Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) podtrzymał dyskwalifikację, którą rok temu nałożyła na Rosję Światowa Agencja Antydopingowa (WADA), ale ją skrócił - z czterech to dwóch lat.

Sędziowie Luigi Fumagalli, Hamid G. Gharavi i Mark L. Williams zgodzili się na karę kolektywną, w której odpowiedzialność za grzechy przeszłości ponosi cały kraj. Juryści z Lozanny ugruntowali też pozycję Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), na czele której od roku stoi Witold Bańka.

Wyrok oznacza, że reprezentacji Rosji zabraknie na najbliższych letnich i zimowych igrzyskach Formalnie, bo rosyjscy sportowy dopingowo niewinni  będą się tam mogli pojawić - tyle że bez flagi i hymnu. Każdy wystąpi w stroju z napisem: "sportowiec neutralny". Nazwa kraju może pojawić się obok. Kolorów nie zdefiniowano, więc równie dobrze stroje mogą mieć barwy rosyjskiej flagi.

CAS uznał, że kara musi być proporcjonalna do winy. Wyrok jest salomonowy, bo upokarza Rosję, ale nie krzywdzi sportowców. Witold Bańka nie ma wątpliwości: jego organizacja wygrała przełomowy spór.

- CAS potwierdził, że władze rosyjskie bezczelnie oraz nielegalnie manipulowały danymi moskiewskiego laboratorium w celu ukrycia zinstytucjonalizowanego dopingu - mówi szef WADA. - Jesteśmy rozczarowani, że nie poparto wszystkich rekomendowanych przez nas konsekwencji na czteroletni okres. Były proporcjonalne i rozsądne, ale WADA nie jest sędzią, tylko prokuratorem i musimy uszanować decyzję panelu.

Rosjanie bez hymnu i flagi byli już na zimowych igrzyskach w Pjongczangu (2018), wysłali na tę imprezę aż 168 sportowców, którzy zdobyli 17 medali. Jako ANA („autoryzowani atleci neutralni”) od kilku lat rywalizują rosyjscy lekkoatleci. Światowa federacja World Athletics traktuje Rosjan bardzo surowo i do rywalizacji w Tokio zaprosi maksymalnie dziesięciu z nich.

Członkowie rosyjskiego rządu nie będą mieli wstępu na trybuny podczas największych imprez, ale CAS przewidział wyjątki. Wystarczy na przykład, aby zaproszenie wystosowała głowa państwa organizującego zawody, aby Władimir Putin usiadł w loży honorowej.

Rosjanie przez dwa lata nie będą mogli aplikować o organizację igrzysk, ani mistrzostw świata. Stracą te, które już otrzymali. Pokryją także koszty procesowe oraz analizę bazy danych moskiewskiego laboratorium, która kosztowała WADA 1,27 mln dolarów.

Wyrok CAS nie precyzuje co stanie się ze sportami zespołowymi, np. czy reprezentacja Rosja będzie mogła zagrać na mundialu w Katarze (2022).

Rosja odpowiadała w Lozannie za recydywę. Tamtejsze władze oraz działacze stworzyli wspierany przez państwo system dopingowy. Sportowcy przyjmowali nielegalne substancje pod okiem trenerów i lekarzy, a igrzyska w Soczi (2014) okazały się wielkim przekrętem. Oszustwo ujawnili sygnaliści: zwłaszcza lekkoatletka Julia Stiepanowa, jej mąż Witalij oraz szef moskiewskiego laboratorium antydopingowego Grigorij Rodczenkow.

WADA była wówczas uboga w instrumenty prawne, winnych karały federacje. World Athletics skazała Rosję na banicję, ale już Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zaprosił tamtejszych sportowców na igrzyska do Rio (2016).

Wykluczenie Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) trwało trzy lata. Szansą na rehabilitację było przekazanie danych moskiewskiego laboratorium z lat 2012-2015. Te okazały się sfałszowane. WADA, mocniejsza o nowe kompetencje sankcyjne, wyrzuciła Rosjan na cztery lata ze wszystkich międzynarodowych imprez.

CAS częściowo wyrok podtrzymał, potwierdzając autorytet agencji. To ważny sygnał dla międzynarodowej społeczności i kij w szprychy Amerykanów, którzy od lat podważają pozycję WADA, a niedawno przyznali sobie eksterytorialne prawo do ścigania osób zamieszanych w oszustwa dopingowe.

Nie wiadomo, jak wyglądała sama rozprawa. CAS decyzję w sprawie ujawnienia pełnej treści 186-stronicowego orzeczenia podejmie po konsultacji z obiema stronami sporu.

WADA wnioskowała o jawność postępowania, ale weto postawili Rosjanie. Pandemia koronawirusa zepchnęła większość przesłuchań w przestrzeń online, a obawa przed atakiem hakerów sprawiła, że utajniono nawet miejsce, w którym na początku listopada spotkali się sędziowie. Kulisy wydarzeń z Lozanny ujawnił dopiero „New York Times”.

Rosjanie podobno postawili na emocje. Nie kwestionowali winy, tylko skupili się na konsekwencjach oraz proporcjonalności kary. Podnosili, że grzech popełnili działacze - za przekazanie danych moskiewskiego laboratorium podobno odpowiadało ministerstwo - a konsekwencje dotkną trenerów oraz sportowców. Ci ostatni w płomiennych przemowach prosili o litość i wyjaśniali, że nie chcą odpowiadać za cudze grzechy.
Pokrzywdzeni mają prawo skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Rosjanie od wyroku mogą się odwołać także do szwajcarskiego Federalnego Sądu Najwyższego, ale szanse na sukces mają nikłe, bo rozpatruje on tylko błędy proceduralne i nie bada prawidłowości interpretacji prawa. To oznacza, że klamka zapadła. Innego wyroku nie będzie.