Czy to trzecie miejsce jest pani największym sukcesem, wcześniej w zawodowej karierze odniosła pani przecież 18 zwycięstw?

Cieszę się przede wszystkim z tego, że udało mi się być częścią historii kobiecego kolarstwa. Od wielu lat czekałyśmy na ten wyścig. W końcu do niego doszło i w tej nowej edycji jestem trzecia. To było moim marzeniem i celem naszej grupy Canyon-SRAM Racing. Miałam jeszcze aspiracje, by wygrać jeden z etapów. Upatrzyłam sobie trzeci, najbardziej mi się podobał, ale miałam kraksę i wytrąciło mnie to z rytmu. Po całym wyścigu czuję jednak ogromną radość.

To był dla pani najważniejszy wyścig w sezonie?

Wiedziałam, że będzie wyjątkowy dla mnie i całego kobiecego kolarstwa. Poświęciłam wiele tygodni na przygotowania wyłącznie do tego wyścigu. To dla mnie wskazówka, że jeśli dokonam takiego wyboru – mogę osiągnąć znaczący wynik.

Czytaj więcej

Tour de France kobiet. Katarzyna Niewiadoma na podium

Czy ten Tour de France był rzeczywiście inny od pozostałych wyścigów w sezonie?

Oj tak, zdecydowanie. Wielu kolarzy uprzedzało mnie, że ten wyścig jest wyjątkowy ze względu na emocje, na energię, jaką otrzymuje się od fanów. Czegoś podobnego trudno doświadczyć w innym kraju. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, z czym to się wiąże, ale potem przekonałam się na własne oczy. Niesamowite, ilu ludzi nas wspierało. Nawet gdy jechałyśmy przez wioski, mijałyśmy pola, na poboczach dróg było pełno ludzi. Przyciągnęłyśmy kibiców. To ogromne zainteresowanie widać też było w telewizji, w social mediach. Przeżyłam coś szczególnego. Zastanawiałam się nad tym. Ciężko jest mi zrozumieć, dlaczego ten wyścig przyciąga tyle uwagi, dlaczego jest tak szczególny, po prostu tak jest. On jest częścią historii kolarstwa. I w końcu mamy szansę, my kobiety, ścigać się we Francji, uczestniczyć w tak wielkim wydarzeniu. Trzeba docenić rolę telewizji, która bardzo przyczyniła się do tego wzrostu zainteresowania. Przecież do tej pory przez wiele lat telewizja włączała się z relacjami na wyścig kobiet w ostatnich 20–30 minutach. Obszerniejsze transmisje pomogą naszemu sportowi być bardziej widocznym i popularnym.

Francuski sportowy dziennik „L’Equipe”napisał, że ten wyścig będzie stanowić nowy etap w rozwoju kolarstwa kobiet. Zgadza się pani z tą opinią?

To już widać. Wiele drużyn chce zwiększyć inwestycje w kolarstwo kobiet, zatrudnić więcej osób do obsługi. W środowisku nastąpiła mobilizacja.

Czy to się przełoży na wyższe kontrakty dla kobiet?

Jest pod tym względem lepiej. Przez ostatnie dwa lata wiele się zmieniło. Kiedy podpisałam pierwszy kontrakt z profesjonalną ekipą, była to 1/10 tego, co dziś otrzymują zawodniczki na starcie. Każda drużyna ma ustanowione minimum pensji, które musi wypłacić.

Czyli kobiety mogą już godnie żyć z tego, co zarabiają, w zawodowym peletonie?

Tak.

Ale z drugiej strony jest też cena, którą trzeba zapłacić za sukces, w kolarstwie bywa ona bardzo wysoka. Czy fizycznie i psychicznie ten wyścig dał się pani szczególnie we znaki?

Od samego początku był ciężki, nerwowy. Było czuć, że zawodniczki przyjechały do Francji w wysokiej formie. Każda z nas chciała się pokazać, być widoczna w telewizji, w mediach, dlatego byłyśmy tak bardzo aktywne, a to rozpędzało peleton. Od pierwszego etapu do ostatniego było strasznie wysokie tempo, non stop coś się działo.

Jakie ma pani cele na ten sezon? Medal mistrzostw świata, a może już pani myśli o igrzyskach olimpijskich w Paryżu, to już za dwa lata?

Większość wyścigów, w których biorę udział, chcę wygrać, ale na końcowy wynik składa się wiele czynników. W takich wyścigach jak mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie trzeba mieć mocną drużynę. Holenderki mają pięć, sześć zawodniczek, z których każda może wygrać, podobnie Włoszki. One trzymają karty w ręku.

Michał Kwiatkowski i Rafał Majka przeżywają kłopoty, to pani jest teraz gwiazdą polskiego kolarstwa. Jak pani się czuje w tej roli?

Nie zgadzam się z tą opinią. To normalne, że ktoś ma lepszy czy gorszy sezon. Wiem, ile pracy oni wkładają w to, żeby osiągnąć wyniki, jakie mieli i mają. Nigdy nie patrzę na to, kto w danej chwili jest lepszy. Twierdzę, podobnie jak Justyna Kowalczyk, że osoby, które mają sukcesy na swoim koncie, zawsze będą mistrzami, tak jak Rafał i Michał. Nieważne, jaki był ich ostatni wynik, które miejsce zajęli w ostatnim wyścigu. Nasze ciała są bardzo wrażliwe, kruche. Wystarczy, że w jednym sezonie trochę za mocno potrenujemy i wszystko idzie w inną stronę.

Jakie ma pani plany na najbliższe dni po tak ciężkim wyścigu?

Na razie wyłącznie odpoczynek. Od dwóch miesięcy żyłam tylko Tour de France. Poświęciłam cały swój czas, żeby się jak najlepiej przygotować. Zrezygnowałam z normalnych ludzkich aktywności. Teraz będę się cieszyła wolnością. Mogę wyjść na kolację i nie zwracać uwagi na to, żeby wcześniej wrócić do domu, aby przespać dziewięć godzin. Chcę się na chwilę odciąć od sportu i po prostu żyć.