Ten sezon to jak na razie dla pani droga przez mękę?

Jest przewrotny i trochę szalony, a pandemia czyni go niewiadomą. Już lato nie było łatwe, bo podczas przygotowań doznałam kontuzji. Później naszą kadrę dopadł koronawirus. Niektórzy przeszli go bardzo ciężko. Ja na szczęście chorowałam bezobjawowo, ale zobaczymy za parę miesięcy, co będzie z powikłaniami. To wszystko sprawiło, że początek sezonu nie był łatwy. Wiadomo, że wszyscy spodziewali się lepszych startów. Sama liczyłam na więcej i tak naprawdę nie wiedziałam, co się dzieje. Miałam mętlik w głowie. Czekałam już tylko na święta i powrót do domu.

Odpoczynek pomógł?

Nie mogłam się doczekać startów po Nowym Roku. Poprzedni grudzień też nie był najlepszy, w styczniu sytuacja się poprawiła. Teraz było podobnie. Najważniejsze, że wszystko poszło we właściwym kierunku. W pewnym momencie doszliśmy z trenerem do wniosku, że odpuszczamy walkę o miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo najważniejsze są mistrzostwa świata. Minus jest taki, że nie mam przez to gwarancji udziału w biegu masowym w Pokljuce.

Koronawirus sprawił, że szanse były nierówne, bo niektórzy mieli lepsze warunki przygotowań?

Ważne było kto, jak i gdzie trenuje. Kto zachorował, a kto trafił na kwarantannę. Dobry przykład to Lisa Vittozzi, która po chorobie cierpiała na trasie tak samo jak ja. To ewidentny znak, że wirus zostawia ślady w organizmach sportowców.

Musi pani być cierpliwa, bo długo czeka na kolejny medal mistrzostw świata...

Skoro czekam od ośmiu lat, to wygląda na to, że tak. Ale biatlon to sport, który kocham i nie uprawiam go tylko dla medali. Marzę o miejscach na podium, ale to nie jest jedyny cel. Sport jest moim sposobem na życie, pracą, hobby. Jako zawodowiec poświęcam się mu w stu procentach.

Cel na mistrzostwa świata w Pokljuce to medal?

Tak. Patrząc na formę, jaką prezentowałam w tym sezonie, może trudno o tym myśleć, ale chcę i muszę w to wierzyć. Taki jest cel, bo jaki mógłby być inny? Kiedyś zdobyłam już medal, parę razy otarłam się też o podium. Zobaczymy, na co tym razem pozwolą rywalki i pogoda.

Co ze sztafetą? Rok temu Magda Gwizdoń zaczynała ostatnią zmianę jako liderka, a dobiegła do mety siódma...

Skład będzie podobny, zabraknie tylko Magdy. Ostatnio przeczytałam, że to będą pierwsze mistrzostwa świata bez jej udziału od 22 lat! Zobaczymy, jak sobie poradzimy. Siódme miejsce z ubiegłego roku to był dla nas bardzo dobry wynik. Magda zrobiła wówczas swoje i nikt nie miał do niej żalu. Nie zasłużyła na hejt, jaki wylał się na nią po tym starcie. To były słowa laików, którzy nie wiedzą zbyt wiele o biatlonie. Każda z nas zaliczyła kiedyś wpadkę w sztafecie. Magda na szczęście zniosła całą sytuację dobrze.

Dał o sobie znać urok ostatniej zmiany, na której jest najtrudniej, bo biegną tam najlepsze zawodniczki?

Każda zmiana jest trudna, ale faktyczne na tej czwartej odpowiedzialność jest największa. Jesteśmy w sztafecie cztery i któraś musi to wziąć na klatę.

Karabin podczas biegu sztafetowego waży więcej?

Dla mnie tak! Sztafeta potęguje stres, bo wiem, że ewentualne niepowodzenie pójdzie na konto całej drużyny. Lubię ten bieg, emocje i presja motywują, ale odpowiedzialność jest duża, więc zawsze przed startem towarzyszą mi obawy.

Co dzieje się w głowie biatlonisty, który wjeżdża na strzelnicę?

Przed strzelaniem w pozycji stojącej bardzo dużo myślę, bo czuję, że nie jest to moja najmocniejsza strona. Zastanawiam się, co zrobić, aby trafić. Gorzej, kiedy w głowie pojawiają się myśli o tym, co będzie, kiedy spudłuję. Wtedy przychodzi lęk, nakładam na siebie presję. Jestem doświadczoną zawodniczką, ale to dzieje się podświadomie. Pracuję nad tym. Technika w biatlonie jest bardzo ważna, ale coraz częściej mam wrażenie, że więcej zależy od psychiki. Możesz być świetnym strzelcem, ale jeśli nie radzisz sobie ze stresem, to będziesz strzelać do gołębi.

Tomasz Sikora powiedział kiedyś, że 90 procent startów kończył z myślą: „Gdyby nie jedno pudło...". Pani też tak ma?

Częściej słyszę, gdy ktoś to robi, sama raczej unikam gdybania. Wiadomo, że zdarzają się starty, po których pojawia się złość, ale rozpamiętywanie niepowodzeń niczego nie zmieni. Czasu nie cofnę, mogę jedynie wyciągnąć wnioski na przyszłość. Szybko zapominam o porażkach.

Ile znaczy dla pani złoty medal mistrzostw Europy?

Bardzo dużo, bo zawody odbyły się w Polsce, w Dusznikach-Zdroju. Pandemia sprawiła, że na trybunach zabrakło kibiców, ale wśród organizatorów i wolontariuszy było wielu moich znajomych. Ten start miał być sprawdzianem formy. Sama nałożyłam na siebie presję i ją wytrzymałam.

A jaka jest sportowa wartość tych mistrzostw?

Może nie zabrzmi to dobrze, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że miejsce w czołowej dziesiątce zawodów Pucharu Świata daje więcej radości niż złoto mistrzostw Europy. Najważniejsze jednak, że ten start mnie uspokoił.

Faktycznie spadł pani kamień z serca?

Myślę, że to cenniejsze od medalu. Zobaczyłam, że idę w dobrym kierunku. Taki był cel tego startu: zyskać spokój.

Program startów Moniki Hojnisz-Staręgi w mistrzostwach świata

Polka walkę o medale rozpocznie sobotnim sprintem (14.30) i niedzielnym biegiem pościgowym (15:30). Później czekają ją bieg indywidualny (16 lutego, 12.05) oraz sztafeta (20 lutego, 11.45). MŚ zakończy bieg masowy (21 lutego, 12.30) z udziałem 30 zawodniczek, do którego Polka musi się zakwalifikować, osiągając dobre wyniki w trzech pozostałych indywidualnych startach.

Mistrzostwa pokazują Eurosport i Polsat Sport