Medal 22-latki z Łęczycy to sensacja, bo mówimy o debiutantce, która pierwszy raz w życiu pojechała na seniorską imprezę. Poziom konkursu nie był wysoki, ale Różańska umiała pomóc szczęściu, bo dwukrotnie poprawiła rekord życiowy. Wynik z Monachium (72.12 m) dałby jej siódme miejsce na mistrzostwach świata i dziesiąte podczas ubiegłorocznych igrzysk w Tokio.

– Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, bo mam wspaniałą trenerkę, ale nie spodziewałam się medalu. To wciąż do mnie nie dociera, co ja właściwie zrobiłam. Jestem w szoku, choć byłam w kole spokojna jak nigdy – mówi Różańska, która nie miała nawet minimum na imprezę w Monachium i wzięła w niej udział dzięki wysokiemu miejscu w kontynentalnym rankingu.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy. Polski wieczór w Monachium

Wicemistrzyni Europy w tym roku podczas młodzieżowych mistrzostw Polski zdobyła trzy medale: złote za rzut młotem i pchnięcie kulą oraz srebrny w rzucie dyskiem. Teraz przyszedł czas na specjalizację, bo możliwości ma imponujące. Dalej od niej jako 22-latki rzucały tylko Kamila Skolimowska i Malwina Kopron. Joanna Fiodorow oraz Anita Włodarczyk w jej wieku były słabsze.

Rzutnia pod domem

Talent Różańskiej od pół roku szlifuje Malwina Wojtulewicz, która rok temu jako trenerka podpisała się pod olimpijskim złotem Wojciecha Nowickiego. Teraz zbudowała sobie obok domu w Czarnej Białostockiej koło i rzutnię, tylko na siłownię musi jeszcze jeździć z zawodnikami do Białegostoku. – Znowu trenuję, znów mogę uczyć. Ewcię traktuję jak córkę – przyznaje w rozmowie z „Rz”.

Zawody w Monachium pokazały, że Wojtulewicz potrafi wyszykować formę podopiecznych na najważniejszą imprezę. Różańska nie tylko dwukrotnie poprawiła najlepszy wynik w karierze, ale także zaimponowała serią równych rzutów. Stabilność przez lata była jednym z atutów Wojciecha Nowickiego, podobnie jak spokój i chłodna głowa wobec największych wyzwań.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy. Damian Czykier zgubił medal na płotku

– Ewa jest bardzo skromna, nawet trochę wstydliwa, ale ma swoje zdanie i umie je wyrazić. Jest kochana, ma serce na dłoni i bierze na swoje barki cały świat. To taki typ człowieka, że jeśli zadzwonisz do niego o trzeciej nad ranem, przyjedzie bez pytania. Mogę też zdradzić, że ładnie śpiewa, lubi grać na gitarze i szydełkuje – mówi Wojtulewicz.

Różańska pochodzi z Łęczycy, pierwsze szlify zapewnił jej trener Mirosław Andrysiak. W młodości grała także w piłkę – jak tata. On był jednak obrońcą, ona woli atak. Rodzinne miasto po kilku latach treningów zamieniła na Warszawę i liceum Janusza Kusocińskiego na Bielanach. Dziś wynajmuje dom od Wojtulewicz. To jej zadedykowała medal i nazwała najlepszą trenerką świata.

Sięgnęła po medal, gdy z powodu kontuzji do Monachium nie dotarła Anita Włodarczyk, a Malwina Kopron przepadła w kwalifikacjach. Młot kobiet jest na mistrzostwach Europy od 24 lat, a od 2002 roku za każdym razem na podium staje co najmniej jedna Polka. Cztery lata temu w Berlinie nasze młociarki zajęły trzy z czterech pierwszych miejsc.

Zamiana ról

Różańska zdobyła srebro, kiedy rundę honorową odbywały Natalia Kaczmarek i Anna Kiełbasińska. O ile medal młociarki był nieoczekiwany, to ich sukcesu w biegu na 400 metrów się spodziewaliśmy. Kaczmarek przyjechała do Monachium z drugim, a Kiełbasińska z czwartym czasem sezonu. Poza zasięgiem była tylko Holenderka Femke Bol.

Polki w finale zamieniły się rolami, bo Kaczmarek ruszyła ze startu jak rakieta i na półmetku nawet prowadziła, a Kiełbasińska – rasowa sprinterka, która kilka lat temu zaczęła wydłużać dystans – miała wolniejszy początek i na ostatniej prostej odrabiała straty. – Ogarnęła mnie panika, kiedy po wyjściu z wirażu zobaczyłam, że jestem piąta. Do końca powtarzałam sobie jednak: „Dasz radę” – mówi brązowa medalistka.

– Srebro przed biegiem brałabym w ciemno, bo wiem, że Bol jest bardzo mocna – przyznaje Kaczmarek, która drugi raz w ciągu dwóch tygodni złamała granicę pięćdziesięciu sekund. Ona i Kiełbasińska zdobyły medale, ale życiową formę pokazała też ósma w finale Iga Baumgart-Witan.

Kolejne wyzwanie to sztafeta, którą podczas mistrzostw świata w Eugene rozsadziły konflikt, choroby i urazy. Justyna Święty-Ersetic od maja zmaga się z problemami zdrowotnymi, Kaczmarek zatrzymały kłopoty żołądkowe, Małgorzata Hołub-Kowalik dobiegła do mety z dziurą w stopie. Sobą nie były także Iga Baumgart-Witan i Kinga Gacka. Niektóre opowiadały o symptomach wskazujących na koronawirusa.

Przyszła odwilż

Polki zdobywały medale dziewięciu kolejnych wielkich imprez, więc upadek zabolał. Wydarzenia z Eugene mogły scalić grupę, skoro Baumgart-Witan napisała wówczas, że wróciły do domu z „nowymi więziami między sobą, przyjaźniami, antypatiami”, sugerując zjednoczenie wobec wspólnego wroga. Teraz widać jednak, że przyszła odwilż.

Rezygnacja Kiełbasińskiej ze startu w mikście w mistrzostwach świata wzburzyła krew, padło wiele nieprzemyślanych słów. Dziś niechęć zastąpiła ostrożna życzliwość: Polki razem świętowały, gratulowały sobie i posyłały ciepłe słowa, jakby chciały zbudować dobry klimat.

Jednocześnie przed zawodami jeden z trenerów pokazał na Kiełbasińską i rzucił: „Patrz, z holenderską sztafetą wszystko w porządku”. 32-latka faktycznie trenuje z Holenderkami, które prowadzi Szwajcar Laurent Meuwly. To on, wspólnie z Bramem Petersem, odpowiada za rozkwit tamtejszych biegów. Właśnie jego podopieczne będą głównymi rywalkami Polek w walce o złoto. Bol po indywidualnym zwycięstwie wciąż może marzyć o potrójnym złocie, bo oprócz sztafety czeka ją jeszcze finał biegu na 400 metrów przez płotki.

Faworytkami są Polki, bo bieganie w sztafecie wymaga jedynie miłości do pracy, a nie do siebie nawzajem. Kiełbasińska mówiła niedawno, że to nie jest konkurs na przyjaciółkę roku i choć trudno budować dobry klimat w zespole, kiedy ludzie ze sobą nie rozmawiają, to jednak wystarczy wyjść na bieżnię i zrobić swoje, nawet jeśli później na bankiet pójdzie się oddzielnie.

– Przejścia nas zbudowały, a czasy pokazują, że nigdy nie byłyśmy tak mocne. Nie powinniśmy się nikogo bać – mówi dziś Kiełbasińska. – Eugene to dla nas zamknięty rozdział. Dostałyśmy na głowę kubeł zimnej wody, a tutaj możemy nie tylko walczyć o złoto, ale także „zakręcić się” w okolicach rekordu Polski – dodaje Kaczmarek, która pobiegnie zapewne na ostatniej zmianie.

Powtórzyć Berlin

Sofia Ennaoui cztery lata temu została w Berlinie wicemistrzynią Europy na 1500 metrów, a dziś wraca do biegania na wysokim poziomie po zmaganiach z kontuzjami.

– Muszę być gotowa na rekordy – zapowiada nasza zawodniczka, bo poziom w Europie rośnie. Niewykluczone, że w drodze na podium będzie musiała pobić 22-letni rekord kraju (3.59,22).

Kandydatką do medalu, może nawet do złota, jest płotkarka Pia Skrzyszowska. Ona także – jak Kiełbasińska – czerpie z wiedzy Meuwly’ego, bo Holendrów podpatruje jej trener i tata Jarosław. Efekty są, bo 21-latka w tym sezonie już pięć razy biła rekord życiowy, a podczas mistrzostw świata w Eugene miała drugi czas wśród Europejek.

Bohaterką sezonu jest już chodziarka Katarzyna Zdziebło, która w Eugene została podwójną wicemistrzynią świata, a zawody w Monachium to dla niej wisienka na torcie. Zdziebło reprezentuje w polskiej kadrze grupę zadowoloną z sezonu, czyli mniejszość. Więcej jest zawodników, dla których mistrzostwa Europy to ostatnia szansa, żeby osłodzić gorzki rok. Zmarnowali ją tyczkarz Piotr Lisek i młociarka Malwina Kopron, którzy borykają się z problemami prywatnymi.

Zbigniew Król rok temu doprowadził byłego płotkarza Patryka Dobka do sensacyjnego brązowego medalu igrzysk w biegu na 800 metrów, ale teraz panowie tak eksperymentowali z treningiem, że w Eugene nie było go nawet w półfinale.

Polacy cztery lata temu przywieźli z mistrzostw Europy dwanaście krążków. Teraz kadra się zmieniła, trzech ówczesnych medalistów zakończyło karierę, a kilku zatrzymały urazy, ale są nowe twarze – nie tylko Różańska, Skrzyszowska, czy Aleksandra Lisowska, ale także trzecia w eliminacjach biegu na 3000 m z przeszkodami Alicja Konieczek – więc sukces z Berlina możemy powtórzyć.

Medaliści

KOBIETY

400 m:

1. F. Bol (Holandia) 49,44;

2. N. Kaczmarek (Polska) 49,94;

3. A. Kiełbasińska (Polska) 50,29

...

8. I. Baumgart-Witan (Polska) 51,28.

Skok o tyczce:

1. W. Murto (Finlandia) 4,85

2. E. Stefanidi (Grecja) 4,75

3. T. Sutej (Słowenia) 4,75.

Rzut młotem:

1. B. Ghelber (Rumunia) 72,72

2. E. Różańska (Polska) 72,12

3. S. Fantini (Włochy) 71,58.

MĘŻCZYŹNI

110 m ppł:

1. A. Martinez (Hiszpania) 13,14

2. P. Martinot-Lagarde (Francja) 13,14

3. J. Kwaou-Mathey (Francja) 13,33.

400 m:

1. M. Hudson-Smith (W. Brytania) 44,53

2. R. Petrucciani (Szwajcaria) 45,03

3. A. Haydock-Wilson (W. Brytania) 45,17

...

6. K. Zalewski (Polska) 45,62.

Trójskok:

1. P. Pichardo (Portugalia) 17,50

2. A. Dallavalle (Włochy) 17,04

3. J.-M. Pontvianne (Francja) 16,94.