Dramatyczny mecz w Gdyni przyniósł sensacyjny zwrot w rywalizacji o złote medale.

– Przed jej rozpoczęciem nikt nie dawał nam najmniejszych szans na sukces, tymczasem teraz brakuje nam tylko jednej wygranej do zdobycia mistrzostwa Polski – mówił  po wtorkowym meczu trener Turowa Jacek Winnicki. Zaraz jednak zaznaczył, że do pełni szczęścia droga jeszcze daleka.

Bez względu na to, jak ta rywalizacja się zakończy, jego drużyna zasługuje na słowa uznania: za waleczność, kondycję, odporność psychiczną i konsekwencję.

Zespół Turowa ma prawo być zmęczony: rozgrywał maksymalną liczbę spotkań w ćwierćfinale i półfinale, do finału przystąpił z marszu. Po drodze tracił kolejnych graczy: najpierw samowolnie opuścił zespół rozgrywający Ivan Koljević, niedawno kontuzji doznał skrzydłowy Marko Brkić, a we wtorkowym meczu złamania nosa, po uderzeniu łokciem przez Qyntela Woodsa, doznał środkowy Ivan Zigeranović, zwieziony na noszach z parkietu prosto do szpitala.

Ubytki kadrowe, paradoksalnie, tylko wzmacniały ducha zespołu, który w ostatnich minutach piątego  meczu w Gdyni dał pokaz wielkiej determinacji i spokoju.

Prokom, po problemach w pierwszej kwarcie, na początku drugiej połowy prowadził  już 41:31, ale goście szybko odrobili straty. W końcówce czwartej kwarty obie strony miały szanse zapewnić sobie na wygraną, nikomu się nie udało. W dogrywce niesamowitą serią rzutów z dystansu i podań do Daniela Kickerta popisał się najlepszy zawodnik Turowa Torey Thomas (17 pkt, 10 asyst, 5 zbiórek), który od 25. minuty grał z czterema faulami. Gdy opuszczał boisko po piątym, jego zespół prowadził 76:71 po rzucie Michała Gabińskiego na 56 sekund przed końcem dogrywki. Tej przewagi koszykarze Turowa już nie pozwolili sobie odebrać.

Trener Asseco Tomas Pacesas miał swojemu zespołowi, osłabionemu brakiem kontuzjowanego Roberta Witki, niewiele do zarzucenia. Walczyli wszyscy (poza Filipem Widenowem, który w ogóle  nie wszedł do gry), drużyna wygrała zbiórki (47-39), uaktywnił się Woods (18 pkt, 9 zb.), nie wpadło tylko kilka rzutów z łatwych pozycji.  No i  Turów wykonywał więcej rzutów wolnych (21/34, Prokom – 13/22), a ten element gry wyznacza zwycięzcę w finałowych meczach.

W historii play-off w lidze koszykarzy jeszcze nikt nie wyszedł zwycięsko z serii do czterech zwycięstw, gdy przegrywał 2-3. Czy Prokom jest w stanie złamać tę zasadę?

FINAŁ (do 4 zwycięstw)

Asseco Prokom Gdynia – PGE Turów Zgorzelec 79:84 (17:18, 19:13, 16:23, 12:10, 15:20).

Asseco: Q. Woods 18, 9 zb., D. Ewing 15, A. Hrycaniuk 13, 12 zb., K. Szubarga 10, 5 as., R. Burrell 7, 11 zb., R. Varda 6, P. Szczotka 4, C. Eldridge 3, T. Adams 3, A. Łapeta 0.

Turów: D. Jackson 18, 5 zb., T. Thomas 17, 10 as., 5 zb., K. Wysocki 11, 6 zb., R. Tomaszek 11, 8 zb., M. Gabiński 11, 5 zb., D. Kickert 10, 7 zb., B. Bochno 3, M. Kuebler 2, I. Zigeranović 1.

Stan rywalizacji 2-3. Szósty mecz w piątek w Zgorzelcu (18, TVP Sport), ewentualny siódmy w poniedziałek w Gdyni.