Słoweniec wykorzystuje podczas tegorocznej Wielkiej Pętli wszystkie szanse. Pogacar najpierw błysnął podczas jazdy indywidualnej na czas, później dał pokaz siły na etapie z odcinkami bruku, a teraz wygrał odcinek przypominający wyścigi klasyczne - zakończony serią niewielkich podjazdów.

Walkę o zwycięstwo stoczyło 23 kolarzy. Czołówkę dzieliły trudności etapu oraz kraksy. Jedna z poważniejszych wydarzyła się 8 km przed metą, kiedy peleton za zakrętem zaskoczyła drogowa wysepka. Jednym z poszkodowanych był lider Bory-Hansgrohe, Rosjanin Aleksandr Własow.

Pierwszy do ataku ruszył na finiszu Primoż Roglić, który dzień wcześniej leżał w ucieczce, sam nastawił sobie wybity bark i stracił do Pogacara ponad dwie minuty. Teraz pokazał, że wciąż nie rezygnuje z walki, choć rolę lidera w zespole Jumbo-Visma przejął już raczej Jonas Vingegaard.

Tour de France
Wyniki 6. etapu

1. T. Pogacar (Słowenia, UAE Team Emirates) 4:27:13
2. M. Matthews (Australia, Bixe-Exchange) +0:00
3. D. Gaudu (Francja, Groupama-FDJ) +0:00

34. R. Majka (UAE Team Emirates) +0:26
73. Ł. Owsian (Arkea Samsic) +4:04
124. K. Gradek (Bahrain-Victorious) +7:28
125. M. Bodnar (TotalEnergies) +7:28

Klasyfikacja generalna:
1. T. Pogacar (Słowenia, UAE Team Emirates) 20:44:44
2. N. Powless (USA, EF Education-EasyPost) +0:04
3. J. Vingegaard (Dania, Jumbo-Visma) +0:31

49. Ł. Owsian (Arkea Samsic) +6:47
112. R. Majka (UAE Team Emirates) +17:56
121. K. Gradek (Bahrain-Victorious) +19:58
130. M. Bodnar (TotalEnergies) +21:41

Wcześniej, pięć kilometrów przed końcem etapu, ataku spróbował Alexis Vuillermoz. Francuz nie zbudował jednak zbyt dużej przewagi, a jego akcję zakończył na ostatnim podjeździe Rafał Majka, który jest podczas Tour de France jednym z najważniejszych przybocznych Pogacara.

Żółtą koszulkę lidera stracił Wout van Aert, ale zrobił to w wielkim stylu. Porwał się na ucieczkę, przez ponad połowę etapu jechał przed peletonem. Poczynał sobie tak, jakby nikt go nie uprzedził, że takich rzeczy się nie robi. Prędkość była wysoka, rywale gubili koło, wreszcie został sam.

Belg właściwie nie jechał, tylko frunął - jego tempo zmusiło peleton do takiego wysiłku, że Pogacar minął metę 30 minut przed najbardziej optymistycznym scenariuszem księgi wyścigu. Kolejny wysiłek czeka go w piątek, kiedy meta stanie na trudnym podjeździe, Płaskowyżu Pięknych Panien.