Pierwsze zwycięstwo podopiecznych Vitala Heynena to najbardziej pozytywna informacja poniedziałkowej rywalizacji na igrzyskach.

Tym razem wielkiej dramaturgii nie było, Polacy wygrali pewnie 3:0 (25:20, 26:24, 25:20), choć to Włosi mieli być teoretycznie ich najgroźniejszym przeciwnikiem w grupie.

Świetny mecz rozegrał Bartosz Kurek. - Pomógł drużynie na wiele sposobów. Liczby nie mówią wszystkiego. Chodzi także o jego zachowanie i nastawienie do gry - chwalił swojego zawodnika Heynen. - Mam nadzieję, że to zwycięstwo zdejmie z nas presję. Gdybyśmy zaczęli od dwóch porażek, znaleźlibyśmy się w trudnej sytuacji.

Polacy zachowali szansę na awans z pierwszego miejsca. W środę czeka ich spotkanie z Wenezuelczykami, którzy przegrali po 0:3 z Japonią oraz Iranem. - Ale nie przyjechali tu na wycieczkę. Musimy być skoncentrowani. Nasze głowy nie mogą teraz wylądować w chmurach - przestrzega Kurek.

Olimpijski debiut Igi Świątek zakończył się na drugiej rundzie. Po porażce 3:6, 6:7 (4-7) z Paulą Badosą młoda Polka nie kryła łez. Długo siedziała na ławce z głową schowaną w ręczniku.

- Jestem sfrustrowana, że nie podołałam. Cały czas byłam pod presją. Robiłam drobne błędy, nie byłam tak dokładna, jak być powinnam. Rywalka serwowała idealnie. Miała dobry dzień, ale ostatnio wszystkie spotkania gra na wysokim poziomie. Może, jak obejrzę ten mecz na spokojnie, będę mieć zupełnie inne wnioski. Pierwsze igrzyska zawsze są wymagające. Mam nadzieję, że w Paryżu będzie lepiej i zdołam wykorzystać doświadczenie, które tu zdobyłam - opowiadała przed kamerami TVP Sport.

Z Tokio Iga jeszcze się nie żegna. Przed nią mikst - w parze z Łukaszem Kubotem. We wtorek mamy poznać drabinkę.

Iga dopiero zaczyna swoją olimpijską przygodę, ale dla niektórych igrzyska w Tokio są końcem sportowej kariery. Na przykład dla sztangistki Joanny Łochowskiej, która wygrała finał B w kat. 55 kg, ale z rezultatami gorszymi od własnych rekordów Polski. Trzykrotna mistrzyni Europy uzyskała w rwaniu 84 kg, w podrzucie - 102 kg, w dwuboju - 186 kg.

Apetyty na medal rozbudziła Julia Kowalczyk. Dżudoczka w swojej drugiej walce w kat. 57 kg wyeliminowała brązową medalistkę z Rio i mistrzynię Europy, Portugalkę Telmę Monteiro. Ale w ćwierćfinale nie dała rady mistrzyni świata, Kanadyjce Jessice Klimkait, a w repasażach przegrała po dogrywce z Gruzinką Eteri Liparteliani i zajęła ostatecznie siódme miejsce. Złoto zdobyła pochodząca z Kosowa Nora Gjakova.

19. w wyścigu kolarzy górskich był Bartłomiej Wawak. Zwyciężył debiutujący na igrzyskach Brytyjczyk Thomas Pidcock.

Grzegorz Hedwig odpadł w półfinale zmagań kanadyjkarzy, a Aleksandra Jarmolińska nie przeszła dwudniowych eliminacji strzelania do rzutków. Była 19. Na drugiej rundzie olimpijski występ zakończyła Li Qian. Reprezentantka Polski przegrała z Jian Fang Lay z Australii 2:4 (7:11, 6:11, 11:5, 12:10, 4:11, 4:11).

 

Po sześciu wyścigach w żeglarskiej klasie RS:X Zofia Noceti-Klepacka spadła w klasyfikacji generalnej z drugiej na dziewiąta pozycję (dwukrotnie była 16., raz - 9.). W rywalizacji mężczyzn Piotr Myszka awansował na szóste miejsce (był kolejno 3., 6. i 13.). W klasie Laser Radial 14. pozycję po czterech wyścigach zajmuje Magdalena Kwaśna.

Na basenie trochę polskiej radości, trochę smutku. 17-letni Krzysztof Chmielewski awansował do wtorkowego półfinału 200 m stylem motylkowym (1.55,77 - 13. czas). Odpadł Jakub Majerski (1.57,91 - 27. czas).

Złote medale z olimpijskiego basenu wyłowili w poniedziałek: Amerykanie w sztafecie 4x100 m dowolnym, Brytyjczyk Adam Peaty (100 m klasycznym), Kanadyjka Margaret MacNeil (100 m motylkowym) i Australijka Ariarne Titmus (400 m dowolnym).

Po porażkach z Chinami (19:21) i Holandią (20:22 po dogrywce) pod ścianą stoją polscy koszykarze 3x3. By awansować do ćwierćfinału, muszą we wtorek pokonać Belgię i liczyć na korzystne wyniki w innych meczach.