Przypominamy wywiad z lipca

Norweska telewizja pokazała niedawno pięcioodcinkowy serial „Karsten i Leif". Jak biegacz zostaje gwiazdą małego ekranu?

Pandemia zatrzymała świat i pozwoliła mi oraz mojemu trenerowi Leifowi Olavowi Alnesowi skorzystać z oferty, jaką otrzymaliśmy od telewizji już wcześniej. Nagraliśmy program, który pokazuje, jak trenujemy i jaka filozofia nam przyświeca. Świetnie spędziliśmy czas, a ludziom nasz serial przypadł chyba do gustu. Podobno spodobał się nawet norweskiemu królowi.

Jak układa się pana współpraca z trenerem, często trzeba go przywiązywać do krzesła, jak wtedy, gdy nie godził się na pana starty w hali?

Na szczęście nie! Jesteśmy przyjaciółmi. Leif, mimo 64 lat, ma bardzo młodą duszę. Jego doświadczenie i moja młodość to doskonałe połączenie. Prawdopodobnie niedługo w moich mediach społecznościowych zobaczycie więcej naszych zdjęć, ale tym razem nie będę go torturował.

30 lat czekaliśmy na rekord świata w biegu na 400 m przez płotki. Pan go pobił, a coraz bliżej tego wyniku jest kilku innych biegaczy. Skąd taki postęp całej konkurencji?

Cieszę się, że przeżywa ona renesans, bo rekord świata padł także w rywalizacji kobiet. Kiedy ktoś osiąga najlepszy wynik w dziejach, to bariera psychiczna znika. Kiedyś pobicie tego rekordu wydawało mi się czymś niewiarygodnym. Dziś także inni widzą, że to możliwe. Na pewno da się biegać przez płotki jeszcze szybciej, ale jak szybko? To pokaże czas.

Rekord świata nie był biegiem idealnym?

Nie sądzę, abym kiedykolwiek pobiegł idealnie. Czasem, kiedy na mecie myślę: „Tak, to było to!", rezultat okazuje się słaby, a gdy wydaje mi się, że poszło kiepsko, wynik jest bardzo dobry. Zdarza się, że zmieniam rytm. Szukam rozwiązań, aby mieć więcej sił na finiszu. Obecnie jestem zadowolony z szybkości, ale wciąż czegoś mi brakuje.

Jak duży wpływ na ten postęp ma nowe obuwie?

Biegam dziś w modelu Pumy, który projektowaliśmy z trenerem. Jego niezwykłość polega na tym, że nie ma w środku tych wszystkich szalonych elementów, o których tyle się mówi. Podeszwa jest bardzo prosta. Nie chciałem, aby moje kolce przypominały te „cudowne" buty Nike. Reguły są jakie są i musimy się do nich dostosować. Chciałem, aby nasz projekt dawał moim wynikom taką wiarygodność, na jaką zasługują.

Pobił pan rekord świata kilka dni po tym, jak blisko tego był Rai Benjamin. Amerykanin zrezygnował później ze startu na zawodach Diamentowej Ligi w Monako...

Liczyłem, że będziemy mogli się zmierzyć, ale rozumiem jego decyzję. Sam wracałem kiedyś z zawodów w USA do Europy i wiem, że ze względu na różnicę czasu te podróże są bardzo kłopotliwe. Benjamin to wielki talent. Widziałem jego bieg i wiem, jak niewiele zabrakło mu do rekordu świata. Cieszę się, że to ja byłem pierwszy. Rywalizacja z kimś takim inspiruje mnie do walki. Zdobycie medalu w Tokio nie będzie prostą sprawą.

Rekordzista świata nie jest pewny medalu?

Nigdy nie biorę żadnego zwycięstwa za pewnik. Nie mam gwarancji, że zostanę mistrzem olimpijskim. Jedyne, co mogę zrobić, to przygotować najlepszą wersję siebie na olimpijski finał.

Jak wyobraża pan sobie start bez kibiców?

Trybuny podczas naszych startów były puste już rok temu, więc niby każdy zdołał do tego przywyknąć, ale tęsknię za kibicami. To bardzo smutne także dla Japończyków, tamtejsze dzieciaki nie będą mogły oglądać olimpijskich zawodów na żywo. Najważniejsze jednak, że igrzyska w ogóle się odbędą.

Kiedyś opowiadał pan z zachwytem o rozmowach na Instagramie z Usainem Boltem. Czy wciąż macie kontakt?

Na pewno nie rozmawiamy już tak często, ale Bolt złożył mi gratulacje po pobiciu rekordu świata.

Cztery lata temu pana mistrzostwo świata było olbrzymim zaskoczeniem. Jak dziś patrzy pan na tego dawnego siebie?

Zwycięstwa, których nikt się nie spodziewa, są najpiękniejsze. Imprezę w Londynie wspominam znakomicie, bo dała kopa mojej karierze. Zrozumiałem, że nie ma już odwrotu, a wielkie rzeczy są możliwe. Dziś jestem zupełnie innym zawodnikiem, znacznie lepszym. Na pewno nie byłbym jednak w tym miejscu, gdyby nie tamte wydarzenia z 2017 roku.

Norwegowie jeszcze nie zdobyli medalu olimpijskiego w lekkiej atletyce. Nie myślał pan o uprawianiu jakiejś zimowej dyscypliny?

Pochodzę z zachodniej części kraju, gdzie mamy więcej deszczu niż śniegu. Mam w domu narty biegowe, w młodości jeździłem nawet na nich do szkoły, ale nigdy nie próbowałem startów na poważnie. Wszyscy moi przyjaciele byli blisko lekkoatletyki, więc dla mnie także było to naturalne miejsce. Jestem dumny, że mogę dziś budować ten sport w naszym kraju.

A co z budowlami z klocków Lego, które podobno pan uwielbia?

Przygotowania do igrzysk ograniczyły mi nieco czas na rozrywkę. Obecnie skupiam się na wznoszeniu Hogwartu, czyli zamku z książek o Harrym Potterze. Na razie nie zbudowałem za to jeszcze niczego japońskiego. Na to przyjdzie czas.

W rozmowie brali udział także dziennikarze „La Stampy", „Asa", „Wall Street Journal" i „O Globo"