Tekst pochodzi z dodatku specjalnego "8. PKO Festiwal biegowy"

Halowa rekordzistka Polski na 800 m takiej roli w swoim sportowym życiu jeszcze nie odegrała.

Do tej pory to ona musiała słuchać trenerów. Teraz stanęła po drugiej stronie. Sama musiała zdobyć posłuch u zawodników, udzielając im rad, demonstrując prawidłowo wykonywane ćwiczenia.

Nauka dla dzieci

Tuż przed startem Biegu Małopolski poprowadziła rozgrzewkę dzieci. Nie było łatwo. Bo jak przekonać młodych biegaczy, że przed zawodami nie można objadać się fast foodami, właściwie czymkolwiek? – Ostatni posiłek spożywam cztery godziny przed zawodami – tłumaczyła.

A w jaki sposób wpoić maluchom konieczność rozgrzewki, ćwiczeń rozciągających? – Dzieciaki nie mają wielkich celów. Cieszą się z tego, co robią, i cieszyły się z tego, że tu jestem, jednak ciężko je zmusić do ćwiczeń. Ale podobno dobrze mi poszło – mówiła 26-letnia lekkoatletka.

Londyn – źle przygotowana

Prawdę mówiąc, jako doświadczona zawodniczka zdolność do analizy treningu, przygotowań do biegu ma już we krwi. Szczególnie mijający sezon dostarczył materiału do przemyśleń – słaby występ na mistrzostwach świata w Londynie, zakończony w półfinale, nieudane starty w mityngach.

Półfinałowego biegu z mistrzostw świata Joanna Jóźwik nie obejrzała do dziś, choć minął ponad miesiąc.

– Wywołuje u mnie zbyt wiele negatywnych emocji. Wiem jednak, że byłam źle przygotowania fizycznie do sezonu. Coś poszło nie tak – stwierdziła.

Powodem słabego występu był chyba błąd w wiosennych przygotowaniach. Jeszcze w kwietniu trenowała w Zakopanem. Było chłodno. Z polskich Tatr od razu pojechała na mityng w Dausze, gdzie startowała w 40-stopniowym upale.

Już wcześniej mówiła trenerowi, że nie chce biegać w Katarze, że badania wskazują na wysokie zakwaszenie organizmu, przemęczenie, ale szkoleniowiec namówił ją do wyjazdu. Organizmu nie dało się oszukać. To był początek kłopotów.

Uparty trener

Joanna Jóźwik w Krynicy opowiadała o swoich biegowych początkach – o podchodzącym z wyjątkową pasją do sportu nauczycielu w gimnazjum w rodzinnych Zaleszanach, zawodach szkolnych, na których trener Stanisław Anioł z Viktorii Stalowa Wola wypatrzył dziewczynę „biegającą jak zajączek".

Nie miała zamiaru przejść do klubu, w pierwszym biegu pod okiem szkoleniowca już 600 m wydawało się dla niej za ciężkie, a 3 km jak maraton. Nie chciała się tak męczyć. Trener Anioł nalegał, dzwonił do rodziców, przyjeżdżał do Zaleszan.

W końcu przekonał rodzinę i zawodniczkę. Wkrótce bieg okazał się przyjemnością, a gdy Joanna zdobyła pierwszy medal mistrzostw Polski, nie było odwrotu.

– Jeśli ktoś mnie pyta, jak zachęcić młodych ludzi do biegania, to powtarzam, żeby robić to spokojnie, nie wolno zamęczać zawodników – opowiada.

Pomaganie przez bieganie

Dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich lekkoatletek ze znaczącymi wynikami. Na swoim koronnym dystansie 800 m trzy lata temu zdobyła brązowy medal mistrzostw Europy, w ubiegłym roku zajęła piąte miejsce na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, zimą wynikiem 1.59,29 pobiła 18-letni rekord Polski w hali.

Popularność wykorzystuje w takich przedsięwzięciach jak rozgrzewka z dziećmi w Krynicy, biegach ulicznych, związanych z nimi akcjach charytatywnych.

– Podoba mi się idea, że można pomóc ludziom przez aktywność fizyczną – mówi. Przyznaje, że od biegania po ulicy bolą ją łydki, trochę dlatego, że nawierzchnia jest asfaltowa, trochę też dlatego, że nadal biega „jak zajączek".

Satysfakcji z takich biegów czerpie jednak więcej niż za czasów pierwszych treningów ze Stanisławem Aniołem. Na tyle dużo, że wyznaczyła sobie cel na czas po zejściu z bieżni – będzie chciała sprawdzić, ile może przebiec kilometrów jednego dnia.