Młoda zawodniczka kilka tygodni temu podczas zawodów na Florydzie przebiegła 100 m w 10.72 sekundy, to szósty czas w historii. Szybsze były tylko legendy: Florence Griffith Joyner, Carmelita Jeter, Marion Jones, Shelly-Ann Fraser-Pryce oraz Elaine Thompson.

Richardson ma świetne wyniki, kilkucentymetrowe tipsy, farbowane włosy, dekorowane tatuażami ciało i historię wartą opowiedzenia.

Smok na ramieniu daje siłę i szczęście. Czerwone włosy oznaczają dominujący nastrój, a czarne – że musi się wyciszyć. Jako blondynkę można ją oglądać jedynie w Teksasie, albo kiedy chce poczuć się tak, jak w domu.

Jako licealistka przeżyła próbę samobójczą, wcześniej porzuciła ją biologiczna matka. Do dziś współpracuje z terapeutą i często opowiada, jak ważne jest zdrowie psychiczne.

– Chcę, aby ludzie wiedzieli, że sportowcy także muszą sobie radzić z problemami. Jesteśmy ludźmi, jak wszyscy. Może tylko czasem biegamy odrobinę szybciej – mówi.

Może być głosem pokolenia, idolem i reprezentantką generacji iGen.

Ma 21 lat, ale nie jest w amerykańskim sporcie nową twarzą. Firma Nike już w 2019 r. zaoferowała jej kontrakt, więc przerwała studia i zaczęła zawodową karierę. Filigranowa sprinterka – mierzy tylko 155 centymetrów – przegrała krajowe kwalifikacje do mistrzostw świata w Dosze, a później wyhamowała ją pandemia koronawirusa. Teraz wróciła.

Cieniem na jej wynikach kładzie się przeszłość trenera Dennisa Mitchella. Mistrz olimpijski w sztafecie 4x100 metrów z Barcelony (1992) wpadł kiedyś na stosowaniu testosteronu.

– Wypiłem pięć butelek piwa i co najmniej cztery razy uprawiałem seks z żoną... Miała urodziny, czyż nie zasłużyła na takie potraktowanie? – tłumaczył niezdarnie.

Richardson pracuje nie tylko z Mitchellem, ale także dopingowiczem recydywistą Justinem Gatlinem. Biegaczka początkowo wyjaśniała, że obu zna i bardzo im ufa, a sama nie musi brać żadnych nielegalnych środków, bo jej świetne wyniki są przede wszystkim efektem ciężkiej pracy. Dziś pytania o szkoleniowca zbywa.

Fotografowie zdążyli ją polubić, dziennikarze mniej. Kończąc konferencję prasową przed startem w Diamentowej Lidze, podczas której musiała odpowiadać na pytania o Mitchella, Gatlina i system kontroli antydopingowej, wypaliła: – Niektórzy z was są interesujący, ale w niezbyt dobry sposób.

Jest odważna, bywa bezczelna. „Każ mi być pokorną, to cię pokornie zablokuję" – żartowała ostatnio na Twitterze. Kiedy jeden z dziennikarzy zapytał ją, w jaki sposób 34-letnia Fraser-Pryce jest jednocześnie tak świetną biegaczką i dobrą matką, odparowała: – A masz jakieś pytania do mnie? To jest rozmowa na temat Sha'Carri.

Nie boi się zabierać głosu, gdy ma coś do powiedzenia.

– Chcę pokazać kobietom, że nie muszą być ciche i zawstydzone, jak poprzednie pokolenia. Chodzi o to, aby były takie, jakie chcą być – apeluje, dopasowując się do rytmu czasów, w których dynamikę amerykańskiej debacie publicznej nadaje ruch #MeToo.

Niewykluczone, że Richardson podpali w Tokio lont pod przepisami Karty Olimpijskiej, bo jako zwolenniczka ruchu „Black Lives Matter" nie zamierza podporządkowywać się zakazowi demonstracji politycznych w czasie igrzysk.

– Bycie czarnym w Ameryce to jednocześnie przekleństwo i błogosławieństwo, bo choć od stuleci jesteśmy tłumieni, to wciąż umiemy to przezwyciężać i się rozwijać – podkreśla Richardson. – Ja sama jestem dumną, czarnoskórą kobietą. I to mnie inspiruje do bycia wielką.