Tylko Robert Korzeniowski podczas igrzysk w Sydney zdobył w chodzie medale na dwóch dystansach. Zdziebło przytomnie zaznacza, że do Korzeniowskiego jej daleko i nie wiadomo, czy jeszcze kiedyś podejmie się rywalizacji w dwóch konkurencjach na tej samej imprezie, bo do strefy wywiadów po srebrze na 35 km przydreptała wycieńczona.

– Bolał mnie mięsień dwugłowy, podkolanowy, biodro, potem ręka, właściwie wszystko… Zaczęłam potykać się o własne nogi i mam nadzieję, że niczego nie zerwałam. Teraz bardzo cierpię, ale jestem też szczęśliwa. Limit marzeń chyba wyczerpałam – mówiła.

– Kasia nas przestraszyła, bo nogi się pod nią po prostu ugięły – zdradza „Rz” fizjoterapeutka Maria Borowiec. – Miałam wrażenie, że nie dociera do niej, co mówimy. Sugerowałyśmy, aby się położyła, ale uznała, że musi to wszystko rozchodzić. Poszła więc na trasę z trenerem pod ręką. Kroczek po kroczku próbowała odzyskać władzę w nogach.

– Takie cierpienie trudno wręcz opisać, bo boli cię wszystko: każdy mięsień, od stóp do głowy. Najgorsze jednak dopiero przed nią. Organizm po takim wysiłku jest spięty, wycieńczony, wypłukany z minerałów – wyjaśniał „Rz” mistrz olimpijski Dawid Tomala.

Czytaj więcej

Mistrz olimpijski Dawid Tomala daleko. Prosi o cierpliwość

Podwójną wicemistrzynię świata do medali wyszykował jego ojciec Grzegorz. Jej talent dla chodu oszlifowała jednak Marzena Kulig. Zdziebło po drugim srebrze i pierwszych rozmowach wróciła jeszcze do strefy wywiadów, żeby jej podziękować. – Przepraszam, zapomniałam, głupio mi! To ona mnie przecież odkryła, wprowadziła w chód – przypominała i rzuciła się na plecy młodszemu Tomali.

Wrócą z hukiem?

Sztafeta kobiet przez pięć lat nie schodziła z podium wielkich imprez, bo biegaczki były jak palce jednej pięści i umiały pomóc szczęściu, a teraz same temu szczęściu podłożyły nogę.

Sędziowie mogli uznać polski protest, bo Natasha McDonald przy podawaniu pałeczki rozorała ostrym kolcem stopę Małgorzaty Hołub-Kowalik tak, że nasza biegaczka na ostatniej prostej nie była w stanie przyspieszyć, a kiedy opadła adrenalina, właściwie nie mogła już chodzić. Mogli, ale nie musieli, więc nasza sztafeta zajęła dziesiąte miejsce i nie awansowała do finału.

Ten bieg spiął klamrą mistrzostwa, które otworzyła awantura. Działacze oraz trenerzy późno wczytali się w regulamin i Aleksander Matusiński zdążył już obiecać Annie Kiełbasińskiej, że pobiegnie w finale sztafety mieszanej. Zmienił zdanie, gdy dowiedział się, że po eliminacjach będzie mógł dokonać w składzie tylko jednej zmiany, ale przy swoim została biegaczka. Podwójnego startu odmówiła.

Zaplanowała sobie sukces indywidualny, a dwa biegi jednego dnia zrujnowałyby jej plan. Płakała ze szczęścia, kiedy awansowała do finału, w którym zajęła ósme miejsce. Koleżanki ze sztafety były już wówczas na trybunach, ale kilka dni wcześniej niesubordynacja Kiełbasińskiej doprowadziła do rozłamu, który wstrząsnął zespołem.

Biegaczki z Warszawy nigdy nie łączyła z koleżankami przyjaźń, tylko wspólnota interesów. Pobiegły razem po wicemistrzostwo olimpijskie i wicemistrzostwo świata, zostały halowymi mistrzyniami Europy. Tym razem Kiełbasińska postanowiła postawić na siebie. – Nie wyobrażam sobie, żebyśmy jeszcze kiedyś pobiegły w jednej drużynie – oznajmiła Justyna Święty-Ersetic.

Tak wyglądał pierwszy dzień imprezy, kolejne były już grzebaniem w ranie. – Trochę było złych emocji i najwyraźniej straciłyśmy nieco energii tam, gdzie nie powinniśmy – mówi przytomnie Hołub-Kowalik. Może nie byłoby dyskusji o klęsce sztafety, gdyby nie kolec McDonald, może nie byłoby jej też, gdyby zachowawczo zagrał Matusiński, ale on zawsze walczy o pełną pulę. Właśnie dlatego bieg koleżanek z trybun obserwowały Kiełbasińska i Natalia Kaczmarek. Są najszybsze, miały wyjść na finał. Matematyka była po stronie trenera, obliczeniami zachwiały przypadki losowe.

– Byłyśmy dobrze przygotowane, ale pobiegłyśmy bardzo słabo. Może to przez problemy zdrowotne, które dopadły nas na ostatniej prostej – zastanawia się Święty-Ersetic. Ona dla sztafety poświęciła nawet starty indywidualne, a do Eugene przyleciała przeziębiona. Problemy zdrowotne już w trakcie mistrzostw dopadły Kaczmarek. Hołub-Kowalik przez kontuzje straciła całą zimę.

Porażka to zamknięcie pewnej ery, bo Polki były na podium dziewięciu poprzednich wielkich imprez, ale na pewno nie koniec sztafety. – Serce jest złamane, ale dalej płonie w nas ogień – zapewnia Iga Baumgart-Witan, a Święty-Ersetic oraz Hołub-Kowalik zgodnie mówią o „kuble zimnej wody”, który drużynie może tylko pomóc.

Kiełbasińskiej nie było na trybunach, kiedy o finał walczyła sztafeta mieszana, ale kiedy ona biegła w indywidualnym finale, koleżanki ze sztafety na trybunach się pojawiły, co oznacza, że zapanował pokój.

Ostatnio tylko chodziły w chmurach, przeżywając bezprecedensowe pasmo sukcesów, a teraz będą musiały wstać z kolan. – Potknięcia zdarzają się najlepszym, a my nie dość, że się potknęłyśmy, to upadłyśmy z hukiem – nie kryje Baumgart-Witan, ale Święty-Ersetic zapewnia: – I teraz z jeszcze większym hukiem się podniesiemy.

Bieg z innej planety

Sydney McLaughlin biegła tak szybko, jakby na tych 400 metrach nikt nie postawił płotków i czwarty raz w karierze pobiła rekord świata. A to nie koniec, wciąż stać ją na więcej.

Tego rekordu oczekiwało Hayward Field. Nikt nie spodziewał się jednak, że McLaughlin poprawi go w takim stylu. 22-letnia Amerykanka pokonała 400 metrów przez płotki w 50.68. To nokaut. Taki czas dałby jej szóste miejsce w finale biegu na 400 metrów bez płotków.

Nie było walki, choć na starcie stanęły także była rekordzistka świata Amerykanka Dalilah Muhammad oraz trzecia najszybsza płotkarka w dziejach konkurencji Holenderka Femke Bol. McLaughlin na ostatnią prostą wybiegła sama, ścigała się tylko z historią.

– Wiedzieliśmy już podczas rozgrzewki, że to będzie jeden z tych dni. Musiałam tylko utrzymać odpowiedni rytm i kadencję. Wykonałam plan trenera. Jestem wdzięczna mojemu zespołowi, że pomógł mi dotrzeć do tego punktu, a cała chwała należy do Boga – oznajmiła McLaughlin.

Dostała 100 tys. dolarów, ale chyba największą nagrodą było to, że sukces świętowała z rodziną. Bliscy pochodzą z New Jersey, więc musieli pokonać Amerykę wszerz. Wynajęli pokój w serwisie noclegowym, bo wolnych miejsc w pobliskich hotelach już nie było.

– Kiedy zdobyłam złoto na igrzyskach w Tokio, trybuny były puste. Ten sukces w towarzystwie moich najbliższych, przed tak wspaniałą publicznością, to rodzaj odkupienia – opowiadała później McLaughlin. – To wszystko wydaje mi się wręcz nierealne.

22-latka rekord świata poprawiła już po raz czwarty. Wcześniej, kiedy zrobiła to trzeci raz, wynik uczciła cheeseburgerem i naleśnikami. Tym razem pomysłu na świętowanie nie zdradziła, bo wciąż miała przed sobą perspektywę występu sztafetowego.

McLaughlin dorastała w siedmiotysięcznym Dunellen.

– Wszystkie nasze dzieci miały talent, ale Sydney zawsze była wyjątkowa. Wiedzieliśmy, że świetne wyniki są tylko kwestią czasu – mówił jej ojciec Willie, który sam dobiegł kiedyś do półfinału amerykańskich kwalifikacji olimpijskich.

Skończyła szkołę katolicką, już wówczas zdobywała sportowe wyróżnienia. Następnie wybrała studia na Uniwersytecie w Kentucky. Już podczas pierwszego roku wygrała akademickie mistrzostwa NCAA i niedługo później przeszła na zawodowstwo, bo kontrakt zaoferowała jej firma New Balance.

Jej talent szlifował Bob Kersee, czyli trener siedmiokrotnej mistrzyni olimpijskiej Allyson Felix (w Eugene kończy karierę), a wcześniej całej plejady amerykańskich gwiazd – także rekordzistki świata w sprincie Florence Griffith Joyner. McLaughlin poleciała już na igrzyska do Rio de Janeiro (2016) jako najmłodsza amerykańska lekkoatletka od 40 lat. Dotarła do półfinału. Dziś jest mistrzynią i rekordzistką świata oraz twarzą marki New Balance, która płaci jej 1,5 mln dolarów rocznie. Złoto zdobyła w Eugene – mateczniku Nike, co musi smakować wyjątkowo.

Interesów McLaughlin pilnuje agencja menedżerska William Morris Endeavor, której klientami są m.in. Robert de Niro, Russell Crowe i Martin Scorsese. Biegaczka nie jest jeszcze hollywoodzką gwiazdą, ale kogoś takiego jak ona królowa sportu w Ameryce bardzo potrzebuje. – Ma potencjał, aby zostać najlepszą zawodniczką w dziejach swojej konkurencji, ale także – co znacznie ważniejsze – może wpływać na życie innych. To prawdopodobnie jej największa siła oraz najistotniejsza możliwość, przed jaką staje – mówiła o niej już rok temu Felix.

McLaughlin pokazuje w sieci nie tylko kulisy treningów, niedawno fani mogli zobaczyć chociażby przygotowania do ślubu. Bohaterem wielu zdjęć jest mąż, zawodnik ligi futbolu amerykańskiego (NFL) Andre Levrone.

Rekordzistka świata uważa, że wcale nie dotarła do granicy swoich możliwości. – To nie był idealny bieg. Są wciąż elementy, które możemy poprawić – wyjaśnia.

Niewykluczone, że pomyśli o dwóch dystansach, bo program kolejnych mistrzostw świata umożliwia połączenie płotków z płaskim biegiem na 400 metrów.

Kolejnych rekordów wypatruje szef światowej federacji World Athletics Sebastian Coe. – Wiele z nich pochodzi z czasów, kiedy testy antydopingowe były sporadyczne. Prawnie nic z nimi nie zrobimy – mówi na łamach „Guardiana”. Wszystko jest więc w rękach sportowców oraz producentów sprzętu.

Płotkarze mają łatwiej, bo w ostatnich latach doszło do dużego postępu technologicznego w zakresie butów biegowych. – Pozwalają łatwiej uzyskiwać dłuższy krok. A właśnie jego długość, a nie prędkość, jest w tej konkurencji kluczowa – mówi były płotkarz Marek Plawgo.

Dwukrotny medalista mistrzostw świata występem McLaughlin jest zachwycony. – Jej międzyczasy na każdym kolejnym płotku były doskonałe. Obejrzeliśmy bieg z innej planety.

MEDALIŚCI

KOBIETY

>200 m: 1. S. Jackson (Jamajka) 21,45;

2. S.-A. Fraser-Pryce (Jamajka) 21,81;

3. D. Asher-Smith (W. Brytania) 22,02.

>400 m: 1. S. Miller-Uibo (Bahamy) 49,11; 2. M. Paulino (Dominikana) 49,60; 3. S. Williams (Barbados) 49,75;... 8. A. Kiełbasińska (Polska) 50,81.

>400 m ppł: 1. S. McLaughlin (USA) 50,68 (rekord świata); 2. F. Bol (Holandia) 52,27; 3. D. Muhammad (USA) 53,13.

>4x100 m: 1. USA 41,14; 2. Jamajka 41,18; 3. Niemcy 42,03.

>5000 m: 1. G. Tsegay (Etiopia) 14.46,29; 2. B. Chebet (Kenia) 14.46,75; 3. D. Seyaum (Etiopia) 14.47,36.

>Chód 35 km: 1. K. Garcia Leon (Peru) 2:39.16; 2. K. Zdziebło (Polska) 2:40.03; 3. S. Qieyang (Chiny) 2:40.37;... 11. O. Niedziałek (Polska) 2:49.43.

>Rzut oszczepem: 1. K.-L. Barber (Australia) 66,91; 2. K. Winger (USA) 64,05; 3. H. Kitaguchi (Japonia) 63,27.

MĘŻCZYŹNI

>200 m: 1. N. Lyles (USA) 19,31; 2. K. Bednarek (USA) 19,77; 3. E. Knighton (USA) 19,80.

>400 m: 1. M. Norman (USA) 44,29; 2. K. James (Grenada) 44,48; 3. M. Hudson-Smith (W. Brytania) 44,66.

>800 m: 1. E. Korir (Kenia) 1.43,71; 2. D. Sedjati (Algieria) 1.44,14; 3. M. Arop (Kanada) 1.44,28.

>4x100 m: 1. Kanada 37,48; 2. USA 37,55; 3. W. Brytania 37,83.

>Chód 35 km:

1. M. Stano (Włochy) 2:23.14; 2. M. Kawano (Japonia) 2:23.15; 3. P. Karlstroem (Szwecja) 2:23.44;... 19. D. Tomala (Polska) 2:30.47; A. Brzozowski (Polska) dyskwalifikacja.

>Trójskok: 1. P. Pichardo (Portugalia) 17,95; 2. F. Zango (Burkina Faso) 17,55; 3. Y. Zhu (Chiny) 17,31.

>Rzut oszczepem: 1. A. Peters (Grenada) 90,54; 2. N. Chopra (Indie) 88,13; 3. J. Vadlejch (Czechy) 88,09.

Sydney McLaughlin czwarty raz poprawiła rekord świata w biegu na 400 metrów przez płotki

Sydney McLaughlin czwarty raz poprawiła rekord świata w biegu na 400 metrów przez płotki

Ezra Shaw/Getty Images/AFP