Filipińska wyspa Palawan, zwana ostatnią granicą raju, jest coraz chętniej odwiedzana przez polskich turystów. Przyciągają ich tam przyrodnicze atrakcje, takie jak Podziemna Rzeka, niskie koszty pobytu oraz niepowtarzalna atmosfera filipińskiej prowincji. Pobyt na wyspie zaczyna się zwykle od przylotu do jej stolicy, miasta Puerto Princesa. Niewielu turystów zdaje sobie jednak sprawę z tego, że to liczące ponad 200 tys. mieszkańców, a przy tym spokojne, prowincjonalne miasto było w trakcie II wojny światowej miejscem dramatycznych wydarzeń: masakry amerykańskich jeńców i walk filipińskiej partyzantki, a wokół wyspy Palawan odbywały się operacje morskie będące preludium do bitwy pod Layte.

Na zachodnich obrzeżach miasta, w niepozornej półwiejskiej okolicy, znajduje się Muzeum Batalionu Specjalnego Palawan. To prywatna instytucja kierowana przez Higinio „Buddy'ego" Mendozę Jr., wiceadmirała filipińskiej straży przybrzeżnej i zarazem syna Higinio Mendozy, sławnego dowódcy partyzanckiego z czasów wojny. Podczas zwiedzania tej placówki miałem okazję spotkać Higinio Mendozę Jr. Starszy pan przywitał się ze mną i spytał, skąd jestem. Gdy opowiedziałem, że z Polski, odrzekł: „A, Polska! Kraj, który jako pierwszy przeciwstawił się Hitlerowi!". Dodał, że oglądał jakiś czas wcześniej na YouTubie przygotowany przez Instytut Pamięci Narodowej film animowany „Niezwyciężeni" poświęcony losom naszego kraju w latach 1939–1989. Byłem kompletnie zaskoczony.

Filipiński dżentelmen zadziwił mnie jednak jeszcze bardziej. Oprowadzając mnie po swojej bogatej kolekcji (na którą oprócz pamiątek po żołnierzach filipińskich, amerykańskich i japońskich składają się również eksponaty dotyczące innych państw walczących), w pewnym momencie powiedział, że zbiera części do polskiego munduru z 1939 r. Chce poświęcić Polsce fragment wystawy. – Na razie mam czapkę polskiego kawalerzysty – stwierdził, obserwując moje pogłębiające się zaskoczenie. Zaprosił mnie do gabinetu i pokazał mi rogatywkę z żółtym otokiem i polskim orzełkiem w koronie. Nigdy bym nie przypuszczał, że ktoś na drugim końcu świata zbiera elementy munduru żołnierza z kampanii wrześniowej.

Lokalny bohater

Ojciec właściciela Muzeum Batalionu Specjalnego Palawan ma swój pomnik w centrum Puerto Princesa. Nie powinno to dziwić. Był on przecież lokalnym bohaterem. Urodził się w 1898 r., czyli w roku, w którym Amerykanie zbrojnie odebrali Filipiny Hiszpanom, a Filipińczycy rozpoczęli niepodległościowe powstanie. Higinio wychował się w mało zamożnej rodzinie jako jedno z sześciorga dzieci, a wykształcenie i majątek zdobył własną pracą. Studiował w USA, zdobywając tam w 1929 r. uprawnienia zawodowe doktora medycyny. Gdy w 1930 r. wrócił do Puerto Princesa, urządzono na jego cześć huczne przyjęcie powitalne. Wykształcony w USA medyk, który powrócił na głęboką prowincję, by leczyć ludzi niemających od lat dostępu do opieki lekarskiej, automatycznie stał się bohaterem dla lokalnej społeczności. W 1931 r. wybrano więc dr. Mendozę na gubernatora wyspy Palawan. Zajmował to stanowisko przez dwie kadencje, do 1937 r. Zdobył dużą popularność, udzielając bezpłatnej pomocy medycznej biedakom. Został również oficerem rezerwy Korpusu Medycznego Armii Filipińskiej.

Gdy w grudniu 1941 r. Japończycy zaatakowali Filipiny, Higinio Mendoza mocno zaangażował się w organizację oporu. Przed jego domem ustawiały się tłumy wysłuchujące transmisji radiowych i patriotycznych przemówień. W maju 1942 r. organizował ewakuację ludności Puerto Princesa. Tuż przed nią brał udział w spotkaniu w domu gubernatora wyspy, na którym utworzono Wolny Rząd Palawan. Przez całą okupację funkcjonował on jako konkurencyjny ośrodek władzy wobec instytucji stworzonych przez Japończyków. Kontrolował spore tereny położone w głębi wyspy i emitował własną walutę. Posiadał też własne siły zbrojne – Batalion Specjalny Palawan, którego Kompanią A dowodził Higinio Mendoza. Ta jednostka była uznawana za oddział podległy armii USA, a gen. Douglas MacArthur mianował Mendozę na stopień kapitana.

Partyzanci z Palawanu nękali japońskie garnizony na wyspie i zbierali informacje wywiadowcze dla służb podległych MacArthurowi. Byli zaopatrywani przez Amerykanów za pomocą okrętów podwodnych. Ich walki przeszły do lokalnej legendy, podobnie jak boje partyzantów „Ponurego" w Górach Świętokrzyskich.

Na początku 1944 r. jeden z ludzi Mendozy został zmuszony przez japońską bezpiekę do pracy agenturalnej. Doprowadził Japończyków do domu, w którym ukrywał się ten partyzancki dowódca. Higinio Mendoza został pojmany w domu na obrzeżach miejscowości Tinitian. Japończycy pozwolili mu jednak pożegnać się z rodziną. Powiedział wówczas swoim bliskim: „Bądźcie dzielni, możemy zginąć za nasz kraj". Stwierdził też, że to dobrze, że został pojmany, gdy był z rodziną. Gdyby bowiem próbowano go złapać w obozie partyzanckim, doszłoby do przelewu krwi.

Japończycy początkowo traktowali kapitana Mendozę zadziwiająco łagodnie, dużo bardziej niż na jego śmierci zależało im bowiem na pozyskaniu go dla administracji kolaboracyjnej. Obiecali mu wolność, jeśli publicznie odda honory japońskiej fladze. Odmówił. Świadomie wybrał śmierć. 24 stycznia 1944 r. zaprowadzono go więc na plantację palmy kokosowej na obrzeżach Puerto Princesa i rozstrzelano. Jego grób zdołano znaleźć dopiero w 1947 r. Tubylcy, którzy słyszeli wówczas strzały, jeszcze wiele miesięcy po wojnie bali się tam podchodzić. Obawiali się powrotu Japończyków.

Czas wyzwolenia

Amerykanie przybyli wyzwolić Palawan 28 lutego 1945 r. Wyspa ta miała dla nich znaczenie strategiczne, gdyż kontrola nad nią pozwalała na skuteczniejsze nękanie japońskiej żeglugi na Morzu Południowochińskim. Dowódca 8. Armii gen. Robert Eichelberger wyznaczył do odbicia Palawanu 41. Dywizję Piechoty gen. Jensa Doa. Pięć tysięcy amerykańskich żołnierzy miało złamać opór japońskiego garnizonu liczącego 2 tysiące osób. Operacja poszła stosunkowo łatwo – więcej problemów stwarzał trudny teren niż japońskie wojsko. Do końca kwietnia wyspa została w pełni opanowana, a ostatnie punkty oporu zgniecione. W walkach na Palawanie poległo zaledwie 12 amerykańskich żołnierzy, a 56 odniosło rany, gdy po stronie japońskiej było około 900 zabitych i 140 rannych. W Puerto Princesa natrafiono na ślady po masakrze 139 amerykańskich jeńców przeprowadzonej w grudniu 1944 r. w Plaza Cuartel, dawnych hiszpańskich koszarach położonych tuż obok katedry (11 Amerykanów zdołało przeżyć masakrę i ukrywało się ponad dwa miesiące przed Japończykami).

W marcu 1945 r. zaczęto budowę lotniska w Puerto Princesa zdolnego do przyjmowania bombowców. Jest ono obecnie portem lotniczym obsługującym tanie linie – bramą dla turystów zmierzających ku „ostatniej granicy raju". Przebywając tam, warto odwiedzić Muzeum Batalionu Specjalnego Palawan. Może natkniecie się tam na Higinio Mendozę Jr. i zapytacie go, jak idzie mu kompletowanie polskiego munduru.

Dla zainteresowanych odwiedzinami: adres Palawan Special Battalion WW-II Memorial Museum to: Rizal Avenue, Barangay San Miguel, Puerto Princesa, Palawan, Filipiny. E-mail do muzeum: palww2museum@yahoo.com.