.

Miesiąc przygotowań

Trudno się dziwić takim reakcjom. Jeszcze cztery lata temu Saudyjczycy zebrali lanie od Rosjan (0:5). Teraz odnieśli czwarte zwycięstwo na mundialu – pierwsze z tak silnym rywalem.

– Napisaliśmy historię naszego futbolu. Ale musimy myśleć o przyszłości, nadal mamy przed sobą dwa bardzo trudne spotkania – tonuje nastroje trener Herve Renard. Francuz pozwolił piłkarzom świętować przez 20 minut. Kiedy cały naród w środę odpoczywał, oni wrócili do pracy.

Saudyjczycy tylko raz, w debiucie w 1994 roku, zdołali wyjść z grupy. Po tym, co pokazali we wtorek, nikt nie ośmieli się powiedzieć, że nie stać ich na powtórkę. Pokonali przecież przeciwnika uznawanego za faworyta turnieju, który nie przegrał 36 meczów z rzędu.

Czytaj więcej

Herve Renard. Człowiek w białej koszuli, który popsuł „ostatni taniec” Messiego

Wygląda na to, że przerwanie – na prośbę selekcjonera – sezonu ligowego już w październiku i skoszarowanie na ponad miesiąc drużyny na zgrupowaniu, okazało się strzałem w dziesiątkę. Kadra poleciała na obóz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, przygotowania trzymano w tajemnicy.

Tak długie zgrupowanie było możliwe, gdyż wszyscy piłkarze grają w ojczyźnie. Nie muszą wyjeżdżać, bo zarabiają nie gorzej niż w Europie. Drenażowi talentów miały zapobiec przepisy – zgodę na zagraniczny kontrakt trzeba uzyskać od władz federacji.

Pierwszym, który dołączył do zachodniego klubu, był Sami al-Jaber. Uczestnik czterech mundiali (1994–2006) w 2000 roku został wypożyczony z Al-Hilal do Anglii, ale w drugoligowym Wolverhampton przez pięć miesięcy zagrał w ledwie pięciu meczach.

O tym, że Saudyjczykom trudno odnaleźć się w Europie, świadczy też kariera Salema al-Dawsariego. Cztery lata temu, na mocy umowy między federacją saudyjską a ligą hiszpańską trafił do Villarrealu, ale zanotował tylko jeden występ, wchodząc z ławki rezerwowych w spotkaniu z Realem Madryt, i wrócił do ojczyzny.

Reprezentacja jak klub

Gwiazdor reprezentacji naszych rywali ma już 31 lat, ale po tym, co zrobił w pierwszym meczu mundialu, zainteresowanie nim na pewno wzrośnie. Kolegów z kadry przerasta umiejętnościami technicznymi, o czym przekonała się argentyńska defensywa. To, z jaką lekkością minął w polu karnym dwóch obrońców, po czym uderzył w długi róg pod poprzeczkę, musiało robić wrażenie. Nawet na przyzwyczajonych do pięknej gry latynoskich kibicach.

Czytaj więcej

Pierwsza sensacja mundialu! Argentyna pod ścianą

Ta bramka to mocny kandydat do tytułu najbardziej efektownego trafienia turnieju, na miarę gola Saeeda al-Owairana, który na mundialu 1994 po rajdzie przez pół boiska pokonał bramkarza Belgii.

W eliminacjach do MŚ Saudyjczycy przegrali tylko jedno z 18 spotkań. Wyprzedzili Japonię, która w Katarze sprawiła równie wielką niespodziankę, pokonując Niemców, oraz Australię, która prowadziła, lecz przegrała z Francuzami. W eliminacjach Al-Dawsari był najlepszym strzelcem Saudyjczyków, zdobył siedem bramek, tak jak Saleh al-Shehri, czyli ten, który dał wyrównanie w meczu z Argentyną.

Obaj są zawodnikami Al-Hilal, najlepszego klubu w Arabii, dwukrotnego triumfatora azjatyckiej Ligi Mistrzów. Gra tam prawie połowa kadrowiczów. W podstawowej jedenastce na spotkanie z Argentyńczykami wyszło aż dziewięciu z nich. Rozumieją się bez słów, co widać na boisku.

Jeszcze tydzień temu prawie nikt ich nie znał, a największą gwiazdą reprezentacji był jej trener. Dziś świat uczy się ich nazwisk.

Dwóch kontuzjowanych

Mecz z Argentyną był pokazem odważnej, twardej i bezkompromisowej gry Saudyjczyków, ale kosztował ich dużo zdrowia. Stracili dwóch zawodników. Już w przerwie boisko opuścił kontuzjowany kapitan Salman al-Faraj. Według saudyjskich mediów uraz jest na tyle poważny, że występ pomocnika przeciw Polakom stoi pod znakiem zapytania.

Do domu wrócił już obrońca Yasser al-Shahrani, który podczas jednej z interwencji w końcówce meczu zderzył się z bramkarzem Mohammedem al-Owaisem.

Sytuacja wyglądała naprawdę groźnie, Al-Shahrani został uderzony kolanem w głowę, doznał złamania szczęki i kości twarzy. Na polecenie króla specjalnym samolotem medycznym przetransportowano go do szpitala w Rijadzie. Przeszedł już operację.

– Ze mną wszystko w porządku. Dziękuję za wasze modlitwy – zapewnił obrońca w opublikowanym nagraniu.

Zastąpienie tej dwójki to dla Renarda najtrudniejsze zadanie przed meczem z Polską. Tak jak spowodowanie, by piłkarze nie uwierzyli za bardzo we własne możliwości i po wygranej z Argentyną zeszli na ziemię. W przeszłości bywały z tym problemy. Ale to już nie nasze zmartwienie.