Biles była jednocześnie największą gwiazdą i największą nieobecną imprezy. Jako pierwsza kobieta w dziejach gimnastyki zakwalifikowała się do sześciu olimpijskich finałów, ale wystartowała tylko w dwóch.

Nie było rekordów, zostały dwa medale – srebrny zdobyty z drużyną oraz brązowy za ćwiczenia na równoważni. Podczas tej pierwszej konkurencji Biles oddała tylko jeden skok i zrezygnowała.

– Powinnam porzucić sport długo przed igrzyskami – przyznaje dziś na łamach „New York Magazine". – Po tym, co przeszłam w ciągu siedmiu ostatnich lat, nie powinnam nawet myśleć o kolejnym olimpijskim starcie.

Czytaj więcej

Demony Simony. Miała być największą gwiazdą igrzysk

Biles jest jedną z kilkuset ofiar lekarza amerykańskiej reprezentacji Larry'ego Nassara. Pedofil do końca życia będzie oglądał życie przez kratki: usłyszał trzy wyroki, od 40 do 175 lat więzienia.

Gimnastyczka nigdy nie opowiedziała, co jej robił. Wystarczyło jednak, że w 2018 r. napisała #metoo i wywołała burzę. Nadszedł czas na rozliczenie grzechów.

Amerykańska federacja skargi na Nassara dostawała podobno już w 1997 r., ale pracę stracił dopiero 18 lat później. – Mieliście jedno zadanie, mieliście nas chronić – mówiła Biles.

Przyznała przed komisją senacką, że była ofiarą molestowania seksualnego. Łamiącym się głosem przytoczyła opowieści koleżanek.

Czytaj więcej

Płociński, Żukowski: Igrzyska pod presją mediów społecznościowych
Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Wyrzuciła z siebie ból, ale nie uciekła od ciężaru. Zaczęła terapię, brała leki, sala gimnastyczna stała się jej azylem. Jest silna, ale lecąc do Tokio, nie była w stanie dźwignąć jarzma złożonego z cierpienia, krzywdy, oczekiwań oraz sławy.

Tłumaczyła, że kiedy zaczyna ćwiczenia, zostaje z demonami w głowie sam na sam, ale nie wszyscy ją rozumieli, rozprawiając nad psychiczną słabością mistrzyni.

Poświęciła życie na katorżnicy trening, przetrwała lata dyskusji o molestowaniu seksualnym i miałaby przegrać imprezę życia, bo nie czuła się zbyt dobrze? Tak nie wolno stawiać sprawy.

To truizm, że głowa w sporcie jest kluczem do sukcesu, ale w gimnastyce gwarantuje także bezpieczeństwo. Ewolucje są tak skomplikowane, że niewielki błąd może przynieść tragedię. Biles w Tokio dopadły „twisty", nagle traciła orientację w powietrzu.

Czytaj więcej

Naomi Osaka. Tak silna, że aż słaba

Dziś, szukając namacalnej metafory, porównuje swój stan do ślepoty. – Wyobraźcie sobie, że macie idealny wzrok, aż pewnego dnia się budzicie i nie widzicie nic, a ludzie każą wam jak co dzień iść do pracy. Bylibyście zagubieni, prawda? Miałam dokładnie tak samo – mówi.

Nie mogła ryzykować swojego zdrowia ani narażać ciężkiej pracy koleżanek z zespołu. – Nie chcę, żeby mój kraj i te wspaniałe dziewczyny straciły medal. Harowały na niego zbyt ciężko i zbyt długo – wyjaśniała, rezygnując z rywalizacji drużynowej.

Wystartowała w Tokio indywidualnie, bo tak naprawdę wciąż toczyła wewnętrzną walkę z Nassarem, zamiast powalczyć o samą siebie.

– Nie chciałam, żeby odebrał mi coś, na co pracowałam tak długo, właściwie od szóstego roku życia. Nie mogłam zgodzić się na to, aby ukradł mi radość. Parłam do przodu tak długo, jak tylko pozwoliły mi ciało oraz umysł – wyjaśnia Biles.

Czytaj więcej

Mirosław Żukowski: Sport pożera swoje dzieci

Jest zawodniczką wybitną. Niewykluczone, że najlepsza w dziejach dyscypliny. Umie podczas jednego skoku zrobić trzy salta przy dwukrotnym obróceniu się wokół własnej osi. Zdobyła 32 medale igrzysk i mistrzostw świata. Cztery ewolucje noszą jej nazwisko, bo wykonała je jako pierwsza. To dowód najwyższego wtajemniczenia.

Nic dziś nie musi, ale wiele może, bo jest głosem pokolenia. Ona oraz tenisistka Naomi Osaka pokazują, że nawet najwięksi mają swoje demony, a problemy mentalne to choroba – może już cywilizacyjna – a nie ludzka słabość.

Biles podróżuje dziś po kraju z amerykańską drużyną gimnastyczną, ale nie trenuje. Nie wiadomo, czy wróci do zawodowego sportu. Wznowiła za to terapię. Przyznaje, że choć bardzo chciałaby zapomnieć, to praca nad tym wciąż jest w toku.