To mogą być piękne mistrzostwa dla Polaków za sprawą Justyny Kowalczyk, która narobiła wszystkim apetytu, wygrywając w sobotę bieg na 10 km stylem klasycznym podczas zawodów Pucharu Świata we Włoszech. Zrobiła to w wielkim stylu, więc nic dziwnego, że kiedy jutro w Libercu stanie na starcie do rywalizacji na takim samym dystansie, będzie faworytką.

Na razie najlepsza nasza biegaczka testuje narty i trasy przed tą próbą w towarzystwie Józefa Łuszczka, jedynego polskiego mistrza świata w tej dyscyplinie. Złoty medalista z 1978 roku z Lahti będzie komentował biegi dla TVP.

Kiedy pani Justyna zakończy swój pierwszy start w mistrzostwach, skoczkowie będą się szykować do pierwszego oficjalnego treningu na normalnej skoczni. Wczoraj wieczorem do Liberca przyjechał Łukasz Kruczek wraz z ekipą (Kamil Stoch, Łukasz Rutkowski, Maciej Kot i Rafał Śliż), w której nie było Adama Małysza. Czterokrotny mistrz świata do końca szlifował formę w Szczyrku pod okiem fińskiego trenera Hannu Lepistoe i oczekiwany był tu dziś rano. Nikt tak naprawdę nie wie, w jakiej jest formie. Raz skacze lepiej, raz gorzej, ale fachowcy twierdzą, że szczególnie w pierwszym, sobotnim konkursie, na mniejszej skoczni będzie bardzo groźny.

W walce o medale nie ma zdecydowanych faworytów. Jeszcze tydzień temu większość stawiałaby na Austriaków, szczególnie na Gregora Schlierenzauera, który wygrał sześć konkursów z rzędu, ale po lotach na mamuciej skoczni w Oberstdorfie wiele się zmieniło. Coraz dalej skaczą Fin Harri Olli i Norweg Anders Jacobsen, bardzo groźny, zwłaszcza na mniejszej skoczni, będzie Rosjanin Dmitrij Wasiliew. Niemcy liczą oczywiście na odrodzonego Martina Schmitta, ale zdaje się, że skończy się na nadziejach, bo rywale są jednak zbyt silni.

Zdecydowanie więcej powodów do marzeń mają Szwajcarzy, bo Simon Ammann znów skacze prawie tak dobrze jak na początku sezonu. W gorszej sytuacji są gospodarze, bo Jakub Janda nie może wrócić do formy, którą prezentował, gdy wspólnie z Janne Ahonenem wygrywali Turniej Czterech Skoczni. W tej sytuacji najpewniejszym skoczkiem w ich ekipie jest były mistrz świata juniorów Roman Koudelka.

Organizatorzy mistrzostw świata na razie nie mają powodów do zmartwień. Śniegu jest pod dostatkiem, napadało go w ostatnim czasie bardzo dużo.

Z godziny na godzinę przybywa dziennikarzy w biurze prasowym. Szkoda tylko, że plakatów informujących o wielkiej imprezie jest w mieście jak na lekarstwo. Na razie nie czuje się tu prawie wcale atmosfery charakterystycznej dla takich zawodów. Ale być może dziś, kiedy podczas oficjalnego otwarcia mistrzostw zagra legendarna angielska grupa Deep Purple, wszystko się zmieni.

Nas wielka radość może czekać już jutro, kiedy linię mety minie Justyna Kowalczyk. Warto jednak pamiętać o tym, co polska biegaczka powiedziała w swych ostatnich wywiadach, między innymi dla „Rz”. – Kandydatek do medali jest minimum dziesięć. O tym, że wygrałam we Włoszech, muszę jak najszybciej zapomnieć. W Libercu wszystko będzie inne. I śnieg, i narty, i forma rywalek – mówiła kilkadziesiąt godzin temu, już w drodze na mistrzostwa.