Przyszła pora na przystanek Toblach – najwyższą przeszkodę na drodze do finałowego weekendu w Val di Fiemme. Na miejsce, które wymyślono po to, by przeczołgać faworytki i faworytów Touru, wyrównać szanse. Oczywiście również po to, żeby pokazać do kamer panoramę Dolomitów i podpowiedzieć tym, którzy biegają na nartach, gdzie warto przyjechać i zostawić pieniądze.

W wyścigu mężczyzn ten dzień to przedsmak wspinaczki na Alpe Cermis. Wigilia biegów narciarskich, jak nazwali ten bieg organizatorzy, etap jak w Tour de France, z miasta do miasta. Najdłuższy, dziwny, wywracający do góry nogami klasyfikację generalną.

Panowie wybiegają z Cortiny, wbiegają na metę w Toblach, pokonują 35 km, najpierw niemal cały czas w górę, pod szczyt Tre Cime di Lavaredo, jeden z symboli Dolomitów. Potem niemal cały czas w dół. Różnica wzniesień to ponad 300 m.

Z biegaczkami organizatorzy zawsze mieli na tym etapie Touru problem. Bieg po trasie dla mężczyzn byłby dla nich zbyt morderczy. Kazać im tylko zjechać spod Tre Cime, to z kolei byłoby kuriozalne. Raz tego spróbowano, trzy lata temu, potem pomysł poszedł w odstawkę.

Ostatnio biegaczki w ogóle nie ruszają się z Toblach, biegną trzy razy po 5-kilometrowej pętli. Ta trasa nazywa się Saskia, na cześć jednej z trzech sióstr Santer, biegaczek i biatlonistek z najsławniejszej miejscowej rodziny.  Najstarsza z sióstr, Nathalie, to żona Olego Einara Bjoerndalena, który w Toblach ma jeden ze swoich domów, a rodzina Santerów hotelowy biznes.

Dla Justyny Kowalczyk Saskia oznacza zwykle walkę z bólem piszczeli, który dopada ją przy długich biegach stylem łyżwowym, zwłaszcza na takich trasach jak ta, z wieloma miejscami, w których kije są mało przydatne.

Ale Saskia oznacza też dla Justyny, że przyszedł dzień bronienia tego, co zdobyła na poprzednich etapach Touru. A nigdy jeszcze jej przewaga na starcie biegu pościgowego w Toblach nie była tak duża jak dzisiaj.

Justyna ruszy o 15.15 (TVP 2, Eurosport), ponad 50 sekund przed Therese Johaug, minutę przed Kristin Stoermer Steirą, dalej w kolejce do startu będą Denise Herrmann (traci 1,05,3), Kikkan Randall (1,18,1), Anne Kylloenen (1,29,1), Charlotte Kalla (1,32,2).

Teoretycznie najgorszy scenariusz to: Johaug i Steira łączą siły w pościgu za Justyną, z tyłu razem zmniejszać straty będą Kikkan Randall i Charlotte Kalla. Ale trener Aleksander Wierietielny mówi „Rz", że to mało realne.

– Nie sądzę, że Johaug będzie czekała na Steirę. I że Steira w czymkolwiek Johaug pomoże, bo niedawno w Canmore została daleko z tyłu za Justyną w stylu łyżwowym. Nie wyobrażam sobie też, że Kalla dogoni Randall. Każda z dziewczyn będzie pracowała dla siebie – mówi Wierietielny.

Co roku w Toblach Justyna powiększa przewagę nad Johaug. Jeśli tak się stanie i tym razem, droga do końcowego zwycięstwa będzie otwarta. Dziś po dniu przerwy do pracy wracają skoczkowie: o 13.45 (Eurosport, TVP Sport) kwalifikacje do jutrzejszego konkursu w Innsbrucku.