„Jestem dumny, że jestem Holendrem" – napisał na Twitterze Ruud Gullit, były piłkarz. Jego radości trudno się dziwić. W sobotę holenderscy łyżwiarze zdominowali wyścig na 5000 m.

Sven Kramer nie oddał złotego medalu, który zdobył cztery lata temu w Vancouver. Pojechał nie tylko szybko, ale i precyzyjnie. Pokonanie każdego okrążenia zajęło mu mniej niż 30 s. Przy okazji Kramer poprawił własny rekord olimpijski (6.10,76 ).

Na wysokości zadania stanęli także jego koledzy z reprezentacji. Drugi był Jan Blokhuijsen, brąz wywalczył Jorrit Bergsma.

Honoru polskiego łyżwiarstwa dzielnie bronił Jan Szymański. Jechał ambitnie i wygrał z Kanadyjczykiem Mathieu Giroux. Uzyskał czas 6.26,35, który dał mu 13. miejsce. Sebastian Druszkiewicz był 23.

Holandia była bezkonkurencyjna także w rywalizacji kobiet na 3000 m. Irene Wuest pokonała faworytkę wyścigu, Martinę Sablikovą z Czech. Trzecie miejsce zajęła reprezentantka gospodarzy Olga Graf. Zaraz po wyścigu do zawodniczki telegram z gratulacjami przysłał prezydent Władimir Putin.

„Dałaś milionom kibiców chwile triumfu" – napisał prezydent i wyraził przekonanie, że medal Graf zmotywuje innych rosyjskich sportowców.

Niestety, mniej powodów do radości miały Polki. Bardzo dobrze jechała Katarzyna Bachleda-Curuś. Jak równy z równym walczyła z Sablikovą, choć pod koniec opadła z sił. Zajęła siódmą pozycję, lecz została zdyskwalifikowana za minimalne przekroczenie linii oddzielającej tory. 16. była Natalia Czerwonka, a 18. Luiza Złotkowska.