Materiał przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute (WEI)

Do nieustannych zmian prawa o charakterze regulacyjnym może i przywykli przedsiębiorcy, jednak trudniej zrozumieć je przeciętnemu obywatelowi, szczególnie gdy przekładają się na wzrost cen towarów i usług.

Dobrym przykładem, który dotyka zarówno do przedsiębiorców, jak i konsumentów jest próba zmiany działającego od dwóch lat podatku cukrowego. Kiedy go wprowadzono w 2021 r., miał przede wszystkim oddziaływać na obywateli. Jako swoisty „podatek od grzechu" (sin tax), w swym pierwotnym zamierzeniu miał oznaczać walkę z otyłością i nieprawidłowymi nawykami żywieniowymi. Cel był szczytny: skłonić konsumentów do ograniczenia spożycia słodzonych napojów, a producentów do opracowywania nowych, zdrowszych receptur swoich produktów. Z perspektywy dwóch lat poboru opłaty cukrowej odnotowano jednak znaczący wpływ tej daniny do budżetu państwa (co prawda w pierwszym roku sprzedaż słodzonych napojów spadła, by w kolejnym roku wzrosnąć).

Nie uzyskano zatem celu jakim miało być ograniczenie konsumpcji napojów słodzonych. W przypadku drugiego założenia odnoszącego się do producentów napojów – doprowadzono finalnie do prawnego bałaganu. Brak precyzji w przepisach pierwotnej ustawy sprawia, że mnoży się szereg wątpliwości interpretacyjnych dotyczących sposobu naliczania podatku i podmiotów zobowiązanych do jego odprowadzania. Pod pretekstem doprecyzowania regulacji, resort finansów postanowił chyłkiem rozszerzyć zakres jej funkcjonowania – choć w oficjalnych wystąpieniach w dalszym ciągu temu zaprzecza.

Jednak i tym razem, przy próbie nowelizacji podatku cukrowego nie ustrzeżono się błędów, które miejscami prowadzą wręcz do absurdalnych konkluzji. Klucz do zrozumienia sedna problemu tkwi w zamiarze usunięcia przez resort finansów z ustawy zwrotu „z wyłączeniem substancji występujących w nich naturalnie" w odniesieniu do cukrów, kofeiny i tauryny zawartych w napojach, od których pobierana jest obecnie opłata cukrowa. To oznacza, że nowela zmieni reguły gry i obejmie daniną cukrową kolejne napoje takie jak nektary czy napoje na bazie soku z owoców i warzyw, bez dodanego cukru i innych słodzików. Mowa bowiem o napojach, w których cukier występuje naturalnie pod postacią soku z owoców, a nie jako składnik dodawany przez producentów do napojów kolorowych. Absurdalny charakter tych zmian obrazuje przykład wody i soku. Sprzedawane oddzielnie – zwolnione są z daniny cukrowej, a jako jeden napój (z zawartością wody i soku w składzie, bez dodatku cukru i słodzików) już mają jej podlegać.

Do zmiany stanowiska może skłoni Ministerstwo Finansów orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego z końca minionego roku, który orzekł, że „cukry występujące w napojach naturalnie nie są objęte opłatą od środków spożywczych, a w efekcie ich ilość (zawartość) nie może wpływać na wysokość tej opłaty" (wyrok NSA z 22 listopada 2022 r., o sygn. III FSK 934/22). I choć orzeczenie było odpowiedzią na wystąpienie branży piwowarskiej w sprawie cukrów obecnych naturalnie w procesie fermentacji piwa, stanowić może wykładnię dla fiskusa odnośnie pozostałych kategorii napojowych, bowiem są to analogiczne przypadki. Obrany kierunek nowelizowanej regulacji prowadzi w obecnym kształcie do ślepej uliczki. Czas zawrócić z tej drogi i skierować przepisy na właściwe tory.

Konkluzja NSA jest także spójna z ostatnim stanowiskiem Warsaw Enterprise Institute, w którym to stwierdzamy, że doprecyzowując obecne zapisy ustawy o podatku cukrowym, niedopuszczalne jest wprowadzanie bardziej restrykcyjnych regulacji.

W dokumencie wskazujemy, także że nowelizacja nie tylko uderzy konsumentów po kieszeni, ale będzie również destrukcyjna dla producentów, sadowników i branży przetwórstwa. Dodatkowa opłata obniży ich konkurencyjność, bowiem wartościowe napoje z owoców i warzyw są droższe w produkcji, a podwyższenie ich cen na skutek podatku, może zniechęcić konsumentów do ich kupna. Zamiast rekomendowanych przez Światową Organizację Zdrowia pięciu porcji owoców i warzyw w ciągu dnia, w wygodnej dla konsumenta postaci nektaru z owoców, wybiorą np. wysokocukrowy napój gazowany. Skutkiem tego część zakładów i gospodarstw sadowniczych może zostać zamknięta w wyniku spadku zapotrzebowania producentów na owoce i warzywa.

Potencjalne zmniejszenie popytu na rynku krajowym dodatkowo pogrąży sadowników, którym już kurczą się rynki zbytu na świecie. Nasuwa się pytanie zasadnicze, co tak naprawdę przyświeca pracy nad nowelizacją, gdy przesłanki prozdrowotne ani gospodarcze nie znajdują w niej swojego uzasadnienia? Może tym razem warto powstrzymać się przed pokusą kolejnej nadregulacji i dokręcania podatkowej śruby, która nikomu nie służy.

-  Katarzyna Rumiancew, Główny Analityk Warsaw Enterprise Institute (WEI).

Materiał przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute (WEI)