Kilka razy wspominał pan, że w sztafecie, którą wszyscy nazywają „aniołkami Matusińskiego" biegają dziewczyny niebędące w młodości wielkimi talentami...

Ale mają talent do pracy i niesamowite charaktery. Jako sztafeta możemy osiągnąć więcej niż w biegach indywidualnych, każda z dziewczyn też wciąż może się poprawić. Na mistrzostwach świata w Dausze Justyna Święty-Ersetic biegała sześć razy, Iga Baumgart-Witan – pięć. Takie zmęczenie się kumuluje, Justyna ponadto zawsze jest na ostatniej zmianie, jej biegi są taktyczne. Rozkłada siły, zachowuje je na finisz. W sztafecie jeszcze nie pokazała tego, na co ją naprawdę stać.

Macie już plan na Tokio?

Program igrzysk jest bardziej przyjazny. Sztafetę mieszaną zaplanowano już na pierwszy weekend, później mamy dwa dni przerwy, starty indywidualne i na koniec sztafetę kobiecą. Będzie czas na odpoczynek. Ale Justyna ma przede wszystkim zrobić trening, zadbać o regenerację. Od kalkulacji jestem ja. Poza tym ona jest zawodowym żołnierzem. Dostaje rozkaz i biegnie.

Taki macie układ: generał i żołnierz?

Justyna zna swoje ciało, liczę się z jej zdaniem. Podczas mistrzostw Polski chciałem, by biegała tylko na 200 m, żeby poprawić się szybkościowo. Ona uparła się na 400 m. Kompromis był taki, że wystartowała na obu dystansach, choć finały dzieliło tylko 20 minut.

Często się kłócicie?

Często. Czasami nie odzywamy się przez kilka dni, przekazuję jej wówczas informację, co ma robić na treningu. Zdarzają się aż takie napięcia. Wina leży oczywiście po obu stronach.

Podczas mistrzostw świata w Londynie niespodziewanie postawił pan na mającą za sobą start indywidualny Święty-Ersetic i Aleksandrę Gaworską. Dlaczego?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

To była intuicja, wiara w dziewczyny oraz próba wykorzystania szansy. Policzyłem, że w składzie z eliminacji zdobylibyśmy szóste, siódme miejsce. Uznałem, że warto zaryzykować.

Trudno było Justynę do tego startu przekonać?

Bardzo trudno. Ona czuje ogromną odpowiedzialność za występy w sztafecie. Stanęła przed dużym wyzwaniem, bo tydzień wcześniej pobiegła bardzo słabo. Popłakała się przed kamerami, powiedziała że to jej ostatni bieg. Dostała jeszcze jedną szansę i ją wykorzystała. Dziewczyny zdobyły brąz.

W jaki sposób komunikuje pan zawodniczkom skład na bieg?

Mamy zebranie. Pytam jak się czują i proponuję skład. Podaję kolejność, uzasadniam wybór. Czasem są niezadowolone, ale nigdy żadna nie protestowała. Zdarzają się za to rozmowy. Raz nawet dziewczyny przekonały mnie do swojego pomysłu, ale to przede wszystkim ja mam w głowie plan, a one mi ufają.

Zgubienie pałeczki przez Joannę Linkiewicz na MŚ w 2015 roku to był najtrudniejszy moment w waszej pracy?

Tak, sztafeta była wówczas na dorobku. Nie jechaliśmy po medal, ale awans do finału dałby dziewczynom stypendia, lepsze szkolenie. Trzeba pamiętać, że to nie Asia zawiniła, doszło do zderzenia z rywalką. Znaleźliśmy się jednak w trudnej sytuacji, ale czas leczy rany. Można też wyciągnąć wnioski, które później procentują.

Skąd niedoszły anglista bierze wiedzę, dzięki której jest trenerem najważniejszej polskiej sztafety?

Otaczam się ludźmi, którzy pomagają mi w rozwoju, takimi jak profesorowie Jan Blecharz i Jerzy Żołądź czy Artur Gołaś z AWF Katowice. Z każdej rozmowy staram się wybierać to, co najcenniejsze. Zbieram i wykorzystuję te fragmenty, które pasują do mojej układanki. Cały czas się uczę, bardzo dużo czytam. Dzięki pracy w AWF Katowice mam dostęp do źródeł anglojęzycznych, których jeszcze u nas nie przetłumaczono.

Mamy w Polsce dobrych trenerów?

Najlepszych na świecie. Nie dysponujemy taką bazą talentów, jak inne państwa, brakuje hal i dobrych warunków do treningu, a jednak rywalizujemy z najlepszymi. Polscy trenerzy są nowatorscy, myślą i szukają, zamiast powielać. Mamy bardzo dużą indywidualizację treningu.

Co nosi w plecaku polski trener?

Mam zakwaszarkę, stopery i urządzenie do pomiaru mocy. Dysponujemy też w klubie wyciągarką Sprint 1080. To duża skrzynka z linką, którą podpinamy do biegacza. Dzięki niej mogę określić, gdzie generuje on największą moc oraz jakie interwały oraz obciążenia są najbardziej efektywne.

Sztafeta od trzech lat nie schodzi z podium. Brak medalu w Tokio będzie porażką?

Wszystko zależy od poziomu. Jeśli będzie niski, to brak medalu uznam za porażkę, ale jeśli dziewczyny zrobią wszystko, co w ich mocy, ale rywalki okażą się za mocne, trudno będzie mówić o niepowodzeniu.

Igrzyska w Tokio to dla sztafety ostatnia szansa na wielki wynik? Niektóre zawodniczki myślą o przerwie w startach, o dzieciach.

Sztafeta będzie dalej się rozwijała. Dziewczyny są w idealnym wieku do biegania, mogą spokojnie startować nawet do kolejnych igrzysk. Rodzina oczywiście jest najważniejsza i jeśli któraś czuje potrzebę, to powinna iść w tym kierunku. Na pewno nie będę nikogo od takiego pomysłu odwodził. W sporcie jest coraz więcej kobiet, które po urodzeniu dziecka wróciły na najwyższy poziom.