Mistrzostwa w praskiej O2 Arena już się zaczęły. Znany trzydniowy rytm został wzbogacony o czwartkowe eliminacje w trzech konkurencjach (pchnięcie kulą kobiet i mężczyzn, skok w dal panów), lecz tak naprawdę wszystko zostało po staremu: finały zaczynają się w piątek, kończą w niedzielę.

Reprezentacja Polski jest liczna (18 kobiet, 27 mężczyzn), nadzieje na niejeden sukces uzasadnione, nawet jeśli do stolicy Czech nie pojechali Adam Kszczot (skutki grypy), Tomasz Majewski (skutki operacji) i Anna Rogowska, która właśnie zakończyła piękną karierę.

Siłę polskiej lekkiej atletyki wciąż tworzą znani i podziwiani, lecz są też powody do optymizmu w kwestii przyszłości – widać zdolnych następców, nawet jeśli najbardziej naturalna dyscyplina sportu nie jest dziś pierwszym wyborem młodzieży.

Dowody mieliśmy tej zimy – Piotr Lisek (rocznik 1992) doprowadził halowy rekord Polski w skoku o tyczce do wysokości 5,90 m. Kilka razy zmierzył się z rekordzistą świata Renaudem Lavilleniem, jeszcze mu nie zagroził, ale jest drugi za Francuzem (6,02 w tym sezonie) na listach światowych. Pokazywał w mityngach halowych to, co tak lubimy: odwagę, chęć poprawiania się w każdym starcie.

Trenuje w Szczecinie z Wiaczesławem Kaliniczenką, znanym fachowcem. Cel ma oczywisty – udany start olimpijski w Rio de Janeiro, ale już teraz chciałby zdobyć pierwszy medal dużej imprezy. W Pradze poza Lavilleniem, który nie przegrał konkursu od półtora roku, nie widać nikogo, kto mógłby Polakowi przeszkodzić. Lisek będzie miał wsparcie Roberta Sobery (5,81 w tym roku), więc w tej konkurencji mogą się przypomnieć dobre czasy.

Mocna jest także Kamila Lićwinko, halowa mistrzyni świata z Sopotu w skoku wzwyż, która w tym roku skoczyła już 2,02 m; to jej kolejny rekord Polski, także najlepszy wynik sezonu. Nawet największe rywalki nie złamały jeszcze granicy 2 m. Pani Kamila, nieodmiennie trenowana przez męża Michała, jest więc kandydatką do złota, trudno sądzić inaczej.

Nie ma Kszczota w biegu na 800 m (miał bronić tytułu z Goeteborga), lecz trwa Marcin Lewandowski, jedyny z Europejczyków, który tej zimy przebiegł cztery okrążenia w hali w czasie poniżej 1.46 min. Sam biegacz przyznaje, że forma jest, ochota na udane zastępstwo kolegi także. W kobiecym biegu na 800 m wystartuje na pewno Joanna Jóźwik, niespodziewana brązowa medalistka z ubiegłorocznych ME w Zurychu – to też nowa krew i nowe nadzieje. Może do niej dołączyć Andżelika Cichocka, która rok temu w Sopocie została wicemistrzynią świata, ale ostatnio chętniej biega na 1500 m.

Jest wreszcie sztafeta 4x400 m z nowym nabytkiem, sprinterem Karolem Zalewskim, który po wydłużeniu dystansu z 200 do 400 m może znacząco pomóc drużynie. Ta sztafeta, zwyczajowo kończąca mistrzostwa świata i Europy, nie tylko w hali, powinna zdobyć medal. Wskazują na to chłodne wyliczenia szans i gorące przywiązanie do tradycji udanych polskich startów w biegach rozstawnych. Można dodać jeszcze kilka nazwisk (Adrian Strzałkowski w skoku w dal, wieloboista Paweł Wiesiołek, biegaczki Renata Pliś, Katarzyna Broniatowska i Sofia Ennaoui), wniosek jest jeden – polska lekkoatletyka to dziś nie tylko rzuty i pchnięcia, polska królowa sportów przynajmniej pod dachem wraca z energią na bieżnię i skocznię.

Transmisje w TVP Sport i Eurosporcie 2, także w TVP 1 (sobota, niedziela) i TVP 2 (niedziela).