Baron Roman Nikołaj Maksymilian Fiodorowicz von Ungern-Sternberg urodził się w austriackim Grazu. Biurokratyczne nieścisłości wynikające z różnic między gregoriańskim a juliańskim kalendarzem sprawiają, że datę jego narodzin określa się między 16 grudnia 1885 r. a 23 stycznia 1886 r. Ojcem Romana był Theodor Leonhard Rudolf von Ungern-Sternberg, Estończyk pochodzenia niemieckiego. Matka Sophie Charlotte von Wimpffen była pochodzącą z Hesji Niemką. Nieudane małżeństwo rodziców zakończyło się rozwodem, po którym matka zabrała kilkuletniego syna do Rewla, czyli dzisiejszego Tallina, gdzie chłopiec spędził pozostałą część dzieciństwa.

Czytaj także: Rasputin: Anioł czy diabeł Romanowów?

Biografowie rodziny Ungernów wspominają, że ród miał zamierzchłe pochodzenie węgierskie, i zaznaczają, że pomimo popularnego wśród europejskich Żydów nazwiska Sternberg rodzina ta nie miała żadnych korzeni żydowskich. Ungernowie-Sternbergowie byli niemieckimi awanturnikami, piratami i rozbójnikami chętnie powołującymi się na koligacje z europejską arystokracją, a nawet uważali się za potomków królewskiej dynastii Plantagenetów i krewnych Habsburgów.

Z tego powodu baron Roman von Ungern-Sternberg już w młodości doskonale opanował cztery języki: niemiecki, rosyjski, francuski i angielski. W późniejszym wieku nauczył się także mówić po mongolsku. Do końca życia pozostał fanatycznym monarchistą, a upadek Mikołaja II i jego rodziny uznał za wielką osobistą tragedię. Estonia, nazywana przez Rosjan i Niemców Estlandią, była ojczyzną przodków ojca Romana Ungerna, wśród których byli członkowie zakonu kawalerów mieczowych. Ów zakon prowadził w XIII i XIV w. krucjaty przeciwko pogańskim wówczas ludom Litwy i Liwonii (jednej z czterech krain historycznych składających się na współczesną Łotwę). Historycy nadmieniają, że w odróżnieniu od misyjnych krucjat w Ziemi Świętej celem wypraw kawalerów mieczowych były zwykła grabież. Z biegiem stuleci na terenie Estonii i Łotwy, w wyniku silnych procesów germanizacyjnych, powstała warstwa arystokracji pochodzenia niemieckiego zrównana w statusie społecznym z arystokracją rosyjską, lecz z wyższością i pogardą odnosząca się do estońskich i rosyjskich mieszczan oraz chłopów, a w szczególności do Słowian i Żydów. Niemcy bałtyccy służyli wiernie carom rosyjskim do czasu, kiedy podczas I wojny światowej wojska niemieckie zaczęły zadawać armiom rosyjskim druzgocące ciosy. Po powstaniu Armii Czerwonej Niemcy inflanccy zorganizowani w formacjach Freikorpsów, zwanych Baltikumer, prowadzili działania zbrojne przeciwko oddziałom bolszewickim.

Awanturniczy introwertyk

Na awanturniczy charakter przyszłego chana Mongolii wpłynęły nieudane studia na akademii morskiej w Petersburgu, skąd został wyrzucony. W 1905 r. zaciągnął się do armii carskiej w czasie trwania wojny rosyjsko-japońskiej. Tam w warunkach frontowych dosłużył się stopnia kaprala i został odznaczony medalem. Po powrocie z Dalekiego Wschodu w 1906 r. studiował w Pawłowskiej Akademii Wojskowej, gdzie pogłębiał wiedzę z zakresu logistyki, sztuki saperskiej i taktyki. Pobyt na Dalekim Wschodzie obudził w nim silne zainteresowanie buddyzmem i okultyzmem. Po ukończeniu akademii Ungern wybrał stacjonujący przy granicy z Mandżurią w Daurii 1. Arguński Pułk Kozacki wojska zabajkalskiego. Było to pustkowie, na którym były jedynie stare koszary, stacja kolejowa i kilka walących się chałup. Znawca tamtej epoki, znakomity historyk Willard Sunderland, tak opisał atmosferę tamtego miejsca: „Musztry, wyjazdy na patrole, eskortowanie skazańców lub osadników, wypady na chińskich bandytów i kolejne musztry przerywane było jedynie hazardem, pijaństwami, wyścigami konnymi, a wszystko to pośrodku dziczy, głównie w męskim towarzystwie. W oficerskich bibliotekach było niewiele książek. Miasta ze sklepami, teatrami lub burdelami były odległe o wiele dni drogi”.

Dzięki protekcji Ungerowi udało się wyrwać z tego przeklętego miejsca. Następnym przydziałem był 1. Amurski Pułk Kozacki stacjonujący w pobliżu Błagowieszczeńska tuż przy granicy z Chinami. Jako nadetatowy oficer rozpoczął służbę w garnizonie w Kobdo, ale styl jego bycia spowodował, że był nielubiany i wyrzucony poza krąg rosyjskich oficerów, odrzucenie zaś spowodowało, że zamknął się w sobie. Od czasu do czasu dopadały go niepokojące otoczenie ataki euforycznego podniecenia graniczącego z wybuchami wściekłości. Bywało, że wydając dzikie okrzyki, pędził do upadłego przez step na czele swojej konnicy kozackiej. Kiedyś założył się z oficerami, że jednorazowo przejedzie konno dystans 400 wiorst (ok. 430 km). Ku zdziwieniu kolegów wygrał zakład.

Gdy był spokojny, czas poza służbą poświęcał głównie nauce języka mongolskiego, a podczas spotkań z lamami uczył się obyczajów mongolskich i poznawał filozofię buddyjską, która miała się stać źródłem wielu jego inspiracji. W trakcie spotkań z mnichami mógł także zetknąć się Dża Lamą, legendarnym mnichem wsławionym trzydziestoletnią walką z Chińczykami. O tym mnichu krążyły wśród Mongołów liczne legendy, które zapowiadały powrót „ukrytego króla”, wyzwoliciela Ojratów (zachodnich Mongołów) od chińskich ciemiężycieli.

Wielbiciel cara

Dla tego estońskiego arystokraty car Rosji pozostawał najwyższą świętością i ostoją bytu państwowego. Upadek dynastii Romanowów był dla Ungerna nieopisaną traumą, która wyzwoliła w nim pragnienie odbudowy nowego cesarstwa wzorowanego na państwie króla pruskiego Fryderyka II Wielkiego. Z drugiej strony skłaniał się ku mistycyzmowi Dalekiego Wschodu. Narastało w nim przekonanie, że przegniły w sensie umysłowym i moralnym dekadencki Zachód skazany jest na zagładę. Należało zatem szukać rozwiązań w tych systemach religijnych i kulturowych, które zachowały pierwotną czystość, a szczególnie w tybetańskiej odmianie buddyzmu.

W 1913 r. powstała w Petersburgu świątynia buddyzmu tybetańskiego, której filarem był mnich buriacki i tajny agent Agwan Dordżijew. W arkana tajemnej wiedzy okultystycznej wprowadził go krewniak Hermann Keyserling. Ezoteryczne znaki yin-yang, buddyjska swastyka, wadźra, kwiat lotosu – wszystkie te symbole zostały wymieszane przez europejskich okultystów. Najlepszym tego przykładem jest Towarzystwo Thule założone w 1917 r. w Monachium przez Rudolfa von Sebottendorfa, które jako jeden z głównych symboli obrało swastykę symbolizującą na Dalekim Wschodzie m.in. słońce, ogień, szczęście, moc i płodność. Naziści zaanektowali ten symbol, ponieważ przedstawiał krzyż z połamanymi ramionami, co nadawało mu neopogański i antykościelny charakter. W latach 30. XX w. pod patronatem Himmlera i Hessa organizowano nawet archeologiczne wyprawy do Tybetu, a pochodzący z Estonii neopoganin Alfred Rosenberg stał się głównym ideologiem nazizmu odwołującym się do zapożyczonej z Azji symboliki okultystycznej.

W czasie I wojny światowej Ungern otrzymał mobilizacyjny przydział do pułku nerczyńskiego wojska zabajkalskiego, który brał udział w walkach na froncie wschodnim. Jako oficer 2. Armii Samsonowa walczył w słynnej bitwie pod Tannenbergiem. Zapalony kawalerzysta baron von Ungern brał także udział w walkach w Galicji i Karpatach. We wrześniu 1916 r. otrzymał awans na podesauła wojsk kozackich i dowództwo nad sotnią. Jego dowódcą był podówczas inny bałtycki Niemiec, „czarny baron” gen. Piotr Wrangel, który tak opisał Ungerna: „Średniego wzrostu blondyn, chudy i pozornie wątły, ale żelaznego zdrowia i energii. Ungern żyje wojną. Nie jest to oficer w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, jako że nie tylko nie zna najbardziej elementarnych przepisów i podstawowych zasad służby, ale nieustannie popełnia wykroczenia zarówno przeciwko dyscyplinie zewnętrznej, jak i wychowaniu wojskowemu; jest to typ partyzanta amatora, łowcy, tropiciela śladów z powieści Mayne Reida. Obszarpany i brudny, śpi zawsze na podłodze, wśród Kozaków z sotni, jada ze wspólnego kotła i mimo iż wychowany w dostatku i komforcie, robi wrażenie człowieka, któremu na nich nie zależy. [...] Był człowiekiem pełnym sprzeczności: niewątpliwa inteligencja, oryginalny wnikliwy umysł, a jednocześnie zdumiewający brak kultury i niezwykle ciasne horyzonty myślowe, zaskakująca nieśmiałość i wręcz dzikość, a jednocześnie nieokiełznana zapalczywość, niepohamowana rozrzutność i zadziwiający brak wymagań, jeśli chodzi o podstawowe wygody”.

Wybuchowe i nieposkramiane cechy charakteru, o jakich wspominał gen. Wrangel, przysparzały Ungernowi wielu kłopotów, a pijackie ekscesy zaprowadziły go nawet na dwa miesiące do wojskowego więzienia. Po odbyciu kary w styczniu 1917 r. Roman von Ungern trafił do rezerwy. Poznał wtedy kapitana Grigorija Michajłowicza Siemionowa, z którym się zaprzyjaźnił. Siemionow był synem Kozaka i Buriatki. Podobnie jak Ungern znał realia mongolskie, biegle władał mongolskim. W górach Persji nad jeziorem Urmia Siemionow i Ungern byli świadkami masowej eksterminacji chrześcijańskich Asyryjczyków, jakiej przy udziale Kurdów dokonywała armia turecka. To nieco zapomniany i haniebny epizod I wojny światowej.

Po wybuchu rewolucji bolszewickiej w Piotrogrodzie, Siemionow i Ungern wyjechali do Daurii, gdzie brali udział w sprawnym uśmierzeniu buntu garnizonu wojskowego w mandżurskim Manzhouli. Miejsce to w zamyśle Siemionowa i Ungerna miało stać się znakomitą bazą wypadową do przyszłych ataków na Rosję i Chiny. Od czasu upadku mandżurskiej dynastii Quing Mongolia miała status autonomicznego regionu Chin. Pozbawieni własnego państwa Siemionow i Ungern postanowili zrealizować niemal utopijny plan budowy Wielkiej Mongolii i zjednoczenia wszystkich ludów ją zamieszkujących. W ich wizji obszar nowego państwa miał objąć Mongolię Zewnętrzną i Wewnętrzną wraz z terytoriami Buriatów i Bargutów. Protektorem takiego państewka miałaby zostać Japonia.

Kat rosyjskich Żydów

Ungern był zdeklarowanym antysemitą. Święcie wierzył, że Żydzi stanowili główną siłę napędową bolszewizmu. Oskarżał ich o zdradę cara i potworności komunizmu. Komisarze polityczni oddziałów bolszewickich, wśród których było dużo Żydów, stanowili „najcenniejszy łup” jego Kozaków. Żydowscy jeńcy byli brutalnie torturowani i zabijani. Razem z jednym z dowódców „białych”, generałem Wiktorynem Mołczanowem, uznał, że „trzeba eksterminować Żydów tak, żeby zginęli wszyscy mężczyźni, wszystkie kobiety, a nawet wszystkie dzieci tego ludu”. W tym okrucieństwie pobrzmiewały dalekie echa bezlitosnego terroru z czasów Czyngis-chana. Oprawcy wzorowali się na ponurych malowidłach przedstawiających sceny kaźni. Mający swe praźródła w szamanizmie buddyzm mongolski uwidaczniał tu swoje ponure oblicze. Przykład płynął zresztą z góry. Sam teokratyczny władca Mongolii, Bogda Chan, był alkoholikiem i oślepłym syfilitykiem dbającym wyłącznie o swoje przyjemności, do których należało nie tylko infantylne gromadzenie zachodnich gadżetów, ale i najbardziej zboczone formy wyuzdania seksualnego.

W 1918 r. siły „czerwonych” nieustannie wzrastały i wkrótce bolszewicy utworzyli front zabajkalski z Siergiejem Łazą jako dowódcą frontu. 13 lipca 1918 r. w walkach z bolszewikami w pobliżu Manzhouli wojsko Siemionowa zostało niemal kompletnie zniszczone. Jego Oddział Specjalny wycofał się do Hailary w Mandżurii, gdzie dokonano jego przegrupowania. Siemionow starał się o wsparcie logistyczne Japończyków, Francuzów i Brytyjczyków. W sierpniu 1918 r. Siemionow z Ungernem mieli pod swoją komendą ponad 10 tysięcy żołnierzy z różnych krajów, w tym nawet Czechów i Japończyków. Z taką siłą powrócili na Zabajkale i wyparli całkowicie wojska „czerwonych”. Ze swej kwatery w Czycie Siemionow rządził całym Zabajkałem. Były tam oddziały armii japońskiej, Korpus Czechosłowacki i kontyngent wojsk Ententy, mający pomóc Czechom w sprawnym wycofaniu się do Europy. Awansowany na generała majora Ungern stał się komendantem Daurii. Grigorij Siemionow został skierowany do walk we wschodnim Zabajkalu. W 1920 r. bolszewikom udało się całkowicie pokonać wojska tego atamana, który po ostatecznej klęsce uciekł na emigrację do Mandżukuo w podporządkowanej Japonii Mandżurii. Po inwazji ZSRR na Mandżurię w 1945 r. został schwytany, a po pokazowym procesie w Moskwie skazany i stracony za działalność kontrrewolucyjną.

Romanowi von Ungern-Sternbergowi przypadła o wiele gorsza rola, którą w pełni zasłużył na tytuł Krwawego Barona. W zabajkalskiej Daurii stworzył obóz, w którym jego dowódcy: Riezuchin, Burdokowski, Wiesiełowski i Sipajłow, torturowali i zabijali zwożonych tam jeńców bolszewickich lub osoby podejrzane o jakiekolwiek sympatie dla „czerwonych”. O warunkach tam panujących świadczy fakt, że bałtycki Niemiec i lekarz Klingerberg zaproponował komendantowi „humanitarne” uśmiercanie chorych i niezdolnych żołnierzy za pomocą specjalnej trucizny, na co Ungern wyraził zgodę.

Oswobodziciel czy oprawca?

Na mocy porozumienia trójstronnego zawartego w 1915 r. w Kiachcie pomiędzy Imperium Rosyjskim, Republiką Chińską oraz Mongolią Zewnętrzną, ta ostatnia stała się de facto chińska prowincją. Chińczycy eksploatowali Mongołów na wszelkie możliwe sposoby, od nakładania drakońskich podatków, przez podwyższanie ceł na eksportowane towary, aż po wcielanie siłą młodych Mongołów do swojej armii. Dodatkowym upokorzeniem było zmuszenie mongolskiego przywódcy Bogdy Chana do bicia czołem przed portretem cesarza. W tej sytuacji upokarzani arystokraci mongolscy zwrócili się o pomoc do barona Ungerna. Baron skontaktował się z Bogda Chanem i poprosił go o oficjalną zgodę na wkroczenie jego wojsk do Urgi, składając taką deklarację: „Ja, baron Ungern, spokrewniony z rosyjskim domem panującym, zamierzam wkroczyć do Churee (Urgi) według mongolskiego zwyczaju, w towarzystwie żołnierzy, żeby zapewnić pomoc Bogda Chanowi, by chronić Mongolię i uwolnić ją od jarzma bezlitosnego chińskiego ucisku”.

Dla prostych Mongołów w deklaracji Ungerna ponownie zabrzmiało znane proroctwo o cudzoziemskim wybawcy, białym królu i królestwie Szambali. Być może Ungern spełniał częściowo tę wizję. Siły barona liczyły zaledwie 1500 ludzi, a ich trzonem była podzielona na trzy pułki Azjatycka Dywizja Konna. Jednak armia Ungerna stale się powiększała i to mimo opowieści o stosowaniu przez barona regulaminu wojskowego zabraniającego m.in. upijania się. Dla Rosjan był to zasadniczy mankament. Co prawda sam Ungern był narkomanem, ale alkoholu nie tykał i tego wymagał od swoich ludzi. Historycy wspominają przejmujące grozą opowieści o torturach nieposłusznych żołnierzy z jego armii. On sam do tortur i zabijania podchodził w dziwnie sformalizowany i przerażająco pedantyczny sposób.

22 lutego 1921 r. w księżycowy Nowy Rok baron Ungern, książęta mongolscy i lamowie przywrócili w Urdze (obecnie Ułan Bator) na tron teokratycznego władcę Mongolii Bogda Chana. Baron Ungern uznany został za inkarnację piątego bogd gegeena (mong. święta światłość), czyli najwyższego dostojnika lamajskiego w Mongolii i otrzymał od Bogdy Chana grzecznościowy tytuł chana stepu.

Pałac chana w jurcie

„Oswobodzenie” Urgi z rąk Chińczyków zapoczątkowało bezwzględne rządy „boga wojny”, jak teraz z szacunkiem i nabożnym lękiem nazywano nowego dyktatora. Choć nienawidził papierkowej i biurokratycznej pracy, swoje rządy rozpoczął chan Ungern od odtworzenia pięciu ministerstw, które wchodziły w skład podległego Chińczykom dotychczasowego autonomicznego rządu: ministerstwa spraw zagranicznych, finansów, obrony, sprawiedliwości i sił zbrojnych. Resortami mieli kierować mongolscy arystokraci skutecznie kontrolowani przez rezydujących w ministerstwach rosyjskich „doradców”. Rządzona przez Ungerna Mongolia była krajem o niemal średniowiecznych realiach społecznych i ekonomicznych. Panował tu handel wymienny. Żeby stworzyć coś w rodzaju waluty narodowej, nominalny, religijny władca kraju Bogda Chan nakazał wyemitowanie w imieniu Ungerna kwoty 250 tys. dolarów. Wartość opatrzonych wizerunkami zwierząt banknotów Bogda Chan zabezpieczył własnymi stadami koni.

Ungern nie dbał o osobisty komfort i mieszkał w jurcie pośrodku dawnej rezydencji chińskiego namiestnika. Sprawy urzędowe załatwiał w biurze, którym było skromne dwuizbowe mieszkanie w pozbawionym wygód domku należącym kiedyś do chińskiego kupca. W tym biurze przyjmował interesantów ubrany w tradycyjny mongolski chałat. Z żołnierską skrupulatnością przeprowadzał nieustanne inspekcje urzędów i musztry wojska, chcąc utrzymać swoje oddziały w stałej gotowości bojowej. Konserwatywny w swoim myśleniu chan Ungern próbował także z pomocą emerytowanego brytyjskiego majora S.T. Dockraya odbudować elektrownię i naprawić zbudowaną przez Chińczyków radiostację. Osobnym i bardzo pozytywnym aspektem jego rządów był nakaz czyszczenia i dezynfekcji ulic, miasta Mongołów były bowiem w przerażającym stanie sanitarnym. Góry odchodów i gnijących śmieci powodowały nieznośny fetor i stanowiły potencjalne źródło groźnych chorób. Widocznym mankamentem rządów Ungerna było to, że nie stworzył aparatu policji i instytucji sądowniczych. On sam uważał się za najwyższego sędziego Mongołów, którym zresztą wymierzał przedziwne kary, jak choćby siedzenie przez miesiąc na dachu lub chłostę kijami.

Mongołowie zdawali się być z tego zadowoleni. Urga pod jego rządami rozkwitała. Licznie napływali do niej mieszkańcy Syberii, wśród których byli Rosjanie, uciekinierzy z Zabajkala, Buriaci, Chińczycy pracujący głównie w bankowości, Turcy i Tybetańczycy. Osobną i wyróżniającą się grupę stanowili żołnierze z Azjatyckiej Dywizji Konnej. Byli to więc Rosjanie w długich szafirowych chałatach, Mongołowie, którzy na swych czerwonych chałatach nosili żółte znaki Dżyngis-chana, a także Chińczycy, którzy przeszli na stronę Ungerna, składając mu przysięgę wierności.

Hardy do końca

Ungern wprowadził w Mongolii krwawy terror, którego ofiarą padło 80 tys. ludzi. Wyjątkowe okrucieństwo chana Ungerna spowodowało, że Mongołowie zaczęli go traktować jak wroga. Zdając sobie sprawę, że Mongolia stanowi schronienie dla sił kontrrewolucyjnych, rosyjscy bolszewicy wysłali do tego kraju grupy dywersanckie. Należał do nich dawny żołnierz Bogdy Chana, znakomity jeździec Damdin Suche Bator, który stanął na czele antyungernowskiego ruchu narodowego. W 1921 r. różne oddziały Armii Czerwonej rozpoczęły nieskoordynowaną inwazję na Mongolię.

Rozdzielenie Azjatyckiej Dywizji Konnej na dwie brygady pod dowództwem Ungerna i generała majora Borysa Riezuchina zapoczątkowało koniec panowania barona. Wojska bolszewickie miały znaczną przewagę liczebną i były wyposażone w samochody pancerne, kanonierki, samoloty, pociągi pancerne i posiadały znaczne zapasy amunicji. Wśród żołnierzy Ungerna zaczęła się szerzyć panika. Część z nich pragnęła uciec przed bolszewikami do Mandżurii, ale Ungern miał inny szaleńczy plan. To zresztą przyczyniło się do tego, że zdradzono go i próbowano zabić.

Owładnięty ideą panmongolską i gorączką buddyjskiego mistycyzmu, pobity przez bolszewików Ungern snuł plany przebicia się z Mongolii do Tybetu. W szaleńczych marzeniach snuł plany stworzenia między Tybetem a Pamirem zakonu i szkoły, w których miała wykształcić się armia nowych niezwyciężonych wojowników. Opętańcze wizje, jakie nawiedzały go u stóp Ałtaju, podsuwały mu obraz niezdobytego klasztoru twierdzy, nad którym miał łopotać złoty sztandar z podkową i słonecznym symbolem Dżyngis-chana. W głowie dźwięczały mu monotonnie recytowane przez mnichów mantry i dźwięki obracających się młynków modlitewnych.