Nasza sztafeta blisko sukcesu w tej młodej konkurencji była już dwa lata temu, podczas mistrzostw świata w Dosze (2019). Tam Justyna Święty-Ersetic pobiegła na zmianie z mężczyznami i do podium zabrakło tylko pół sekundy. Teraz, w klasycznym ustawieniu z kobietami na drugiej oraz trzeciej zmianie, Polacy wyprzedzili wszystkich rywali.

- Miałem proste zadanie: ruszyć jak najmocniej i to utrzymać. Treningi od trzech tygodni pokazywały, że jestem w życiowej formie, co potwierdziłem na zawodach - mówi Dariusz Kowaluk, który otworzył polską sztafetę.

Szansę na drugiej zmianie dostała Iga Baumgart-Witan, która w trakcie przygotowań miała problemy zdrowotne, ale zdążyła z formą na igrzyska. - Fajnie jest mijać innych. Zwłaszcza dziewczyny, które miały w tym sezonie lepsze czasy ode mnie. Przypomniałam sobie, że umiem biegać. Zrobiłam to tak, jak za moich najlepszych czasach - mówi.

Sztafetę na pierwszym miejscu utrzymała Małgorzata Hołub-Kowalik. - Kiedy zobaczyłam, ile padło w pierwszej serii rekordów kraju to wiedziałam, że wszyscy biegną na bogato. Ten rekord Europy przetrwa jednak tylko 24 godziny. Pobijemy go - zapowiada.

- Sztafety charakteryzują się tym, że biegamy w grupie, co pomaga. Nie było więc łatwo, bo musiałem sobie wyobrazić ducha rywala, który jest przede mną, aby utrzymać rytm. Obserwowałem też, co się dzieje na telebimie, aby zostawić siły, o co prosili mnie trenerzy - wyjaśnia Kajetan Duszyński, który ostatnią zmianę rozpoczął i zakończył pierwszy.

Finał sztafety mieszanej odbędzie się w sobotę o 14:35 czasu polskiego. Warto go obejrzeć, bo Hołub-Kowalik mówi: - Myślałam, że mocne będą USA i Dominikana, a ostatecznie nie awansowały. Będzie więc gruby medal i to nie brązowy.