Korespondencja z Tokio

Kiedy dowiedział się pan, że zagra z Australjczykiem Luke'm Saville, a nie Węgrem Martonem Fucsovicsem?

Podczas rozgrzewki przed meczem. Tak samo dopiero rano dowiedziałem się, że zagram drugi, a nie trzeci mecz dnia na moim korcie. Trochę byłem zdziwiony, ale trzeba było się do tego zaadaptować. Tak samo, jak do rywala. Nie wiedziałem, jak będzie grać, więc musiałem na bieżąco analizować go podczas meczu.

Jak radzi sobie pan z tutejszym upałem?

Czułem podczas treningów, że jest ciepło, ale już podczas meczu nie było to problemem. Dobrze zrobiło mi kilka miesięcy spędzonych na Florydzie. Lubię grać w takiej temperaturze. Co do samych kortów to ciężko się tu ślizga, co wchodzi w stawy, ale musimy się do tych warunków przystosować.

To pana pierwsze igrzyska, wszystko jest nowe…

Nie wszystko, bo dalej mamy piłki, rakiety i gramy na kortach. Nowa jest za to otoczka oraz wrażenia. Atmosfera jest świetna, choć na trybunach brakuje kibiców. Tego mi szkoda. A sama wioska? To naprawdę niesamowite, być tutaj z tymi wszystkimi sportowcami. Miałem nawet prośby o wspólne zdjęcia, ale mogę takie przypadki policzyć raczej na palcach jednej ręki.