Korespondencja z Tokio


Kwestia ich udziału w igrzyskach ważyła się do ostatniej chwili, Polacy przylecieli do Tokio jako piętnasta drużyna kwalifikacyjnych list. Zalewski przed startem zapowiadał, że celem jest awans do półfinału, co zapewni jego kolegom stypendia oraz możliwość lepszych przygotowań dla większej grupy zawodników. Występ Polaków przerósł jednak oczekiwania.

Wygrali swoją serię, mieli trzeci czas półfinałów. - To niesamowite, że jeszcze dwa miesiące temu nie wiedzieliśmy, czy to w ogóle przylecimy - mówi Kajetan Duszyński.


On, Zalewski i Dariusz Kowaluk kilka dni wcześniej zostali mistrzami olimpijskimi w sztafecie mieszanej. Jakub Krzewina był kiedyś halowym mistrzem i rekordzistą świata. - Najwyraźniej taki skład to przepis na sukces - śmieje się ten ostatni. - Nasze morale po sztafecie mieszanej wzrosło, ale już podczas obozu widzieliśmy, że możemy biegać sztafetę w czasie poniżej trzech minut.

- Mamy fajną, młodą ekipę, wspartą przez doświadczonych. Kuba nie mógł doczekać się tego startu. Kiedy dowiedział się, że pobiegnie, chodził cały czas pobudzony - mówi Kowaluk.

Duszyński, który biegł na ostatniej zmianie, kończył ją luźno, jakby miał jeszcze zapas energii. - Oszczędzałem się. Może nie mógłbym czytać na finiszu książki, ale słuchać audiobooka - już tak - żartuje, prowokowany przez dziennikarzy. Podkreśla też, że po zdobyciu złota w sztafecie mieszanej trudno było się wyciszyć. Jego słowa potwierdza Zalewski. - Głowa chodziła - mówi.

Finał rywalizacji sztafety 4x400 metrów podczas ostatniej lekkoatletycznej sesji igrzysk, w sobotę o 14:50 czasu polskiego. Dwadzieścia minut wcześniej w tej samej konkurencji wystartują panie.