Rz: Po trzech latach przerwy znów jest pan na zgrupowaniu kadry. Za rok reprezentacja Polski zagra w mistrzostwach Europy przed własną publicznością...

Marcin Gortat: Tworzymy grupę zawodników dopiero rozpoczynających wspólną drogę. Wielu już gra na wysokim poziomie. Czas na pokazanie tego w drużynie narodowej. Bardzo chciałbym zagrać w półfinałach Euro 2009, które przecież odbędą się w mojej rodzinnej Łodzi.

Swój debiutancki sezon w NBA w barwach Orlando Magic uważa pan za udany czy oczekiwania były większe?

Gdybym usłyszał to pytanie trzy miesiące temu, powiedziałbym, że był średni. Dzisiaj uważam, że był bardzo dobry, bo przebiłem się do składu i zagrałem w decydujących meczach play-off.

Nie miał pan chwil zwątpienia po tak długim oczekiwaniu na grę?

Przychodziły myśli, by wrócić do Europy, poszukać innego klubu. Ale były to tylko chwile – do pierwszego telefonu do rodziców czy przyjaciół. Cieszę się, że mam wokół siebie ludzi, którzy mi pomagają.

Okazało się, że warto być cierpliwym.

Cierpliwość to ważna cecha dla młodego sportowca. Trzeba czekać na odpowiedni moment. U niektórych trwa to miesiąc, u innych rok czy pięć lat. Ważne, by wierzyć w siebie.

Który z rywali w NBA zapadł panu najbardziej w pamięć?

Rasheed Wallace z Detroit Pistons. Jest strasznie silny, arogancki, chce wygrywać i każdego młodego zawodnika stara się skarcić pod koszem.

Na treningach pracuje pan ze znakomitym do niedawna środkowym Patrickiem Ewingiem. Jaki on jest?

Bardzo duży. Przydomek King Kong nie kłamie. Nasza współpraca układa się znakomicie. Patrick jest nie tylko trenerem, ale też mentorem, opiekunem. Potrafi dostrzec u młodego zawodnika chwile załamania. Rozmowy z nim mocno mnie podbudowują.

Kto kogo ogrywa podczas zajęć?

Zdarza się, że Patrick chwyta piłkę pod koszem i prowokuje: „Pokaż, co potrafisz, Polaku!”. Ale to są bardziej pojedynki dla śmiechu. On już za dużo się nie rusza, gra bardziej na stojąco. Ja też raczej się wygłupiam, niż staram na poważnie.

Zostaje pan w Orlando na następny sezon?

Tak. W moim gwarantowanym kontrakcie była klauzula, że jeżeli klub nie zerwie go do 20 lipca, to będzie on ważny do końca przyszłego sezonu. Ale czy będę grał w Orlando? NBA to jeden wielki biznes i zawodnik idzie tam, gdzie wskaże jego klub. W ciągu minionego roku nauczyłem się, że lepiej nie planować. Wiele sobie obiecywałem, a działo się zupełnie co innego. Wolę pozostać w teraźniejszości. Dzisiaj ćwiczę z kadrą, a może się okazać, że po powrocie do hotelu dowiem się, że zostałem przetransferowany do innego klubu. Wszystko może się wydarzyć. Najważniejsze to ciężko trenować.

Wkrótce początek igrzysk olimpijskich. Czy amerykańska reprezentacja złożona w całości z graczy NBA jest w stanie zdobyć złoty medal? Broniąca tytułu Argentyna i mistrz świata Hiszpania są bardzo mocne.

Uważam, że zespół USA jest zdecydowanym faworytem. Obecni reprezentanci naprawdę chcą wygrać olimpiadę. Dwight Howard, kolega z Orlando Magic, powiedział mi, że jedzie do Pekinu tylko po to, by zbierać piłki i blokować rzuty, że podporządkuje drużynie indywidualne ambicje. Zrobi wszystko, żeby tylko zdobyć złoto.