Korespondencja z Monachium

Kaczmarek, od której szybciej na tym dystansie biegała w Polsce tylko Irena Szewińska, miała najlepszy czas półfinałów (50.40). Druga była Kiełbasińska (50.45), a z ósmym wynikiem do walki o medale awansowała Baumgart-Witan (51.17). Zawiodła tylko broniąca tytułu mistrzyni Europy Justyna Święty-Ersetic (52.17), która wciąż szuka formy po sezonie znaczonym kłopotami.

- Jest mi piekielnie przykro, ale twardo stąpam po ziemi i liczyłam się z takim wynikiem. Do samego końca zastanawiałam się, czy ten start ma sens - wyjaśnia Święty-Ersetic w rozmowie z „Rz”. - Mam dziury w treningu, było dobrze tylko do maja. Borykam się ciągle z kontuzjami oraz chorobą. Czuję się jednak znacznie lepiej niż w Eugene i mam nadzieję, że pokażę to w sztafecie.

Walkę o złoto pod jej nieobecność podejmą Kaczmarek i Kiełbasińska. - Chcę być agresywna w czasie biegu i po jego zakończeniu wiedzieć, że zrobiłam wszystko tak, jak umiem. Poziom jest historycznie wysoki - mówi Kiełbasińska. - Jest pięć kandydatek do medali, co pokazują czasy półfinałów. Wszystko rozegra się dopiero na ostatnich metrach - dodaje Kaczmarek.

Baumgart-Witan już samym awansem do finału osiągnęła sukces. - Wyniki pokazują, że jestem w życiowej formie, ale nie wiem, na co pozwoli ona w finale, bo czeka mnie trzeci bieg w ciągu trzech dni. Ruszę z ciężką nogą, lecz mam nadzieję, że wciąż dynamiczną. Pokazałam tym sezonem, że wciąż jestem w topie, cieszę się bieganiem i nie chcę kończyć - mówi „Rz” Baumgart-Witan.

Faworytką rywalizacji indywidualnej jest Holenderka Femke Bol, która tydzień temu wygrała na Stadionie Śląskim z Kaczmarek i pobiła rekord Holandii. Finał w środę o 22:02. Eliminacje sztafety 4x400 metrów w piątek, walka o medale dzień później. Drużynę, obok Kaczmarek, Kiełbasińskiej, Baumgart-Witan i Święty-Ersetic, tworzą także Kinga Gacka oraz Małgorzata Hołub-Kowalik.