Korespondencja z Eugene

Występ sztafety na mistrzostwach świata w Eugene to porażka?

Nie jestem zadowolony z braku awansu do finału. Tegoroczne wyniki wskazywały, że powinniśmy walczyć o najwyższe cele. Suche czasy nie oddają formy dziewczyn, ani tego, co działo się ostatnio. Justyna Święty-Ersetic miała problemy ze ścięgnem Achillesa, Natalia Kaczmarek po eliminacjach przez trzy dni zmagała się z zatruciem pokarmowym. Nawet w tych trudnych okolicznościach powinniśmy jednak awansować do finału. Niestety, na ostatniej zmianie doszło do kolizji.

Jak ta sytuacja wyglądała z pana perspektywy?

Kanadyjka wpadła na Gosię Hołub-Kowalik. Rywalka stała zbyt blisko niej, a powinna zostawić miejsce. Nie zrobiła tego, więc zawodniczka oddająca pałeczkę nie miała gdzie wyhamować. Gosia miała w stopie dwie rany i cały zakrwawiony but. To też miało wpływ na brak awansu. Zabrakło nam przecież tylko dwóch dziesiątych sekundy.

Czytaj więcej

Kubeł zimnej wody. Polska sztafeta 4x400 metrów poza finałem

Święty-Ersetic powiedziała, że wszystkie pobiegły słabo. Spodziewał się pan takich czasów?

Robiłem przed startem kalkulację i wynikło z niej, że zajmiemy drugie lub trzecie miejsce. Dziewczyny pobiegły jednak wolniej niż zakładałem. Dawno nie mieliśmy zawodów, a ostatnie testy robiliśmy w Seattle. Nie tylko my mieliśmy jednak problem. Poziom nie był wysoki, coś wisiało w powietrzu. Warunki pogodowe nie sprzyjały. Pozostałe sztafety także nie miały rewelacyjnych czasów.

Jest pan zadowolony z tego jak zarządzał grupą oraz sztafetą?

Nie mam sobie nic do zarzucenia. Grupa działała wzorowo aż do momentu zebrania przed mikstem. Później atmosfera nie była dobra. Staraliśmy się jednak od tego odciąć. Niczego bym nie zmieniał w układzie miksta, ani sztafety żeńskiej. Uznaliśmy wspólnie, że jeśli mamy walczyć o medal, to musimy wystawić w finale skład najbardziej świeży, wypoczęty. Kiełbasińska była tymczasem potwornie zmęczona po biegach indywidualnych, a Kaczmarek walczyła z zatruciem pokarmowy.

Kto popełnił błąd i przegapił zmianę przepisów dotyczących sztafety mieszanej?

Informacja o zmianie nie dotarła ani do mnie, ani do trenera Marka Rożeja. 20 czerwca zapoznaliśmy się z team manualem, czyli jedynym dokumentem mówiącym o sposobie przeprowadzenia zawodów, do którego mamy dostęp. Nowy zapis pojawił się w internecie dwa dni przed startem. Informacja ta podobno wcześniej trafiła do krajowych związków, ale my - jako trenerzy - takiej nie dostaliśmy.

Czytaj więcej

Mistrz olimpijski Dawid Tomala daleko. Prosi o cierpliwość

Jak doszło do tego, że Anna Kiełbasińska wiedziała o tym wcześniej, a wy nie?

Nie pytałem jej o to. Podczas zebrania powiedziała nam, że nie wiedziała, a może wiedziała. Później w oświadczeniu napisała zaś, że miała taką informację od dwóch tygodni. Uznaliśmy, że najpierw musimy rozwiązać problem i dostosować się do przepisów, a dopiero później szukać winnych. Zaangażowaliśmy w rozwiązanie sytuacji kilkanaście osób.

Jak wyglądała wasza komunikacja?

Mogliśmy wymienić w finale jedną zawodniczkę. Zaproponowałem, aby była to Kaczmarek, która miała w tym sezonie najlepsze wyniki. Kiełbasińską chciałem wystawić do eliminacji, z gwarancją startu w finale. Nie przyjęła tej decyzji, bo miała obiecany wyłącznie finał. Sytuacja się jednak zmieniła, musieliśmy działać. Karolowi Zalewskiemu także obiecywaliśmy jedynie finał, ale pobiegł i nie odezwał się słowem. Trener Rożej zrobił nawet krok w tył. Zaproponowaliśmy, aby Ania oraz Natalia pobiegły po dwa razy, a wymienimy Zalewskiego. To Kiełbasińskiej jednak także nie satysfakcjonowało. Trzy lata temu podczas mistrzostw świata mieliśmy podobną sytuację. Święty-Ersetic oraz Iga Baumgart-Witan biegły w finale i ta ze słabszym czasem miała wystąpić w eliminacjach. Powiedziałem jednak Justynie: ”Iga jest przeziębiona, niech odpocznie, a ty na pewno wytrzymasz”. Pobiegła, wytrzymała.

Jak odebrał pan niechęć pozostałych dziewczyn do Kiełbasińskiej, którą ubrała w słowa Święty-Ersetic mówiąc, że nie chce z nią więcej biegać w sztafecie?

Rozumiem te słowa, bo przemawiało przez nią rozgoryczenie. Dziewczyny na pewno nie czuły się w tej sytuacji komfortowo. Przepracowaliśmy jednak przez tydzień ten temat i więcej podobnych sygnałów już nie było. Startowaliśmy dla reprezentacji, chcieliśmy osiągnąć jak najlepszy wynik.

Jak pozbierać drużynę przed mistrzostwami Europy w Monachium?

Dziewczyny są profesjonalistkami i wiedzą, że w sporcie są upadki oraz wzloty. My ostatnio byliśmy na fali, wyciągaliśmy z imprez nawet więcej niż powinniśmy. Jestem pewien, że wszystkie dziewczyny się zmobilizują. Anię, jeśli będzie zdrowia i w formie, widzę w sztafecie.

Nie przeszkadza panu to, że dopuściła się niesubordynacji i podważyła autorytet trenera?

Każdy jest dorosły i ma własne zdanie. Nie mam do nikogo pretensji. Nie zamierzam też zawodniczki w żaden sposób karać, od tego są w Polskim Związku Lekkiej Atletyki specjalne organy.

Były przeprosiny?

Nikt nikogo nie przepraszał. Ta sytuacja jest już za nami - normalnie rozmawiamy, nie ma krzyków. Przypuszczam, że dziewczyny raczej na wakacje z Anią nie pojadą, ale kiedy dostaną rozkaz, żeby stanąć na bieżni, to nie widzę możliwości, aby którakolwiek się sprzeciwiła.