Rz: Czy sportowców ominęły kłopoty, o których piszą dziennikarze: brak ciepłej wody czy nawet brak pokoi?

Apoloniusz Tajner:

Jeżdżę od wioski do wioski, wczoraj byłem u biegaczy i biatlonistów – nie ma na co narzekać. Wyżywienie bez zarzutu, obok hoteli dwie siłownie, sale fitness, wszystko, jak należy.

Nie ma żadnych powodów do interwencji?

Ja patrzę po sportowemu: czy łóżka są duże i wygodne, woda ciepła dopływa i jest dobre wyżywienie. Tyle wystarczy, by sportowiec był zadowolony. W pokojach oczywiście nie ma nadzwyczajnego wyposażenia, do dziś brakowało wieszaków, ale właśnie zostały dowiezione, po cztery sztuki. W dwuosobowych pokojach po rozłożeniu wszystkich rzeczy może być trochę ciasno, wyposażenia sportowego jest zwykle dużo, ale to nie jest poważny problem. Jak jakiś się pojawia, np. w łazience wybije woda, to zaraz zjawia się ekipa i naprawia.

Bezpiecznie się pan czuje w Soczi i okolicach?

Widać ludzi w mundurach, ale dobrze, że są. Czujemy się bezpiecznie. Spodziewałem się ostrzejszego traktowania, ale widać ludzie są tu wyszkoleni, działają szybko, z uśmiechem, po europejsku. Nie przeszkadzało im nawet, że moja karta akredytacyjna nie zawsze działała.

Co jest najtrudniejsze dla szefa misji olimpijskiej?

Nie widzę nic trudnego. Wioski są pod dobrą opieką pracowników PKOl, wewnętrzna łączność działa doskonale, mamy dwa samochody. Praca trwa w zasadzie prawie całą dobę, zacznę też wkrótce jeździć po arenach polskich startów, ale taka moja rola, poza tym większość konkurencji jest po południu, więc do południa mam trochę czasu na organizację zajęć i planowanie.

Żal, że nie ma tu Adama Małysza?

No żal, żal. Jak odchodził dwa lata temu, już żałowałem, bo wciąż miał przecież siłę, moc, dynamikę, szybkość i dochodziło doświadczenie. Naprawdę mógł zdobyć złoty medal olimpijski. Mamy za to innego skoczka, który o ten medal będzie walczył.

Zajrzał pan do niego i kolegów?

Oczywiście. Przed chwilą kończyli trening, są w dobrej formie, zdrowi, myślę, że nic się nie zmieni do konkursu. Kamil Stoch jest spokojny, świadomy swej formy. Bardzo przyjemnie z nimi wszystkimi przebywać, bo jest też wesoło. Na Kamilu ciąży presja, ale daje sobie z nią radę – traktuje konkursy olimpijskie jak każde zawody poza zakopiańskimi. Tam jest najtrudniej, tam kibice potrafią jednych uskrzydlić, innych zdołować.

Skocznie w Rosyjskich Górkach pan oglądał?

Teraz jeszcze nie, widziałem je rok temu, pojadę w piątek na kwalifikacje. Nie przewiduję trudności z ich oswojeniem przez Polaków. Jeden skok i zawodnik czuje, co trzeba, to jest automatyczna reakcja.

Z Justyną Kowalczyk chyba nie jest tak radośnie...

Byłem także w jej wiosce, lecz Justyny nie widziałem, była na treningu. W sprawie kontuzji powiedziała, co chciała, nie mam nic do dodania.

Kto nie zobaczy otwarcia igrzysk?

Przyjęliśmy zasadę: wszyscy sportowcy, którzy nie mają treningów i startów w sobotę lub niedzielę, mogą jechać na ceremonię otwarcia. Skoczkowie i Justyna na pewno zostają w wiosce.

—w Soczi rozmawiał Krzysztof Rawa