Materiał powstał we współpracy z PKN ORLEN

Była już mistrzynią świata i Europy, ale przyznaje, że do całkowitego spełnienia przydałby się tytuł olimpijski. Wywalczyć go chciałaby w Tokio.

– To będą już moje piąte igrzyska. Zawsze podkreślam, że brakuje mi tego złota, ale zdaję sobie sprawę, że konkurencja będzie bardzo mocna. Nie wiadomo, jak wyglądały przygotowania innych zawodniczek. Medale może rozdawać covid – mówi 36-letnia Alicja Jeromin (z domu Fiodorow).

Dla niej przełożenie rywalizacji w Tokio z powodu pandemii nie było dobrą informacją. Omijały ją kontuzje, przygotowania szły sprawnie, szczyt formy szykowała na sierpień ubiegłego roku. Ale decyzję przyjęła ze zrozumieniem.

– Przygotowania były wydłużone o rok, ale sobie z tym poradziliśmy. Rozpoczęliśmy je w październiku, przed samymi igrzyskami mieliśmy jeszcze obóz aklimatyzacyjny w Japonii – opowiada zawodniczka wspierana przez PKN ORLEN.

Start w Tokio ma być ukoronowaniem jej kariery. Składa się na nią ponad 20 medali imprez mistrzowskich. Jej dorobek olimpijski to cztery srebrne i trzy brązowe krążki zdobyte na 100, 200 i 400 m (w klasyfikacji T46 i T47). Po pierwszy z nich – brąz na najdłuższym z dystansów – sięgnęła jeszcze w Atenach (2004).

To było potwierdzenie, że dokonała właściwego wyboru. Początkowo trenowała też tenis stołowy, zainteresowała się nim w szkole podstawowej, poszła popatrzeć na zajęcia i została. Ale równocześnie trafiła do Radomskiego Stowarzyszenia Sportu i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Start (jest wierna tym barwom do dziś), pojechała na pierwsze zawody lekkoatletyczne, bardzo jej się spodobało i przez kilka lat starała się pogodzić obie dyscypliny. Kiedy musiała wybrać, postawiła jednak na lekkoatletykę. Geny ma dobre – mama w młodości uprawiała biegi i skok w dal.

Alicja przyszła na świat w Kozienicach. Urodziła się bez lewego przedramienia, ale to nie przeszkodziło jej w wyczynowym uprawianiu sportu i kontynuowaniu rodzinnych tradycji. A dziś jako doświadczona zawodniczka śmieje się, że nie wszystkie dinozaury jeszcze wyginęły.

Ma do siebie duży dystans. Startuje ze specjalną protezą ręki, żartuje, że „ładuje ją i strzela". Zaraża innych pozytywną energią. Jej życiowe motto brzmi: „Nigdy się nie poddawaj", i konsekwentnie się go trzyma. A nieraz bywało ciężko. Brak pieniędzy, profesjonalnej opieki medycznej, słabe warunki do trenowania – opowieści paraolimpijczyków pełne są historii o pokonywaniu przeszkód. Na szczęście dzięki wsparciu PKN ORLEN tacy zawodnicy jak Alicja mogą zapomnieć o codziennych trudach i w pełni skupić się na sporcie. Za osiągnięcia sportowe otrzymała Złoty Krzyż Zasługi (2008) i Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (2013).

Przecierała szlaki innym osobom z niepełnosprawnościami. Dostała się na Akademię Wychowania Fizycznego w Gdańsku, choć słyszała głosy, że sobie nie poradzi.

Z podobnymi opiniami spotkała się, gdy na Wybrzeżu chciała się zatrudnić w jednym ze sklepów z odzieżą sportową. Ale została przyjęta i w pracy poznała swojego przyszłego męża. Pobrali się trzy lata temu. Do ślubu szła w ortezie. Tydzień przed uroczystością przewróciła się podczas treningu i zwichnęła staw łokciowy w zdrowej ręce. Przez dwa tygodnie nie mogła biegać, a mimo to miesiąc później w Berlinie została mistrzynią Europy na 100 m i wicemistrzynią na dwa razy dłuższym dystansie.

Przyznaje, że ludzie rzadko rozpoznają ją na ulicy, przez brak ręki często mylą ją z inną utytułowaną paraolimpijką, tenisistką stołową Natalią Partyką. Ma nadzieję, że kiedyś sport niepełnosprawnych będzie równie popularny jak rywalizacja zdrowych zawodników. Także dzięki pomocy takich sponsorów, jak PKN ORLEN.

Karierę chciała kończyć już po igrzyskach w Pekinie, potem po następnych w Londynie i Rio de Janeiro. Ale brak złota kazał jej wracać i próbować dalej. Wypada jej życzyć, by marzenie dogoniła w Tokio. I żeby ten medal napędził ją jednak do kolejnych startów. Zwłaszcza że sama mówi: im jest starsza, tym biega lepiej i o Paryżu myśli coraz cieplej.