Kolejne odsłony Festiwalu, który wystartował z końcem września i co środę gromadzi rzesze widzów – z powodu koronawirusa jedynie przed ekranami komputerów – to uważne oglądanie haseł, którymi od lat etykietuje się Tyrmanda. „Bikiniarz. Pisarz. Konwertyta”. Te trzy hasła stanowią węzłowe punkty jego biografii i sposobu myślenia o Tyrmandzie dzisiaj. Pozwoliły stworzyć szczególną mapę odniesień, na tle których życie i twórczość autora „Złego” nabierają właściwego kolorytu.

Bikiniarz

Tyrmand-bikiniarz? Antoni Libera w trakcie pierwszego spotkania festiwalowego z uporem powtarzał, że nic bardziej mylnego — to był elegancki pan w średnim wieku, nie młody buntownik z brylantyną we włosach. Tyrmand-propagator jazzu? Tak, ale klasycznego, nie interesowały go muzyczne nowinki — podkreślał Paweł Brodowski, redaktor naczelny „Jazz Forum”. Tyrmand-autor „Złego”? A czym właściwie jest „Zły”? Pytali chórem Mariusz Urbanek, Wojciech Tomczyk i Dariusz Gawin. Biografią osobistą i literacką Leopolda Tyrmanda można byłoby obdzielić kilka osób, a i tak ich życia byłyby niezwykle barwne. I nie tak oczywiste, jak przyjęło się sądzić, gdy pada nazwisko „Tyrmand”. Goście 4. Festiwalu Teologii Politycznej mierzą się z kolejnymi legendami i mitami autora „Życia towarzyskiego i uczuciowego”.

Czerwone skarpetki, ten najbardziej symboliczny element jego garderoby, to wywołanie bardzo zróżnicowanego wewnętrznie zjawiska estetycznie wyrażonego sprzeciwu wobec komunistycznym porządkom w powojennej Polsce. Zjawiska, którego Tyrmand był symbolem, ale do którego w zasadzie nie należał – podkreślał Antoni Libera, wielokrotnie powtarzając, że doskonale skrojone garnitury Tyrmanda niewiele miały wspólnego z butami na słoninie, a już zupełnie nie przystawały do socrealistycznej mody na bezkształtne, nieforemne sylwetki robotnicze znane dziś nadal doskonale chociażby z rzeźb Pałacu Kultury czy zabudowy MDM. Tyrmand, paradoksalnie, w ubiorze preferował tradycyjną, klasyczną elegancję. Cechowała ją ponadczasowa prostota i umiar oraz subtelne, nienarzucające się wysmakowanie – ale to były w latach 50., w czasach wdrażania komunizmu, aż nadto wyraźne dla ówczesnej władzy symbole nieposłuszeństwa i przywiązania do „rewolucyjnych” porządków.

Tyrmand został przez komunistów świadomie okrzyknięty bikiniarzem, wyśmiany za rzekomą krzykliwość i niedojrzałość stylu. Była to mało wyrafinowana forma ośmieszenia, sposób walki z człowiekiem, który metodą małych gestów postanowił w codziennym życiu walczyć z mającą wszechogarniające ambicje doktryną bezdusznego socrealizmu. On walczył z ideą pięknymi krawatami, a nie inną ideą, równie abstrakcyjną i niemożliwą do zrealizowania – podkreślał Marcin Kowalczyk, autor książki „Tyrmand karnawałowy”. To on ukuł bardzo obrazową i trafną w odniesieniu do Tyrmanda metaforę stańczyka komunizmu – zamyślonego błazna, który pod licznymi maskami, które w pewnym sensie również sam kreował, kryła się przygnębiająca dojrzałość refleksji.

Podczas pierwszego spotkania festiwalu wybrzmiały m.in. fragmenty „Dziennika 1954” w świetnej interpretacji Jacka Braciaka – były wśród nich słowa Tyrmanda o nieufności wobec egzystencjalizmu, słowa afirmacji prostego życia, piękna przyrody, radości z codziennych drobiazgów. Tyrmand dostrzegł niebezpieczeństwa myśli Sartre’a, cicho wspieranego przez komunistów, i nie krył niechęci do tej filozofii, w której kochała się wówczas Europa. Po raz kolejny rozmywał się obraz Tyrmanda jako modnego młodzieńca słuchającego jazzu i ustępuje on portretowi przenikliwego, krytycznego obserwatora z dystansem wobec zastanej rzeczywistości. Tyrmand był zresztą starszy od młodych buntowników swoich czasów. Urodził się w 1920, należał do pokolenia Kolumbów. Był rówieśnikiem Baczyńskiego, Stroińskiego, Gajcego czy Trzebińskiego. To zupełnie zmienia optykę.

Paweł Brodowski zwrócił uwagę na zamiłowanie Tyrmanda do klasycznych form nie tylko w ubiorze, lecz także w muzyce jazzowej, którą uwielbiał do końca życia (choć czasem mówi się o porzuceniu jazzu na rzecz rock’n’rolla). Wszyscy goście zgodzili się, że w jazzie pociągała go niekłamana autentyczność i nieskrępowana wolność wyrazu, którą tak cenił we wszystkich dziedzinach życia. Jazz był też muzyką jego dzieciństwa i młodości, czasu studiów w Paryżu, a później — czasu szczególnego rodzaju buntu wobec socrealizmu, który zaowocował takimi inicjatywami jak festiwal Jaz Jamboree, który pamięta o nim do dziś.

Jeszcze raz przez kolejne okresy życia Tyrmanda przeprowadził gości festiwalu film „Dziennik 1954” w reżyserii Jerzego Zalewskiego. Można było potraktować go też jako zapowiedź kolejnej odsłony wydarzenia, poświęconej literaturze.

Pisarz

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

„Pisarz” — odbywające się tydzień później spotkanie miało przypomnieć, że Tyrmand jest w końcu nie tylko autorem arcywarszawskiego „Złego”, lecz także dwóch tomów opowiadań, pięciu powieści i dużego zbioru publicystyki. Między gośćmi od razu rozgorzała jednak dyskusja nad wartością „Złego”, która całkowicie zdominowała spotkanie. Wojciech Tomczyk nakreślił doskonale powody jego niesłabnącej popularności, prowadząc przez największe dzieła polskiej literatury — „Dziady”,  „Pana Tadeusza”, „Potop”. We wszystkich nich widział kolejne wcielenia postaci nawróconego grzesznika Szawła-Pawła, co skłoniło go do uznania debiutu Tyrmanda za powieść głęboko chrześcijańską. Chrześcijańską, choć nie pojawiają się w niej, z powodów cenzuralnych, prawie żadne warszawskie świątynie.

Dariusz Gawin podjął ten topiczny trop w pisarstwie Tyrmanda i porównał „Złego” do batmana, anonimowego mściciela, który pod osłoną nocy wymierza sprawiedliwość — dokładnie tak, jak w komiksach i filmach amerykańskich. Trzecim elementem literackiej układanki okazała się identyfikacja „Złego” jako wschodniej wersji westernu, czyli „Zły” jako eastern, historia miasteczka nękanego przez złoczyńcę. Pozornie sprzeczne koncepcje? Każda jednak ma mocne podparcie w ponad ośmiuset stronicowej powieści, która wciąż wznawiana jest przez kolejnych wydawców.

Musi być coś wyjątkowego w tej książce, coś, co wyróżniało ją już w latach 50. i co przyczyniło się do zaliczenia jej do kanonu współczesnej klasyki polskiej (wbrew nieprzychylnym opiniom krytyków, ograniczeniom w druku itd.). Zdaniem Tomczyka czytelników pociągała i pociąga rzecz bardzo prosta, ale genialna: prawdziwość świata. Również Mariusz Urbanek, autor biografii „Zły Tyrmand”, mówiąc o tej powieści, zwracał uwagę na czarującą czytelników wierność w oddaniu warszawskiej rzeczywistości, która na kartach powieści socrealistycznych nie miała prawa zaistnieć. Tyrmand wyłamał się i z fotograficzną dokładnością sportretował podnoszące się z gruzów miasto, modne panie na ulicach, pościgi gangów w ruinach kamienic. Dariusz Gawin puentował, że Tyrmand miał nadzwyczajną lekkość w operowaniu gatunkami popularnymi, dzięki czemu trafiał do szerokiego grona odbiorców, tworzył literaturę dla wszystkich, choć złośliwi określali ją pogardliwie mianem „literatury dla kucharek”. On tymczasem pełnymi garściami czerpał z międzywojennych dokonań dobrze sytuowanych literatów takich jak Melchior Wańkowicz czy Tadeusz Dołęga-Mostowicz, cieszących się popularnością i godnie żyjących z pracy swojego pióra. Odrobił lekcję swoich poprzedników, choć w czasach odwilży i małej stabilizacji wcale nie dane mu było w pełni wykorzystać swojego potencjału. Początkowe sukcesy w Ameryce, a zwłaszcza publikowanie na łamach New Yorkera, dały Tyrmandowi nadzieję na zdobycie sławy jako pisarz amerykański. Czy udało mu się nie tylko zaistnieć, ale przede wszystkim utrwalić swoją pozycję po drugiej stronie oceanu? To pytanie pozostało otwarte zarówno w dyskusji, jak i w dokumentalnym filmie „Zły” w reżyserii Jerzego Sztwiertni, który był wyświetlony po debacie.

Konwertyta

„Konwertyta” — nawrócony na…? To pytanie na ostatnią odsłonę tegorocznej edycji Festiwalu Teologii Politycznej. Spotkanie będzie poświęcone amerykańskiemu rozdziałowi w życiu Tyrmanda, jego zachwytom i rozczarowaniom Stanami Zjednoczonymi i kulturą liberalną. Wolność, która tak fascynowała go w jazzie, którą afirmował indywidualnym stylem ubierania się i bycia, pod koniec życia zaczęła go przerażać. Czy to nie intrygujące rysy człowieka, tak łatwo szufladkowanego jako barwny ptak swojej epoki?

Ostatnie spotkanie w ramach 4. Festiwalu Teologii Politycznej odbędzie się 14 października. Będzie je można śledzić od godziny 19.00 na kanale Youtube pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=HbSu3g6nkcc&feature=youtu.be

Wszystkie spotkania odbywające się w ramach 4. Festiwalu Teologii Politycznej mają formę wyłącznie online. Transmisje dostępne na stronie www.teologiapolityczna.pl

 

Natalia Szerszeń

___________

Festiwal został dofinasowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Współpraca: Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny

Partnerzy: Rzeczpospolita, Dwójka - Program 2 Polskiego Radia, TVP Kultura, Instytut Tomistyczny

Materiał Promocyjny