Rz: Apoloniusz Tajner, były pański trener, pytany o faworytów na ten sezon, powiedział, że widzi dwóch – Adama Małysza i Austriaka Gregora Schlierenzauera. Co pan na to?

Adam Małysz: Ma prawo do takich sądów. Nie czuję się faworytem, choć miło słyszeć, że prezes tak uważa. Dla mnie faworytem jest inny z Austriaków, Thomas Morgenstern. To on wygrał Letnią Grand Prix, więc jego będziemy teraz gonić. Zawsze też może wyskoczyć ktoś nowy, mało znany, taki jak Norweg Anders Jacobsen przed rokiem.

Woli pan gonić, niż uciekać?

Od lat powtarzam, że znacznie trudniej bronić zdobytych pozycji. To nie tylko moje zdanie. Bycie faworytem to dodatkowa presja, nie wszyscy dobrze znoszą to obciążenie. Wolę atakować z drugiej linii, czuję się wtedy bardziej komfortowo.

Trenerzy mówią po cichu, że jest pan w bardzo dobrej formie...

Wszystko na to wskazuje, ale dopiero zawody w Kuusamo i moja dyspozycja na tle innych pokażą, jak jest naprawdę. Ale w minionym sezonie przekonaliśmy się też, że pierwsze konkursy nieco zaciemniają sytuację. Prawdziwych liderów poznajemy później. Zawsze trzeba trochę czasu, by złapać swój rytm.

Jakie są pana cele w tym sezonie – Turniej Czterech Skoczni, mistrzostwa świata w lotach, kolejna, piąta już Kryształowa Kula za zwycięstwo w Pucharze Świata?

Wolałbym nie wybierać. Cztery Skocznie to prestiżowy turniej. Mistrzostwa w lotach też mają swój klimat, a ja nie mam jeszcze medalu z tej imprezy. Nie ukrywam więc, że podium kusi. I wreszcie Puchar Świata. Kibice, jak mnie spotykają, mówią: p Adamie, trzymamy za piątą Kryształową Kulę. Powiem więc tak: moje cele ukrywam głęboko w sercu. Jakie były naprawdę, powiem dopiero po zakończeniu sezonu. Chciałbym się tylko móc cieszyć tym, co robię. To jest najważniejsze. Tyle już osiągnąłem, mam tego świadomość, i wiem, że najtrudniej jest wykrzesać z siebie dodatkową porcję entuzjazmu. Na szczęście mnie wciąż bardzo cieszy to moje skakanie.

Duża w tym zasługa fińskiego trenera Hannu Lepistoe?

On dodał mi skrzydeł, a odjął lat. Za to mu dziękuję.

W tym sezonie w skokach wszystko po staremu, nie będzie rewolucyjnych zmian regulaminowych...

I bardzo dobrze. Tyle ich było w ostatnim czasie, że wystarczy. Chwilami mieliśmy wszystkiego dość. To nocne przeszywanie kombinezonów było naprawdę męczące. I fizycznie, i psychicznie.

Wokół pana w polskiej kadrze same młode twarze. Dobrze panu z tym?

Nie narzekam, czuję się przy nich młodszy. A przecież tak naprawdę to jestem już trochę takim dziadkiem. Na szczęście dość dziarskim, który jeszcze daleko skacze i ma w sobie dużo radości...

Młodzi czasami pytają mistrza o radę?

Nie pytają, a ja się nie narzucam. Nie będę nikogo na siłę uszczęśliwiał. Oni idą własną drogą. Tak jak Kamil Stoch, który mówi, że nie chce być drugim Małyszem, tylko sobą. Chce, żeby ludzie zapamiętali go jako Stocha. I bardzo dobrze, ale jeśli ktoś przyjdzie i zapyta, to pomogę.

Będziemy mieli mocną drużynę w tym sezonie?

Wciąż mam taką nadzieję. Coraz pewniej i dalej skacze Stoch, dobrze radzą sobie Maciek Kot i Piotrek Żyła. Nad wszystkim czuwa Lepistoe, więc musi być dobrze.

A Klimek Bachleda? Wielu chciałoby go już teraz zobaczyć w Pucharze Świata...

To jeszcze dzieciak. Piekielnie utalentowany, ale dzieciak. Kiedyś jeden z trenerów pochwalił się Austriakom, że mamy taki brylancik, oni odpowiedzieli: My mamy takich dziesięciu, ale nie śpieszymy się. Pozwalamy im dojrzeć, troszcząc się o ich talent. Zróbmy to samo, pamiętając, że Klimek ma jeszcze czas na wielkie skakanie.

Pamięta pan, który to pana sezon w Pucharze Świata?

Startuję od 1994 roku, więc trochę tych startów już się nazbierało. Ale mimo upływu lat motywacji mi nie brakuje, a to jest najważniejsze.

Nie pojawiają się myśli, by skończyć ze skakaniem?

Różne myśli przychodzą człowiekowi do głowy. Takie też, ale co ja bym robił bez skoków. To moje życie. Wciąż jestem głodny sukcesów.

Wygrał pan 38 konkursów Pucharu Świata, a Fin Matti Nykaenen 46. Niewiele brakuje do rekordu...

Nigdy nie myślałem w tych kategoriach, ale gdy dziennikarze zaczęli o tym pisać, pomyślałem, a dlaczego nie?

Piąta Kryształowa Kula to też byłby rekord wszech czasów, być może jeszcze trudniejszy do pobicia niż osiągnięcie Nykaenena...

Nie lubię mówić o czymś, co się wydarzy. Wolę nie prowokować losu. Mogę tylko zapewnić, że gdybym znów wygrał, to miejsce na puchar z pewnością znajdę w moim domu.

Małyszomania już pana nie męczy?

Faktycznie, jeszcze mnie poznają, ale tłumaczę to sobie tym, że jestem dość charakterystycznym człowiekiem.

Może wreszcie polubił pan popularność?

Wspólnie z żoną jakoś się do niej przyzwyczailiśmy. Co więcej, choć czasami jest uciążliwa, przyznaję, że to fajne uczucie.

wysłuchał Janusz Pindera