[b]Rz: Będzie pan wspominał te mistrzostwa jako zawody straconych szans?[/b]

[b]Tomasz Sikora, najlepszy polski biatlonista po MŚ:[/b] Był wiatr, cóż zrobić. Kto lepiej sobie z nim radził, ten wygrywał. Ja nigdy nie byłem dobry w strzelectwie na wietrze. Przez całe mistrzostwa strzelałem zatem w bólach. Jedynie w biegach sztafetowych były normalne warunki i wtedy uzyskiwałem przyzwoite wyniki.

[b]Za bieganie pewnie pan się pochwali...[/b]

Biatlon to połączenie dwóch konkurencji, wyłącznie świetni biegacze nie zdobywają medali. Pewnie, że lepiej jest bardzo dobrze biegać i czasami dobrze strzelić, wtedy jest szansa na doskonały wynik. Gdybym bardzo dobrze strzelał i słabo biegał taka szansa byłaby znikoma. Zawsze jest mi jednak przykro, gdy dam z siebie tak wiele na trasie i zaprzepaszczam wszystko na strzelnicy.

[b]Może za wiele pan myślał przed biegiem masowym, że więcej możliwości zdobycia medalu nie będzie? [/b]

Byłem przygotowany na oba warianty: albo będzie dobrze, albo tak jak zwykle w tych mistrzostwach. Starałem się nie wywierać presji na siebie, ograniczać zbędne emocje. Teraz pozostaje jechać na kolejne biegi Pucharu Świata i tam walczyć.

[b]Czy w sztafecie odrobinę się pan już oszczędzał? [/b]

Nie był to taki bieg o wszystko. Gdybym ruszał z ósmego czy dziesiątego miejsca, motywacja byłaby większa. Tyle się cieszę, ile udało się odrobić strat.

[b]Widzi pan swych następców w kolegach z reprezentacji? [/b]

Jeszcze dużo pracy przed nimi. Trenowałem w tym roku indywidualnie. Wiem, ile mi mówili: że ciężko ćwiczą. Musieliby jednak w przyszłym roku zrobić duży postęp, żeby pojechać na igrzyska. Ja ich nie zmotywuję, oni sami muszą tego chcieć, mogę tylko doradzać.

[b]Po mistrzostwach zmieniło się to, że głównym pańskim rywalem w PŚ jest Ole Einar Bjoerndalen. Utrzyma pan żółtą koszulkę w Chanty Mansijsku do końca? [/b]

Nie tylko Bjoerndalen będzie mnie gonił. Bardzo mocny jest także Czudow, na pewno Svendsen będzie jeszcze walczył. Jest kilku innych tak samo groźnych. Sezon jest długi, mamy w marcu jeszcze dziewięć startów, osiem indywidualnych. Zadecyduje zmęczenie sezonem, u jednych będzie widoczne bardziej, u innych mniej. Myślę, że ten, kto lepiej wytrzyma trudy całej zimy, ten będzie na szczycie.

[b]Nowy regulamin pucharowy zdaje się, też jest przeciw panu? [/b]

Tak. Jestem w tej niekorzystnej sytuacji, że do tej pory brałem udział we wszystkich zawodach i punkty z trzech najgorszych startów zostaną mi odjęte, a te najgorsze wcale nie były takie złe (19., 16. i 12. miejsce – przyp. k.r.). Stracę więc trochę. Kolejne biegi muszę mieć zatem super, by utrzymać przewagę, a raczej żeby dogonić Norwega, bo po odliczeniach to on przecież prowadzi. Zdaję sobie z tego sprawę.

[b]Jak pan znosi częste zmiany stref czasowych? Biatlonistów czeka teraz próba przedolimpijska w Vancouver... [/b]

Prawdę mówiąc źle znoszę. Bjoerndalen z całą ekipą jedzie do Kanady tydzień wcześniej - 2 marca - by się dobrze przystosować, a ja ósmego, tuż przed zawodami. To też jeden z powodów, że spodziewam się, że nie będzie łatwo.

[b]Mimo niedosytu w PyeongChang nie traci pan chęci wygrywania? [/b]

Od początku sezonu mam nową ochotę do trenowania. Czułem to wtedy, czuję i teraz. Starty wciąż sprawiają mi przyjemność. Są chwile takie jak tu, że mimo walki nie osiągam tego, co chciałbym, ale ja wiem, że jest lepiej, niż było w poprzednich latach. Poprawiłem technikę biegu - poświęciłem temu więcej pracy niż wytrzymałości. Najcięższym startem tutaj był tylko ten pierwszy, wtedy, gdy wybrałem niefortunnie pierwszą grupę. Potem z biegu na bieg czułem się lepiej. Dziś było mi ciężko tylko ze względu na dalekie miejsce. Nie mogę narzekać, mimo tego, że to chyba mój najsłabszy sezon strzelecki w karierze, jestem tak wysoko.

[b]Myśli pan już o igrzyskach? [/b]

Myślę, że latem popracuję nad strzelaniem. Poszukam jakiegoś złotego środka.

[i]- w PyeongChang rozmawiał Krzysztof Rawa[/i]