"Rzeczpospolita": Kto i kiedy wpadł na pomysł, by dr Wierietielny i dr Kowalczyk poprowadzili szkolenie nowej kadry kobiet?

Apoloniusz Tajner: Oni sami. Trzy tygodnie temu, gdy Justyna Kowalczyk przyjechała z trenerem Wierietielnym do Szklarskiej Poręby, umówiłem się z nimi na rozmowę. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że zechcą poprowadzić kobiecą kadrę. Jednak właśnie wtedy złożyli taką propozycję.

Od razu z podziałem na role: dawny trener to szef, podopieczna – asystentka?

Tak, propozycja była taka, że trenerem głównym będzie Aleksander Wierietielny, jego asystentką, ale wciąż ćwiczącą z zawodniczkami – Justyna. Po tej deklaracji byliśmy w kontakcie telefonicznym, spotkaliśmy się znów pod koniec marca w Zakopanem i tam ustaliliśmy zasady współpracy.

I od razu przeszliście do uzgodnień praktycznych?

Tak, duet trenerski chciał od razu zabrać się do pracy. Justyna jedzie jeszcze na dwa długie biegi z cyklu Visma Ski Classics w Norwegii i Finlandii. Razem zaproponowali więc, by na ten drugi wyjazd, do Levi, od 8 do 20 kwietnia, zabrać grupkę dziewcząt, prawdopodobnie pięć. Chcą je poobserwować, przedłużyć im sezon na śniegu.

W Pjongczangu pani Justyna mówiła, że na trenerkę raczej się nie nadaje, że jest za surowa, że może za wiele od innych wymaga...

To raczej się nie zmieni i tak do końca nie wiemy, jak sprawy się potoczą. To będzie praca z młodymi dziewczynami, zakładamy czteroletni cykl przygotowań, trzeba w tym okresie wytworzyć ciepłą, pozytywną atmosferę. Zobaczymy, jednak pozostaję optymistą i uważam, że w sumie to jest dobry pomysł.

Czy widzi pan szansę na to, że kiedyś pani Justyna po prostu zastąpi swego trenera?

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Tak może się stać. Aleksander Wierietielny zaczynał pracę z Justyną, gdy miała 17–18 lat. Ma ogromne doświadczenie i może jej wiele przekazać.

Czy koszty utrzymania nowej kadry znacząco wzrosną?

Nie, na pierwszym zgrupowaniu będzie jeden fizjoterapeuta i jeden serwismen. Omawialiśmy już potrzeby i skład nowego sztabu szkoleniowego, to wszystko jest w normie, będziemy mieli na to fundusze.

Czy stary zespół wsparcia Justyny Kowalczyk przejdzie do nowych zadań?

Na pewno nie cały. Skończyła się współpraca z serwismenką, Włoszką Valentiną Vuerich i dalszego ciągu nie będzie. O szczegółach personalnych nie chcę jednak mówić, wciąż są możliwe roszady. Jak wszystko zatwierdzimy, to ogłosimy. To jest także nowa rola dla pary Wierietielny – Kowalczyk, oni też muszą rozpoznać nowe wyzwania.

Czy w grupie młodych będą też starsze, np. Sylwia Jaśkowiec?

Co do składu nie mamy pełnej jasności, poza tym, że trenerzy chcą wybrać kandydatki do treningu w pełnym cyklu olimpijskim. Po drodze do startu w Pekinie mamy w Polsce mistrzostwa świata juniorów na obiektach Kubalonki i skoczni Skalite w Szczyrku w 2021 roku. To coś podpowiada.

Ma nadejść młodość?

Tak, będą to raczej młode zawodniczki, może sześć, może osiem. Na razie jednak jesteśmy po podjęciu decyzji przez prezydium Polskiego Związku Narciarskiego. Dopiero 17 kwietnia, gdy w Krakowie zbierze się zarząd PZN, wszystko do końca wyjaśnimy i zaakceptujemy.

Czy rozmawialiście też o rozbudowie bazy i promocji narciarstwa biegowego?

Na razie nie, gdyż pojawia się mnóstwo tematów bieżących, związanych z funkcjonowaniem nowej kadry. Justyna, siłą rzeczy, musi zacząć patrzeć na świat od strony szkoleniowej. Poprosiłem, by z trenerem Wierietielnym dali sobie trochę czasu na rozpoznanie infrastruktury, na możliwości treningu w Polsce.

Czemu taka prośba?

Oni mieli wszystko, co im było trzeba, ćwiczyli głównie za granicą. Z polskimi realiami też jednak trzeba im się zmierzyć. Wezmą pod opiekę młode dziewczyny, chodzące na razie do szkół mistrzostwa sportowego i innych. Trzeba pogodzić ich treningi i starty z nauką, zobaczymy, jak będą to robić.

Pierwsze zgrupowanie może być próbą ognia, nie wiadomo, jak młode zawodniczki zniosą wymagania wielkiego duetu trenerskiego...

Te pierwsze wspólne treningi na pewno nie będą łatwe, ale jak pojawi się wiara, że praca przyniesie efekty, to jestem pewien, że młode zawodniczki będą gotowe do naprawdę ciężkiego treningu.

Wygląda na to, że pan uwierzył pierwszy…

Mam zaufanie do trenera Wierietielnego, sądzę, że on wie, co robi. Wierzę również, że Justyna zechce być bardzo aktywną, biegającą trenerką, która może wystąpić w sztafecie podczas przyszłorocznych mistrzostw świata w Seefeld. Kto wie – może w tej nowej sytuacji też się odświeży. Jak będzie nieco mniej trenować, to odbuduje choć w części dawną formę i jeszcze pomoże młodym.