Mecze między Golden State Warriors i Boston Celtics gwarantują huśtawkę nastrojów. Końcówka pierwszego meczu

należała do ekipy z Bostonu, a Warriors mogli mieć pretensje tylko do siebie, bo pozwolili rywalom rzucić w ostatniej kwarcie 40 punktów.

Kilka dni później Stephen Curry i spółka wzięli srogi rewanż. Zatrzymali Boston na poziomie 88 punktów – najniższy wynik Celtics w tych play-offach – a sami zdobyli ich 107.

Amerykanie kochają statystyki, a z tych wynika, że przy tak wyrównanej serii mistrzostwo zazwyczaj zdobywa ten, kto wygra trzeci mecz. Kluczowe może być to, kto zachowa więcej zimnej krwi.

Warriors w tej serii już pokazali siłę mentalną. Jeśli przegraliby drugi mecz na własnym parkiecie, to ich szanse spadłyby drastycznie. Tylko cztery zespoły zdobyły mistrzostwo, zaczynając od dwóch porażek – jednym z nich byli Los Angeles Lakers, którzy w 2016 roku wyrwali tytuł Warriors właśnie.

Nic dziwnego, że od razu po zakończeniu pierwszego spotkania atmosfera w szatni była dość podła, ale już na ostatnim treningu przed niedzielnym rewanżem zawodnicy mieli się śmiać i żartować.

Trener Steve Kerr tłumaczył dziennikarzom i kibicom, że jego zawodników mało co może zdziwić lub zaskoczyć w walce o złote pierścienie NBA. Dla dużej części z nich (Curry, Andre Iguodala czy Klay Thompson) to już kolejny finał.

– Doświadczenie z gry w play-off ma dużą wartość. Pozwala zrozumieć, że w czasie serii meczów zdarzają się lepsze i gorsze momenty. Bardzo ważne jest, by nie zatrzymywać się, ale przejść do następnej strony. Jeśli wygrasz, rozluźnisz się i opuścisz gardę, to wpadasz w kłopoty – tłumaczy szkoleniowiec, który zdobywał pierścienie jako zawodnik i trener.

Jego koszykarze wygrywali oraz przegrywali tytuły, cieszyli się z fanami podczas parad, ale i przeżywali gorzkie rozczarowania, siedząc w szatni. Do tego można dorzucić kontuzje, które też ich hartowały. Thompson wrócił do gry po dwóch latach przerwy. Curry stracił niedawno pół sezonu po złamaniu ręki, ale znów jest na szczycie.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Na play-off dział marketingu Warriors przygotował koszulki z hasłem „Gold Blooded”, nawiązujące zarówno do Złotego Stanu Kalifornii, jak też żądzy zdobywania trofeów. Po drugim meczu i po tym, jak drużyna poradziła sobie z presją, równie dobrze pasowałby slogan „cold blooded”, bo zrobili to z zimną krwią.