Decydujący wyścig nie był najbardziej zacięty, ale emocje i tak zostały podgrzane do czerwoności, bo start przekładano dwa razy w oczekiwaniu na sprzyjające wiatry. Nowozelandzki jacht znów był bardzo szybki i po dobrym starcie zaczął sprawnie budować przewagę nad Włochami, którym pozostało liczyć jedynie na błąd rywali. Błędu – czyli usterki sprzętowej, spóźnionego zwrotu, złej oceny siły czy kierunku wiatru – nie było.

Na ostatniej bramce jacht Emirates miał już 49 sekund przewagi i dowiózł ją pewnie do mety, powodując tłumną radość tysięcy widzów zgromadzonych na nabrzeżu w Auckland (koronawirusa w Nowej Zelandii praktycznie nie ma) i otwarcie licznych butelek szampana, także na pokładzie zwycięzców.

Team New Zealand ostatecznie pokonał Luna Rossa 7:3 w rywalizacji „best-of-13", choć po pięciu wyścigach, gdy przegrywał 2:3, wcale nie zanosiło się na tak nagłe przyspieszenie akcji.

Puchar jest w dobrych rękach – Nowa Zelandia to kraj zakochany w żeglarstwie. Zdobył prestiżowe trofeum po raz czwarty. Cztery lata temu na Bermudach jacht TNZ pokonał Oracle Team USA 7:1, w 2000 roku zwyciężył w Auckland Prada Challenge 5:0. Wreszcie w 1995 roku, na wodach w okolicy San Diego, sławny Black Magic (stoi dziś dumnie na nabrzeżu w Auckland) rozpoczął serię, gdy okazał się lepszy od Young America, także 5:0.

– Sami jesteśmy pod wrażeniem tego, co wspólnie osiągnęliśmy, zwłaszcza gdy widzimy tych wszystkich zaangażowanych przez cztery lata ludzi, gdy dostrzegamy, ilu rodaków wsparło naszą kampanię, od licealistów po premiera kraju, dla nas to w sumie cały świat – mówił za metą sternik zwycięskiego jachtu Peter Burling, jeszcze niedawno mistrz olimpijski i mistrz świata w klasie 49er.

Pani premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern od razu zabrała głos, mówiąc przede wszystkim o tym, jaką dumą napawa rodaków sukces żeglarzy. – Chcemy zobaczyć to wszystko raz jeszcze, już w 2023 roku. Rząd zgodził się, by nasza zwycięska ekipa w Pucharze Ameryki kolejny raz otrzymała wsparcie, by pozostała razem podczas planowania kolejnej obrony starego srebrnego dzbanka – obiecała pani Ardern.

Pokonani, włoski syndykat Luna Rossa Prada Pirelli, będący w całości własnością Patrizio Bertelliego, miliardera zarządzającego z małżonką imperium modowym Prada, też ma powody do dumy. Pływali w finale Pucharu Ameryki trzeci raz. Pierwszy był w 1992 roku, przegrali z Amerykanami 1:4, potem przyszły porażka 0:5 w Auckland i obecna, najbardziej honorowa.

– Musimy sobie pogratulować, udowodniliśmy bowiem światu, że potrafiliśmy walczyć na poziomie zwycięzców, i nawet jak mieliśmy pecha podczas kilku ostatnich dni, to wykonaliśmy jako zespół znakomitą robotę – mówił włoski sternik Francesco Bruni.

36. Puchar Ameryki zakończony, zwycięski jacht, nazwany po maorysku „Te Rehutai" (oznacza miejsce, gdzie esencja oceanu dodaje energii żeglarzom), zapewne stanie w galerii chwały na nabrzeżu w Auckland. Miejsce, czas i warunki startu kolejnej edycji wyznaczą zwycięzcy po otrzymaniu formalnego wyzwania od nowych (albo starych) rywali. Może za dwa lata, może za cztery, ale niemal na pewno wrócą do Zatoki Hauraki.