"Nielegalni migranci znaleźli się w niebezpiecznym miejscu, bez wyjścia. Otaczała ich rzeka i mokradła. Zadzwonili na numer alarmowy, informując o swojej sytuacji" - przekazał Podlaski Oddział Straży Granicznej. W komunikacie zaznaczono, że ze względu na trudno dostępny teren nie było możliwości bezpośredniego dotarcia do osób potrzebujących pomocy.

Czytaj także:
Premier Morawiecki o sytuacji na granicy z Białorusią: Polska nie ulega

Funkcjonariusze Straży Granicznej zlokalizowali poszukiwanych z pokładu śmigłowca. Z uwagi na grząski teren maszyna nie mogła wylądować. Podano, że po obniżeniu lotu jeden z funkcjonariuszy Straży Granicznej wyskoczył ze śmigłowca, aby udzielić pierwszej pomocy poszkodowanym i koordynować z tego miejsca dalsze działania.

Kolejni funkcjonariusze oraz żołnierze dotarli do grupy cudzoziemców przedostając się na drugi brzeg rzeki za pomocą drabin.

Straż Graniczna poinformowała, że w grupie były trzy osoby niepełnoletnie, w tym roczne dziecko. Dwie osoby potrzebowały pomocy lekarza, jedną trzeba było przenieść na noszach.

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik przekazał, że w grupie była ranna kobieta oraz osoba ze złamaną nogą.

Łodziami straży pożarnej migranci zostali przetransportowani na brzeg zalewu Siemianówka, gdzie czekało pogotowie. Dwie osoby trafiły do szpitala. Pozostali członkowie grupy zostali przewiezieni do placówki Straży Granicznej w Narewce.

Według wstępnych ustaleń, migranci to obywatele Iraku i jeden obywatel Egiptu.