Kiedy na przywitanie z mundialem wbija się przeciwnikowi sześć bramek, to można już myśleć o drugiej rundzie. Anglia nie dała Iranowi szans. Zagrała chyba lepiej niż sama się spodziewała, ale też chyba słabszy niż oczekiwano okazał się Iran.

Gareth Southgate mógł zrobić „przegląd wojsk”. Co ciekawe, mimo że Anglicy od początku mieli przewagę, trener zmieniał głównie ofensywnych zawodników. Aż dwóch rezerwowych: Marcus Rashford i Jack Grealish zdobyło bramki, a Rashford dokonał tego w niecałą minutę po wejściu na boisko.

Czytaj więcej

Anglicy rozbili Iran. Porażka odważnych ludzi

Harry Kane, król strzelców mundialu w Rosji tym razem bramki nie zdobył, ale przy dwóch podawał. W drugiej połowie boisko musiał opuścić Harry Maguire. Nie wiadomo co się stało, być może piłkarz miał zawroty głowy i lekarze postanowili, że powinien zostać dokładnie zbadany.

Anglia miała wprawdzie przygniatającą przewagę, ale dwie bramki jednak straciła. Pierwsza to efekt braku koncentracji przy prowadzeniu 4:0. Druga padła z karnego w doliczonym czasie. Sędziowie VAR dali sygnał głównemu, że podczas wykonywania rzutu rożnego mogło dojść do faulu na Irańczyku. Brazylijski sędzia obejrzał tę sytuację i przyznał kolegom rację.

Problem w tym, że można mieć co tego sporo wątpliwości. W każdym meczu takich przepychanek przy rogach jest wiele, ale sędziowie rzadko karzą za nie jedenastkami lub kartkami. Zaraz na początku meczu, w podobnej sytuacji irański obrońca tak długo trzymał Maguire’a, aż go w końcu przewrócił. Wtedy jednak sędzia faulu dla Anglii nie odgwizdał.

Mecze na mistrzostwach świata sędziuje osiem osób: główny, dwóch asystentów i techniczny na boisku oraz ośmiu obserwujących VAR. Pomaga im elektronika i specjalny system, wychwytujący spalone. Oni zawsze mają rację. Nawet jeśli piłkarze, trenerzy, kibice i dziennikarze uważają, że nie.

Mecz Holandia - Senegal był pierwszym, w którym przeciwnicy reprezentowali podobny, wysoki poziom. Senegal nawet bez Sadio Mane (odniósł kontuzję w ostatnim meczu ligowym Bayernu) był bardzo groźny. To ta drużyna przed czterema laty wygrała z Polską. Jednak wyraźnie widać było, że nawet kiedy Senegal przeprowadził dwie groźne akcje, to nie miał ich kto wykończyć.

Czytaj więcej

Zwycięstwo Holandii. Senegal traci bramki w końcówce

Holandia jest zespołem perfekcyjnie zorganizowanym, a mimo to kończyła swoje akcje w rejonie pola karnego przeciwnika. Nękała go tysiącem podań wszerz i wzdłuż boiska, próbując zmusić do błędów. Z Polakami to się udawało, ale Senegal to mistrz Afryki, wszyscy zawodnicy grają w klubach europejskich, a Aliou Cisse jest selekcjonerem od siedmiu lat. To zdecydowanie powyżej afrykańskich standardów.

Holendrzy byli bardzo cierpliwi. Kiedy mecz zbliżał się do końca Louis van Gaal dokonał zmian, które sporo zmieniły. Niby wszystko odbywało się po staremu, według dobrze znanych schematów. Ale Senegalczycy zaczęli się denerwować, gubić, co ostatecznie doprowadziło do porażki.

Podanie Frenkie de Jonga do Cody’ego Gakpo można pokazywać jako wzorzec. Gakpo wbiegł w pole karne, wyskoczył do lecącej piłki, wyprzedzając o ułamek sekundy bramkarza Edouarda Mendy’ego. To był pierwszy celny strzał na senegalską bramkę i od razu skuteczny. Dopiero w 84. minucie gry.

Drugi, w doliczonym czasie to konsekwencja otwartej gry Afrykanów, dążących do remisu. Atakując narazili się na kontrę. Memphis Depay strzelał, Davy Klaassen dobijał. Obydwaj weszli wcześniej z ławki rezerwowych.

Wydaje się, że Holandia w takiej dyspozycji nie będzie miała problemów z wyjściem z grupy. O drugie miejsce w grupie A walczyć będzie Ekwador z Senegalem.

Czytaj więcej

Mundial w Katarze. Czesław Michniewicz: Zapiszemy piękną kartę

W pierwszej połowie trzeciego poniedziałkowego meczu Stany Zjednoczone zdominowały Walię. Młodzi Amerykanie biegali czy trzeba, czy nie, ale swój cel osiągnęli: nie tylko nie dopuścili Walijczyków pod swoje pole karne, to jeszcze sami zdobyli gola.

Strzelił go 22-letni Timothy Weah, syn niegdyś najlepszego piłkarza Europy, a dziś prezydenta Liberii George’a Weaha, który osiągał sukcesy w klubach francuskich, angielskich i AC Milan, ale w mundialu nie wziął udziału, bo reprezentacja Liberii była zbyt słaba. A syn, urodzony w Nowym Jorku, mający obywatelstwo amerykańskie i francuskie, grający w Lille - pojechał.

W drugiej połowie Amerykanie zapłacili za wysiłek i teraz to bardziej doświadczeni Walijczycy doszli do głosu. Wyrównali po golu z karnego, zdobytym przez Garetha Bale’a. Remis zasłużony i zapowiadający ciekawą walkę w grupie B.