Tekst z archiwum tygodnika Uważam Rze

Okupacja hitlerowska utrwaliła się w polskiej pamięci zbiorowej jako jeden wielki koszmar. To oczywiście truizm. Chociaż nie dla kogoś, kto czerpałby wiedzę na ten temat z ówczesnych źródeł. W tym przypadku chodzi o tak zwane gadzinówki, czyli polskojęzyczne tytuły wydawane w Generalnej Guberni z upoważnienia jej władz.

Gdy czytamy „Nowy Kurier Warszawski" (typowy dziennik opinii) czy wychodzący w Krakowie „Ilustrowany Kurier Polski" (prawdziwy tabloid tamtych czasów, urzeka wspaniała szata graficzna), zdumiewa w nich brak jakichkolwiek doniesień dotyczących okupacyjnego dramatu. Właściwie nic nie ma na temat codzienności polskich miast: strzelanin, łapanek, aresztowań, egzekucji. Nawet jeśli przyjmiemy kolaborancką perspektywę walki z „polskimi bandytami".

Są najwyżej wzmianki, jakie znamy z obecnej prasy: o ofiarach wypadków drogowych, bójek, napadów, utonięć, samobójstw, pożarów. Wszystko, co budzi trwogę, rozgrywa się daleko na frontach wojny. Jeśli skończy się ona zwycięstwem III Rzeszy, to nastanie szczęśliwy koniec historii (i nie będzie do tego wcale potrzebna liberalna demokracja). Wydarzenia tuż obok, jak powstanie w getcie warszawskim, okryte są milczeniem. Co jest w takim razie w zamian?

Jest super

Polacy żyją, jakby nic się nie stało. Życie rozrywkowe kwitnie. „Tak się już ułożyło, że wieczorki odbywają się w nocy, fajfy o siódmej wieczorem, a poranki w południe i w niedzielę. Stało się to już niejako prawem zwyczajowym, że w »niedzielę, po mszy świętej, lud się bawi jak najęty«. Każda prawie większa kawiarnia zorganizowała pewien typ porankowego widowiska, znajdując dla swych artystycznych ambicji jakiś modus vivendi" („NKW", 14 kwietnia 1943).

Okupacja nie zaniża bynajmniej poziomu rozrywki. Przykład to warszawski teatrzyk małych form „Miraż". „Rewia »Publiczność ma głos« jest najlepszym tego dowodem. Przede wszystkim uderza w programie brak pewnych akcentów trywialności, jakie od czasu do czasu zdarzały się tu i ówdzie na naszych mniejszych scenkach" („NKW", 13 kwietnia 1943).

Dowiadujemy się też o tym, co jest trendy. „Nowoczesna scena, zwłaszcza zaś rewia, nie może obejść się bez zespołu dziewcząt tańczących, dla których utarła się już i przyjęła powszechnie nazwa girl'sów" („IKP", 31 maja 1942). Kim jest „girl"? Chodzi „o panienkę o bardzo zgrabnej buzi, która wraz ze swymi koleżankami o równie zgrabnych nóżkach i ładnych twarzyczkach stepuje w takt orkiestry jazzowej, wystukując rytm klaskającymi o podłogę sceny drewniaczkami, butami z ostrogami itp.".

Gdy zaś przychodzi lato, mieszkańcy Warszawy tłumnie udają się nad Wisłę, która jest istnym „rajem plażowiczów". „Ten raj jest najwięcej zbliżonym do ideału. W urzędowo nakazanych »listkach figowych« ludek warszawski spędza cały dzień. Wśród amatorów wycieczek w »nieznane» mają kajaki i żaglówki duże powodzenie" („IKP", 27 czerwca 1943).

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Prasa raczy czytelników powieściami w odcinkach i krótkimi nowelami. Nie brakuje łamigłówek. Są też rysunki satyryczne. I kąciki humoru. Dodajmy, że figlarnego. Oto jego próbka z rubryki „Świat się śmieje": „– Zauważyłeś, że suknia tej śpiewaczki, każdego wieczoru jest krótsza? – Tak, a ile wieczorów będzie jeszcze tutaj występowała?" („NKW", 27 września 1942).

Cywilizowanie tubylców

Władze niemieckie troszczą się o ludność Generalnej Guberni. W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby ją „cywilizować" i „modernizować". Jednym z przejawów tego jest zalegalizowanie w roku 1943 – po raz pierwszy na ziemiach polskich – „spędzania płodu" (aborcji), a więc coś, co współcześnie należy do lewicowo-liberalnego katalogu podstawowych „praw człowieka".

W fotoreportażach „Ilustrowanego Kuriera Polskiego" różne warstwy społeczeństwa polskiego wyrażają zadowolenie z traktowania ich przez władze. Tak jest w przypadku chłopów. Podobnie wśród przyszłych ludzi sztuki, którzy – o co dba panujący naród estetów – uczą się w szkole przemysłu artystycznego we Lwowie. „Może wśród jej uczniów znajduje się choć jeden, którego duch będzie kiedyś promieniował przez wieki jak duch Rembrandta, Matejki, Thorwaldsena i Rodina?" („IKP", 12 lipca 1942).

Oczywiście nie wszystko jest całkiem bezproblemowe. Zmora tamtych czasów to tyfus. Władze niemieckie troszczą się więc – jak przystało na administrację nowoczesnego państwa – o upowszechnianie higieny wśród Polaków. Oto fragment relacji z wycieczki warszawskiej młodzieży na „Wystawę Przeciwtyfusową": „Wielkie barwne plakaty przyciągają wzrok licznych par zaciekawionych oczu: »Zaraza idzie ze Wschodu«, »Większość spośród mieszkańców Afryki umiera na choroby zakaźne«, »Epidemie straszniejsze od wojen«. A przyczyna – brud, niechlujstwo, zacofanie" („NKW", 17 marca 1943).

Jest duża szansa, że młode osoby przyciągną tu swoich bliskich: „jutro, pojutrze, może w niedzielę przyjdą tu znowu w towarzystwie braci, sióstr, rodziców i z dumą uświadomionych pionierów walki z tyfusem będą ich sami oprowadzać po terenie wszystkich działów".

W Generalnej Guberni nie przestaje działać Polski Czerwony Krzyż. PCK pomaga szukać polskich jeńców wojennych. Za jego pośrednictwem ich rodziny wysyłają im paczki. Ale nie tylko. „Jedną z akcji Czerwonego Krzyża jest wyszukiwanie dla jeńców niemających rodziny tzw. »chrzestnych mateczek«. Są to panie, które otrzymują adres jednego z takich jeńców, aby z nim korespondować, przesyłać paczki itd. Jednym słowem zastąpić im bliską, serdeczną osobę" („NKW", 13 kwietnia 1943).

Jest też akcja pomocy najuboższym mieszkańcom Warszawy. Możliwa „zarówno dzięki wzrostowi ofiarności społecznej, jak też wskutek wydatnej pomocy władz w dziedzinie przyznawania subwencji oraz przydziałów żywnościowych i odzieżowych".

W głównym nurcie

„Ilustrowany Kurier Polski" to okno na świat. Wręcz na wielki świat. Aspirujący do życia w nim polski czytelnik prasy pozostaje w głównym nurcie kultury masowej. Na zdjęciu widać całującą się parę. To gwiazdy niemieckiego kina: Dorrit Krempler i Willy Fritsch. Podpis pod zdjęciem wyjaśnia: „Pocałunek w filmie działa zawsze emocjonująco czy to jako zakończenie wesołej historii miłosnej, czy też gdy wprowadza łańcuch pełnych napięcia powikłań" („IKP", 14 marca 1943).

Wielki świat to także poznawanie innych krajów wraz z ich kulturami. Wśród nich jest Holandia, która mimo wojny przybiera arkadyjskie oblicze. Jak podczas rytuału inicjującego w dorosłość. „Dzień, w którym mała Belje kończy dziesięć lat, jest dla niej naprawdę wielkim dniem. Do tego dnia biegała ze swymi towarzyszkami z długim warkoczem i w krótkich sukienkach i była dzieckiem. Ale dziś według zwyczaju, wdzieje ona po raz pierwszy długą suknię, taką, jaką noszą kobiety dorosłe, i włoży na wystrojoną główkę wykrochmalony, starannie wyprasowany czepeczek" („IKP", 25 kwietnia 1943).

„Ilustrowany Kurier Polski" przenosi czytelnika także w bardziej egzotyczne miejsca niż Holandia. Fotoreportaż z Indii potwierdza to, że Niemcy lansują postępowe rozwiązania społeczne, takie jak równouprawnienie kobiet, któremu sprzeciwiają się brytyjscy kolonialiści. „Hinduski ruch kobiecy stara się usunąć resztki przestarzałej tradycji" („IKP", 23 sierpnia 1942).

Okazuje się zatem, że wojna III Rzeszy z Wielką Brytanią jest zarazem wojną kultur. A kim są ulubieńcy Niemców? To tacy działacze polityczni jak Mahatma Gandhi. Od czasu jego aresztowania Brytyjczycy stosują „wobec narodu hinduskiego terror, którego zasięg z godziny na godzinę wzrasta".

Dalej mamy chociażby materiał o słynnej wyprawie Ernsta Schaefera do Tybetu w poszukiwaniu azjatyckich korzeni rasy aryjskiej. Zresztą temat znany jest dziś za sprawą filmu „Siedem lat w Tybecie" z Bradem Pittem w roli głównej. Tymczasem polskojęzyczny tygodnik z okresu okupacji nie kryje swojego podziwu dla osiągnięć niemieckiej ekspedycji badającej tajemnice lamaizmu (taki ówczesny New Age). „Brawurowy ten wyczyn pozostanie na zawsze dokumentem niezłomnej woli w służbie wiedzy i nauki, niecofającej się przed żadnym trudem, przed żadnym niebezpieczeństwem, w imię wciąż nowego poznania" („IKP", 25 kwietnia 1943).

Z Indii przemieszczamy się do Maroka. „Po raz pierwszy w swym życiu stoi Fatima, młoda, piękna dziewczyna z gór Rifu, przed skrzynką pocztową w mieście i wrzuca do niej list. List ten ma opowiedzieć narzeczonemu Alemu o jej miłości. Przy tej wysyłce listu wykonuje Fatima wszystkie czynności najdokładniej w ten sposób, jak ją wcześniej pouczono" („IKP", 16 maja 1943).

A pouczenia są niezbędne, zwłaszcza że dotyczą analfabetów. Do nich zaliczają się Fatima i Ali. Dziewczyna podyktowała treść listu piśmiennemu mędrcowi z miasta (na zdjęciu widzimy, jak w geście wdzięczności całuje jego rękę). Gdy Ali będzie chciał przeczytać korespondencję od narzeczonej, również skorzysta z czyjejś pomocy.

Idea zjednoczonej Europy

„Nowy Kurier Warszawski" nie stroni od zaangażowanej publicystyki. W licznych tekstach autorzy (zazwyczaj anonimowi lub podpisani inicjałami) wskazują konieczność solidarnego współdziałania narodów europejskich. Szczególnie, że trwa wojna z bolszewizmem. „Idea solidarności europejskiej wysuwana przez mocarstwa Osi, nieomal od początku obecnej wojny, posiada głębokie przesłanki natury gospodarczej i politycznej. Rozwój ekonomiczny tworzy coraz więcej stosunków wzajemnej zależności pomiędzy poszczególnymi krajami naszego kontynentu. Stan przedwojenny, gdy państwa Europy dążyły do odgrodzenia się od siebie nieprzeniknionymi barierami ceł prohibicyjnych, uniemożliwiał zdrowy rozwój wszystkich twórczych sił gospodarki każdego narodu i powodował ustawiczne konflikty" („NKW", 20–21 marca 1943).

Oczywiście w Europie mamy swoisty podział zadań. „Gdy jedne z jej narodów własnymi piersiami zasłaniają nas przed najazdem czerwonych hord, inne winny pomóc jej pracą. Będzie to praca dla nas samych, bo bolszewizm zagraża naszemu istnieniu, naszej cywilizacji i religii, wszystkiemu, co dla nas drogie, święte i wielkie" („NKW", 7 marca 1943).

A co z tymi Polakami, którzy nie chcą się w to dzieło włączyć? Znamienny jest list czytelnika do redakcji „Nowego Kuriera Warszawskiego", w którym padają następujące słowa: „Tak samo jak w rodzinie, gdzie jedna osoba chora umysłowo zakłóca współżycie, prowokując zarządzenia ochronne – tak samo dzieje się i u nas. »Chorzy umysłowo« rekrutujący się z niedorozwiniętej jeszcze młodzieży, podjudzanej przez czynniki nieodpowiedzialne, z ludzi bez wyczucia politycznego, ze starych i nowych komunistów, wykolejeńców życiowych, przekupnych agitatorów i przeróżnych, dobrze opłacanych ajentów – zakłócają spokój i normę naszego życia w sposób niebezpieczny. Za tych wszystkich »chorych umysłowo« pokutujemy na zasadzie zbiorowej odpowiedzialności, jak ci członkowie rodziny, którzy tolerują u siebie w domu niebezpiecznego szaleńca i nie umieszczają go w odpowiednim zakładzie izolacyjnym" („NKW", 9 marca 1943).

Okazuje się więc, że i wtedy nie brakowało przeciwników „polityki insurekcyjnej" (jak nazywa to zjawisko pewien prominentny polski dyplomata). Jakie jednak proponowali oni rozwiązanie? Ano takie: „rozpoczęcie walki własnymi siłami z owymi »wariatami«, jako szkodnikami przede wszystkim naszego życia, bez oglądania się na »wielką politykę«, która haniebnie nie zdała egzaminu w kraju i na pewno nie zda go na emigracji". Po co? Bo „wtedy w uspokojonych warunkach będziemy mogli przyłączyć się do budowy ogólno-europejskiego wału obronnego, na czym tylko zyskamy wraz z naszymi dziećmi".

Oczywiście w ramach propagandy antybolszewickiej „Nowy Kurier Warszawski" sporo miejsca poświęca odkryciu w roku 1943 śladów zbrodni katyńskiej. Ale myliłby się ten, kto by myślał, że formuła jedności europejskiej to jakiś trwały element światopoglądu propagowanego przez ten dziennik. Wcześniej, przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej, sprawa wygląda inaczej.

Z dumą cytowana jest wypowiedź autorstwa pewnego sowieckiego oficera: „Niemcy zawdzięczają swoje zwycięstwa tak nowoczesnej doktrynie wojennej, jak i przygniatającej przewadze" („NKW", 9 lipca 1940).

W innym miejscu rzuca się w oczy prosty komunikat: „Między Berlinem a Moskwą nie ma żadnych rozdźwięków" („NKW", 20 lipca 1940). Sojusze się więc zmieniają jak u Orwella w „Roku 1984". Tylko Polska nie odzyskuje podmiotowości i wolności.

Przeciwbólowe środki perswazji

Co z tego wszystkiego wynika? Niemcy świetnie zdawali sobie sprawę z opiniotwórczej roli mediów. Bo media to bądź co bądź czwarta, nie byle jaka, władza. Kiedy przeglądamy się w nich jak w lustrze, one nad nami panują. Mogą nasze poczucie wartości czy godności zarówno zawyżać, jak i zaniżać. Mogą nasze potrzeby czy nasze kompleksy rozgrywać. Mogą to robić dziś, jak mogły ponad pół wieku temu.

Tymczasem nie możemy zapominać, że skuteczny podbój to nie tylko brutalna przemoc, lecz i miękkie, wręcz przeciwbólowe, środki perswazji. Od zniewolenia fizycznego groźniejsze pozostaje zniewolenie duchowe.

Październik 2011