Korespondencja z Monachium

To były minuty, które ścisnęły za gardło. Kaczmarek oraz Kiełbasińska skakały ze szczęścia, na rundę honorową z flagami ruszyły chyba ostatkiem sił, bo napędzała je jeszcze adrenalina. Kiedy one cieszyły się z życiowych sukcesów, Różańska chyba nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Pobiła rekord życiowy, kolejne rywalki rzucały bliżej. Zdobyła srebro, którego nie spodziewał się nikt.

Chciała przesmyknąć się obok dziennikarzy. Odpowiadała krótko, patrzyła w dal albo w podłogę. Zawstydzona, chyba wciąż zdumiona sukcesem, na który zapracowała z Malwiną Wojtulewicz, czyli trenerką, która rok temu podpisała się pod olimpijskim złotem Wojciecha Nowickiego.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy. Adrianna Sułek nie mogła chodzić, ale walczy dalej

- Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, ale nie spodziewałam się, że aż tak. To do mnie wciąż nie dociera - przyznaje Różańska. Trudno się dziwić, skoro kilka tygodni temu na młodzieżowych mistrzostwach Polski zdobyła nie tylko złoto w rzucie młotem, ale była także najlepsza wśród kulomiotek i druga w rzucie dyskiem, a jako dziecko chętnie grała też w piłkę - zawsze w ataku.

Wykorzystała przeciętny poziom konkursu, Rumunce Biance Florentine Ghelber do złota wystarczyło 72.72 m. Nie należy jednak czynić z tego, bo szczęściu pomogła najlepiej, jak umiała  - w pierwszej (71.63 m) i ostatniej (72.12 m) kolejce Różańska poprawiała rekord życiowy.

Kaczmarek oraz Kiełbasińska sięgnęły podium, choć na bieżni zamieniły się rolami. Pierwsza jest wytrzymała, rywalki zazwyczaj ogrywa na ostatniej prostej, a teraz od początku ruszyła jak szalona. Kiełbasińska, biegająca kiedyś krótsze dystanse, zaczęła wolno. Medal wyrwała na ostatnich metrach.

Kaczmarek do wielkiego biegania wyszykował Marek Rożej, zmiana trenera była prawdopodobnie jej najlepszą decyzją w karierze. Kiełbasińską trenuje Laurent Meuwly, który jest także szkoleniowcem Bol. Panie wrócą na bieżnię w piątek, kiedy zaplanowano eliminacje sztafety 4x400 metrów. Finał, zapowiadający się na starcie Polek z Holenderkami, dzień później wieczorem.