Lepiej się panu żyje po zdobyciu medalu olimpijskiego?

Jest lepiej, co widać nawet po mojej koszulce, na której pojawił się sponsor. Mam szersze zaplecze finansowe i nie muszę się martwić o podstawowe rzeczy, jak czynsz czy wyżywienie. Medal odblokował więcej możliwości także na polu sportowym, bo mogę teraz występować w bardziej prestiżowych mityngach, dostaje zaproszenia zza granicy. Kiedyś tak nie było.

Faktycznie jeszcze rok temu martwił się pan o pieniądze na czynsz i jedzenie?

Życie w Warszawie nie jest tanie. Wystarczy pójść do zwykłego sklepu, nie dyskontu, żeby zobaczyć wysokie ceny. Musiałem mieć z tyłu głowy świadomość, że jeśli w sporcie noga się powinie, to trzeba mieć drugą drogę. Studiuję więc dziennikarstwo. Jestem w środowisku, więc chciałbym pójść w kierunku tego sportowego.

Jak igrzyska zmieniły waszą perspektywę startów w sztafecie?

Wzrosły nasza świadomość oraz pewność siebie. Teraz celujemy w medale międzynarodowych imprez. Widzimy na treningach, w jakiej jesteśmy formie. Fajnie byłoby to przełożyć na starty, choć w tym momencie nie chcę jeszcze składać zbyt odważnych deklaracji.

Nowe buty z karbonową wkładką były dla was przełomem?

Często podczas treningów biegam wolniejsze odcinki w starych kolcach, a później zakładam nowe i wówczas czuć przeskok - jest w innych łatwiej, noga inaczej pracuje. Karbonowa wkładka najwięcej oddaje osobie, która biega z tylnego odbicia, zwłaszcza gdy wywodzi się ze sprintu, jak ja. Jeśli ktoś pokonuje dystans równym tempem, to zysk jest niższy. Amator raczej nie poczuje różnicy. Buty to oczywiście nie wszystko. Trzeba przepracować okres treningowy, one nie zdobędą za nas medali.