Przed spotkaniem role były rozpisane: Słoweńcy byli faworytami, mając w składzie jednego z najlepszych koszykarzy na świecie Lukę Doncicia, a do tego weterana Gorana Dragicia, Vlatko Cancara czy Jakę Blazicia. Oni mają za zadanie obronić mistrzostwo Europy i dołożyć do kolekcji kolejne trofeum.

Biało-czerwoni mieli pokazać serce, charakter i zostawić po sobie piękne wspomnienia. Ten turniej był i tak jednym z najlepszych w całej historii występów reprezentacji Polski na parkiecie, więc każdy takie rozstrzygnięcie przyjąłby ze zrozumieniem.

Tymczasem zawodnicy Igora Milicia wyszli na parkiet z postanowieniem, że napiszą własny scenariusz. Grali fantastycznie w ataku, dzielili się piłką i trafiali z dystansu, w tym trzy razy sprzed nosa Doncicia. Swoje dobre akcje dokładał Aleksander Balcerowski, który był skuteczny i blisko kosza, i z dystansu.

Jeszcze ważniejsza była gra w obronie, gdzie Polacy zakładali pułapki na Doncicia. Nie dał się ograć Balcerowski, za chwilę nie pozwolił się minąć Sokołowski cały czas przyklejony do rywala, a potem jeszcze Slaughter zabrał piłkę Słoweńcowi. Kiedy Doncić wchodził pod kosz, czekała już tam na niego niemal cała polska drużyna. Sfrustrowany Doncić krytykował decyzje arbitrów i denerwował się na kolegów. Lider rywali miał też problemy ze zdrowiem. Obił sobie rękę, blokując Jarosława Zyskowskiego, a potem jeszcze uszkodził biodro.

Polacy mylili się rzadko (w pierwszej połowie tylko trzy straty), ich przewaga rosła, w pewnym momencie wynosiła nawet ponad 20 punktów, więc nic dziwnego, że Słoweńcy się frustrowali, a Dragić ostro sfaulował atakującego kosz Sokołowskiego. Ciężko było w to uwierzyć, ale Polacy na przerwę schodzili prowadząc 58:39.

Wydawało się, że Polacy są już na prostej drodze do półfinału, ale kibiców w ten wieczór czekał jeszcze niejeden rollercoaster. Trzecia kwarta rozpoczęła się od szturmu Słoweńców i trójki Doncicia, za chwilę piłkę stracił Ponitka, potem Slaughter, a Sokołowski popełnił faul. Rywale zaczęli się rozpędzać i w kilka minut odrobili niemal wszystkie straty.

Polacy wyglądali na przestraszonych i zdezorientowanych tym, co się dzieje. Nie potrafili się przedrzeć pod kosz, rzucali z ośmiu metrów i pudłowali. Nie było nikogo, kto by pociągnął grę.

Jakby było mało, to w ostatniej części spotkania szybko piąty faul złapał Balcerowski. Wydawało się, że za chwilę Słoweńcy rozstrzygną losy meczu. Na parkiet za niego wszedł Aleksander Dziewa z czterema faulami na koncie. Gracz Śląska Wrocław zaczął jednak robić małe rzeczy, a ciężar gry wziął na siebie Ponitka. Kapitan szalał: zbierał, podawał, trafiał i dawał się faulować. Wymusił piąty faul Doncicia i postawił Słoweńców pod ścianą.

To, co wydawało się niemożliwe, stawało się powoli realne. Zawodnicy Milicicia grali mądrze, dawali się faulować, a Słoweńcy coraz mocniej się spieszyli. W ostatnich sekundach Słoweńcy jeszcze zmniejszyli stratę, ale to było wszystko, na co ich było stać.

EuroBasket
Ćwierćfinał

Słowenia - Polska 87:90 (26:29, 13:29, 24:6, 24:26)
Punkty dla Polski: Ponitka 26, Slaughter 16, Sokołowski 16, Zyskowski 14, Balcerowski 11, Cel 4, Dziewa 3
Punkty dla Słowenii: Cancar 21, Dragić 17, Doncić 14, Blazić 13, Prepelić 9, Tobey 8