Korespondencja z Monachium

Nasze zawodniczki urządziły sobie w stolicy Bawarii mistrzostwa kraju w sprincie. Mirosław wygrała w finale z Aleksandrą Kałucką, Natalia Kałucka w rywalizacji o trzecie miejsce wyprzedziła Patrycję Chudziak, a piąta była Anna Brożek. Mistrzem Europy mógł być także Marcin Dzieński, ale popełnił błąd i przegrał walkę o złoto z Ukraińcem Daniłem Bołdyrewem. Zostało mu srebro.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy. Sensacja w Monachium: Aleksandra Lisowska ze złotem

Wyniki Polek to żadna niespodzianka, nasze reprezentantki są specjalistkami od 15-metrowego sprintu po ścianie o 5-stopniowym odchyleniu. Najlepsze wywodzą się z dwóch ośrodków: Mirosław oraz Chudziak trenują w Lublinie, Dzieński, Brożek i siostry Kałuckie fachu uczyły się w Tarnowie. Ta pierwsza jest rekordzistką świata i czwartą zawodniczką igrzysk, gdzie sprint był częścią wieloboju.

- Mamy dobrych trenerów, dobrych zawodników i miejsca, w których można trenować. To wszystko się uzupełnia. Ja, będąc na czele, muszę uciekać, a rywalki mnie gonią, co nas napędza. Dla mnie cel w Monachium był jasny. Przyjechałam, żeby wygrać, a nie bić rekordy, choć pojawiła się taka presja. Rekordy jednak padają, a tytuły zostają na całe życie - wyjaśnia Mirosław w rozmowie z „Rz”.

Zawodniczki rywalizowały na malowniczym Konigsplatz, a dopingowały je tłumy kibiców korzystających ze świątecznego, słonecznego popołudnia. - Uwielbiam duże sceny i właśnie taką atmosferę - przyznaje Mirosław. - Bardzo chciałam wygrać w Monachium, żeby usłyszeć te brawa oraz radość. Rywalizacja dała mi dużo radości. Takie zawody to prawdziwe święto.