Jego zespół rywalizuje w finale Konferencji Zachodniej z Dallas Mavericks. Sport zszedł jednak na dalszy plan, bo dzień wcześniej podczas strzelaniny w szkole w Uvalde zginęło 21 osób.

– Pytania o koszykówkę nie mają dziś znaczenia – oznajmił Kerr i opowiedział: o ciemnoskórych starszych ludziach, którzy zginęli podczas zakupów w Buffalo, o Azjatach zabitych w drodze do kościoła i o dzieciach zamordowanych w szkole. Może, jak sam przyznał, przez sześć poprzednich godzin w jego zespole zmieniło się niewiele, ale w Teksasie wydarzyło się bardzo dużo.

Nagranie z monologiem Kerra tylko na Twitterze obejrzały ponad 22 miliony ludzi. Usłyszeli, jak oskarża senatorów, że trzymają Amerykanów jako zakładników, bo nie chcą nawet głosować nad projektem ustawy ograniczającej dostęp do broni, którą w ubiegłym roku przyjęła Izba Reprezentantów. – Czy naprawdę przedkładacie żądzę władzy ponad życie dziadków i dzieci? Chciałbym, aby wszyscy, którzy mnie słuchają, pomyśleli o tym, że 90 procent Amerykanów chce zmiany ustawy, ale oni nie będą głosować. To żałosne. Mam dość – krzyknął Kerr, po czym zerwał się z krzesła i wyszedł z sali.

Czytaj więcej

Miały siedem, dziesięć lat. Zginęło ich dziewiętnaścioro

Kiedyś sam poniósł tragiczną stratę. Gdy miał 18 lat, jego ojciec Malcolm zginął w Bejrucie. Dostał dwa strzały w tył głowy, kiedy wychodził z biura. Trwała wówczas wojna domowa w Libanie. Motywów jego morderców, rzekomo islamskich ekstremistów, nie poznaliśmy do dziś.

Nie pojechał na pogrzeb, wolał zatracić się w wysiłku. Grał już wówczas w koszykówkę na Uniwersytecie w Arizonie, cztery lata po śmierci ojca Phoenix Suns wybrali go w drafcie NBA.

Kerra, który krzyczał, że „ma już dość składania kondolencji i momentów ciszy”, wsparli w mediach społecznościowych LeBron James i Stephen Curry, a koszykarz Warriors Damion Lee podczas pomeczowej konferencji oznajmił: – Dziś łatwiej jest w Ameryce kupić broń niż mleko w proszku. Niewiarygodne, w jakim kraju żyjemy.