Przed środowym ćwierćfinałem trudno było zakładać, że Polacy jeszcze w piątek będą w grze. Wypadało wierzyć i mieć nadzieję, bo pokazywali, że nie boją się gwiazd NBA i twardej walki, ale przecież naprzeciwko nich stawali mistrzowie Europy z Luką Donciciem, którego nie bez powodu uważa się za najlepszego koszykarza na świecie. A przecież to nie jest jedyna broń Słoweńców, którzy mogą liczyć na weterana Gorana Dragicia (Chicago Bulls), Vlatko Cancara (Denver Nuggets) i całą plejadę graczy z doświadczeniem w Eurolidze.

Tymczasem zawodnicy Igora Milicicia od pierwszych minut pokazali, że mają pomysł na grę, po kolei wytrącali rywalom atuty z ręki i sami trafiali kolejne rzuty. Nie pękli nawet wtedy, gdy Słoweńcy w trzeciej kwarcie odrobili straty i wyszli na prowadzenie.

Czytaj więcej

Wielki wieczór Polaków. Awansowali do półfinału EuroBasketu!

Akcje, w których Michał Sokołowski utrudniał życie Donciciowi mogą obejrzeć trenerzy klubów NBA. Polak był przez cały czas przyklejony do swojego rywala, rzadko pozwalał się mijać, a jeśli już Doncić znalazł się blisko kosza, to momentalnie wyrastała przed nim ściana zawodników w czerwonych koszulkach. Sokołowski sam potrafił Słoweńca ograć i zdobyć punkty.

Granie przeciwko gwiazdom polski skrzydłowy przećwiczył jeszcze przed EuroBasketem. W meczu preeliminacji do kolejnych mistrzostw Europy krył Bojana Bogdanovicia z Utah Jazz i robił to bardzo skutecznie. Długi momentami Bogdanović był na parkiecie wyraźnie zagubiony.

Teraz przed generałem polskiej obrony kolejny arcytrudny test, bo trzeba będzie się zmierzyć z innym świetnym strzelcem Evanem Fournierem, który ma za sobą kilkanaście lat gry w NBA. Koszykarzy z takim CV jest we francuskiej kadrze kilku (Rudy Gobert – jeden z najlepszych obrońców NBA, Timothe Luwawu-Cabarrot i Theo Maledon), a do tego jeszcze kilku, którzy za oceanem grali, a teraz są w Eurolidze. Przed wyjazdem na turniej Sokołowski mówił jednak „Rz”, że nigdy nie liczy, ilu takich graczy ma w składzie drużyna rywali i nie były to czcze przechwałki.

W piątek będzie musiał być blisko Fourniera, bo potężną bronią Francuza są rzuty z dystansu. W lidze NBA trafia z niemal 40-procentową skutecznością, a zdarzały mu się mecze, gdy trafiał dziesięć razy za trzy punkty.

Podczas EuroBasketu statystyki ma trochę słabsze, ale w każdym momencie może zacząć trafiać seriami. Warto go atakować, bo zdarza mu się łapać w meczu po kilka przewinień. Dwa razy miał na koncie po cztery faule, a ćwierćfinału z Włochami nie dokończył z powodu popełnienia piątego przewinienia.

Trzeba będzie też utrudnić grę Thomasowi Heurtelowi, rozgrywającego Realu Madryt. Kto wie, czy pojedynek zawodników prowadzących grę swoich drużyn nie okaże się kluczowy. Mateusz Ponitka jest świetnym obrońcą i ma nad Heurtelem przewagę fizyczności. Może go atakować, wymuszać na nim faule, a jeśli nie pozwoli mu podawać do kolegów, to Francuzi mogą wpaść w kłopoty.

Po ćwierćfinałowym meczu z Włochami mówił o tym sam Heurtel. – Moją rolą w tym zespole jest bycie organizatorem. Pod koniec meczu nasz najlepszy ofensywny zawodnik Evan Fournierbył na ławce rezerwowych. Grałem z Rudym Gobertem, Guerschonem Yabusele, Terrym Tarpeyem i Timothé Luwawu-Cabarrotem, którzy nie są tak naprawdę zawodnikami, których mocną stroną jest kreowanie gry. Wziąłem na siebie obowiązki i ci, którzy mnie znają wiedzą, że się tego nie boję – oceniał Francuz, cytowany przez gazetę „L’Equipe”.

Nie będzie to zadanie łatwe, ale nie jest dla Polaków niewykonalne, skoro udało się z Donciciem. Sam Słoweniec mówił na konferencji prasowej po porażce w ćwierćfinale, że miejsce Ponitki z jego umiejętnościami, jest w lidze NBA.

Trudny test czeka też Aleksandra Balcerowskiego, który w czasie ME stał się graczem europejskiego formatu. Polski środkowy otwarcie mówi o swojej pogoni za marzeniami, czyli grze w NBA. Jeszcze kilka tygodni temu ten cel wydawał się odległy, ale teraz z każdym meczem wydaje się bardziej realny. Balcerowski wzmocnił się fizycznie, poszerzył repertuar manewrów, świetnie wykorzystuje zasięg ramion i umiejętność rzucania z dystansu. Teraz przed nim kolejne wyzwanie – Rudy Gobert, czyli 215 centymetrów mięśni. Jeśli gracz Minnesoty Timberwolves się zmęczy, to wejdzie za niego Vincent Poirier (Real Madryt). Balcerowskiemu też powinni pomagać koledzy, choćby Dominik Olejniczak, który ma mniej atutów w ataku, ale za to 213 cm wzrostu i w walce wręcz nie ustąpi nikomu.

Tam, gdzie Francuzi mają największe atuty, Polacy mają też sposoby, żeby je zneutralizować. Do tego trzeba dodać mądry sztab trenerski z Igorem Miliciciem na czele i zaangażowanie, które widać na każdym kroku. Przez kilka tygodni stali się „kompanią braci”, którą można porównać do skaczących za sobą w ogień piłkarzy ręcznych Bogdana Wenty. Być może jednoczy ich też chęć pokazania, ile tak są warci, bo przed turniejem nikt na nich nie stawiał. Lubi to zwłaszcza kapitan Ponitka, który po meczu ze Słowenią mówił przed kamerami TVP, że hejterzy go nakręcają.

Skoro Polacy są już w półfinale, to czemu nie marzyć o podniesieniu w górę pucharu za mistrzostwo?

Weekend w Berlinie

Piątek: półfinały: Polska – Francja (17.15, TVP 1 i TVP Sport), Niemcy – Hiszpania (20.30, TVP Sport)

Niedziela: mecz o trzecie miejsce (17.15); finał (20.30)