Poza nią i jej partnerem wspinaczkowym, Fabrizio Zangrillim z Kolorado, na stokach ośmiotysięcznika nie ma nikogo. Również baza wysunięta (5600 m) jest pusta.

Inne wyprawy zakończyły już działalność. Nawet ich kucharz zszedł niżej, aby odpocząć. - Zostaliśmy sam na sam z Górą – powiedziała Kinga. Torują drogę w głębokim śniegu. Co jakiś czas pada śnieg.

Obydwoje nie używają tlenu z butli. Pierwszą próbę ataku na szczyt po długim oczekiwaniu na polepszenie pogody, przerwali. Zapalenia ucha odebrało zupełnie siły Zangrillemu na dużej wysokości. Wycofali się do bazy. W tym czasie grupa alpinistów weszła na szczyt.

Wkrótce Kinga i Fabrizio wyruszyli wraz z innymi alpinistami na pomoc 33-letniej Szwajcarce, Joelle Brupbacher, której po wejściu na wierzchołek zabrakło sił do zejścia. Wspinała się niemal od dziecka w Alpach. Miała już w dorobku szczyty pięciu ośmiotysięczników. Tym razem dobrnęła do namiotu obozu III (ok. 7400 m). Trzej obecni tam wspinacze byli bezradni. Kobietę mógł uratować tylko tlen z butli. Przez radiotelefon zaapelowali o doniesieniu tlenu. Dojście z bazy wysuniętej do obozu III trwa co najmniej dwa dni. Szwajcarka zmarła po ponad dobie.

- Uczestniczyliśmy w akcji ratunkowej. Dwie noce nie spaliśmy. Nic nie można było zrobić. Niestety. - napisała w smsie Kinga. Makalu jest piątym co do wysokości ośmiotysięcznikiem Ziemi. Kinga Baranowska do tej pory weszła na szczyty siedmiu z 14 ośmiotysięczników.