Niewiadoma wygrywała już prestiżowe wyścigi i stawała na podium mistrzostw Europy, ale podczas najważniejszej imprezy zawsze brakowało jej zdrowia albo szczęścia. Teraz wreszcie doczekała się medalu.

Walczyła imponująco – likwidowała ucieczki, sama próbowała atakować. Przeciwniczki ją doścignęły, ale zachowała jeszcze siły na finisz. Minęła metę trzecia, szybsze były tylko Włoszka Elisa Balsamo i Holenderka Marianne Vos. To reprezentantki potężnych kolarskich krajów, które zawsze wysyłają na wielkie imprezy drużyny pełne gwiazd.

– Wyścig był bardzo trudny, kilka razy szukałam swojej okazji. Marzyłam i dalej będę marzyć o zdobyciu tęczowej koszulki, ale wywalczenie medalu jest czymś równie wspaniałym – powiedziała Polka na mecie przed kamerą Eurosportu. Podziękowała też koleżankom, bo choć na ostatnich kilometrach została sama, to wcześniej pozostałe reprezentantki Polski pracowały dla swojej liderki.

Czytaj więcej

Katarzyna Niewiadoma z brązowym medalem kolarskich MŚ

Trener Zbigniew Klęk kilka lat temu nazwał Niewiadomą „Rafałem Majką w spódnicy". Los dał jej talent i żelazne płuca, ale za mięśniami nie zawsze nadążała głowa. Sama zawodniczka wyjaśniała niedawno w rozmowie z „Rz", że na poprzednie igrzyska do Rio (2016) pojechała jako mentalny wrak – narzuciła sobie taką presję, że kolarstwo przestało ją cieszyć.

Pandemia pomogła jej się wyciszyć i zrozumieć, co w życiu ważne. – Mam 26 lat i nie wiem, czy chciałabym kontynuować karierę po trzydziestce – mówi. – Chcę mieć czas dla siebie, zająć się czymś innym. Podróżować, zwiedzać świat, założyć rodzinę. Nie boję się końca kariery i to mnie uspokaja. Mam piękne życie. Dojrzałam do tego, że rodzina jest ważniejsza niż sport.

Nie boję się końca kariery i to mnie uspokaja. Mam piękne życie.

Katarzyna Niewiadoma

Kolarki i kolarze rywalizowali na malowniczych trasach we Flandrii, która wiosną jest sceną prestiżowych wyścigów klasycznych. Organizatorzy zafundowali im całą serię wspinaczek po wąskich, krętych ścieżkach. Trasa była wyczerpująca, a zawodnicy już wiele kilometrów przed metą dopytywali sędziów o różnice czasowe, bo w mistrzostwach świata nie mają dostępu do radia.

Tytuł wywalczony rok temu w Imoli obronił Francuz Julian Alaphilippe. Zrobił to w wielkim stylu – atakował kilka razy i tak wymęczył rywali, że ostatnią rundę przejechał samotnie. Tęczowa koszulka to także nagroda za rozsądek. Francuz kilka tygodni wcześniej nie poleciał na igrzyska olimpijskie do Tokio, bo wolał spędzić ten czas z niedawno urodzonym synem.

Kilkadziesiąt sekund za zwycięzcą linię mety minęła czteroosobowa grupa pościgowa. Sprint o srebro wygrał Holender Dylan van Baarle, trzeci był Duńczyk Michael Valgren. Klęskę ponieśli Belgowie oraz Włosi, słabo spisał się też Michał Kwiatkowski. Polak próbował atakować, ale stracił kontakt z główną grupą 50 km przed metą. Był 36., choć chciał walczyć o medal.